Alfabet Chrobrego 2010

Prezentujemy kolejną edycję alfabetu Chrobrego Głogów. To zbiór najważniejszych wydarzeń w mijającym 2010 roku w jednym miejscu: kibicowskich, sportowych, także tych wykraczających poza obie dziedziny, dobrych, złych, czasem burzliwych, a czasem przełomowych…

Ali Sami Yen – dokładniej „To nie trybuny Ali Sami Yen w Stambule i kibice Galatasaray, tylko prezentacja zespołu Chrobrego w Głogowie” – słowa Mateusza Borka wypowiedziane w programie Polsatu Sport „Cafe Futbol”, w momencie gdy kamera pokazywała akurat zagorzalszą część hali podczas klubowej prezentacji. Popularny program w swej znacznej części był poświęcony Chrobremu, w czym największy udział miał Radosław Kałużny. „Tata” opowiadał o sobie, swoim powrocie, ale przede wszystkim o powstającej klasie sportowej, prezentacji, obiektach… Obecna w Głogowie kamera Polsatu towarzyszyła nie tylko podczas prezentacji, bo zrobiła kurs po całych obiektach sportowych. Tylko w trakcie trwania „Cafe Futbol” nasza strona odnotowała kilka tysięcy wejść.

Basta – Konradowi Węglarzowi w zasadzie należy się osobne miejsce. Niektórzy go lubią, inni nie. I co ciekawe, raczej nie ma w tym przypadku osób po środku. Powoli dobijał do dwusetnego występu w pomarańczowo-czarnych barwach, sezon kończył jako najlepszy strzelec zespołu, ale był przy tam karany finansowo, a nawet odsyłany do rezerw za kwestie pozasportowe. – Wzorem nigdy nie byłem i być może nawet nigdy nim nie będę – mówił. W końcu zaczął domagać się zmiany klubu, też w dość kontrowersyjny sposób (nieco szyderczy ton pisma do działaczy), a gdy nie dostał na to zgody, tak po prostu powiedział „basta”, odszedł. Podjął pracę w kopalni, piłkę odstawiając na bok. Dopiero w końcem roku, po zmianie trenera, pojawił się temat jego powrotu do Chrobrego.

Charytatywnie – w połowie roku 17-letni piłkarz juniorów Chrobrego, Adam Kaszuba, w zasadzie z dnia na dzień dowiedział się, że będzie musiał stoczyć najważniejszy mecz w swoim życiu. Zachorował na białaczkę limfoblastyczną, choć jeszcze kilka tygodni wcześniej uczestniczył ze swoimi rówieśnikami w treningach. Odzew na apel o pomoc był wielki. Najpierw kilkadziesiąt osób stawiło się w stacji krwiodawstwa, a w październiku zorganizowano charytatywny mecz pomiędzy oldbojami MZKS-u i Zagłębia Lubin na rzecz Adama, a także powodzian z Bogatyni. M.in. poprzez zbiórkę do puszek, aukcję charytatywną (swoje koszulki wystawił Radosław Kałużny, a w Głogowie z własnymi datkami pojawił się nawet Radosław Majdan) i wsparcie sponsorów udało się zebrać łącznie 15 000 zł.

Drudzy – …pierwszymi. Nikt na nich nie stawiał, nikt nie oczekiwał, że zrobią to. Awans do wyższej klasy miał wywalczyć pierwszy zespół, tymczasem to będące w cieniu rezerwy po cichu robiły swoje, by z końcem czerwca, po ostatnim meczu z Górnikiem II Polkowice, cieszyć się z czwartej ligi. Nie rekompensowało to strat za pozostanie w trzeciej lidze, nie było nawet otarciem łez, ale jednak cieszyło. Tym bardziej, że wiosną o sile tej drużyny stanowiła przede wszystkim młodzież, przez wielu skreślona przed samym startem.

Ewakuacja – ewakuować się przed policją, wedle jej zeznań, musiał swego czasu Paweł Woźniak (wtedy Paweł W.). Prowadził samochód pod wpływem alkoholu i miał nie zatrzymać się na polecenie służb. Sprawa szybko trafiła do mediów. Sam zawodnik przeprosił za swoje zachowanie, ale został ukarany przez klub finansowo. Stracił też prawo jazdy. Zapewne nie chciałby pamiętać o tej sytuacji, ale wydarzenie raz po razie przypomina mu markerowy napis w szatni na jego szafce: „0.83 promila”.

Fuck – środkowy palec wyciągnięty w stronę jakieś części trybun nie jest niecodziennym zjawiskiem. I w Głogowie było w przeszłości kilku takich, którzy nie wytrzymywali. Teraz nie wytrzymał Łukasz Zaremba. Po jednym z meczów rezerw, jego faulu w polu karnym i czerwonej kartce, schodząc usłyszał coś niemiłego w swoją stronę. Raczej nie jest typem, który skuli ogon i pójdzie dalej. Obrócił się więc i wymownie pokazał, co o tym myśli. – To było pod wpływem chwili. Dopiero po zejściu do szatni, gdy już emocje opadły, spytałem sam siebie: po co ci to było? – powiedział wtedy.

Górnik – o kwietniowym spotkaniu z Górnikiem Wałbrzych zostało napisane i powiedziane już tyle, że równie dobrze moglibyśmy sobie darować. Przecież to był mecz, który, kibicowsko, odbijał się echem w całym kraju, a nawet poza nim. Zbiórka na Skarbku i wspólny, jakże głośny przemarsz na stadion, 3500 widzów, rekordowy, 1000-czny młyn, też rekordowa, 750-osobowa wizyta wałbrzyszan, zwycięstwo naszych piłkarzy 4:1 i wspólna z nimi radość z każdej z tych bramek, a przede wszystkim mozolne, trwające całe tygodnie, może nawet miesiące przygotowania do tego pojedynku. 24 kwietnia wszyscy już wiedzieliśmy, dla jakich chwil warto żyć. Mecz, który w pamięci pozostanie do końca życia. I dobrze, że tego nikt nie jest w stanie odebrać.

Hit – po świąteczno-noworocznym letargu zostaliśmy przebudzeni sensacyjną wręcz wiadomością: Radosław Kałużny w Chrobrym. Były reprezentant kraju i jeden z najlepszych przed laty polskich piłkarzy powitał nas słowami: „zwyczajnie brakowało mi tej piłki, boiska, treningów, krzyczących na mnie trenerów.” Początkowo funkcjonował w charakterze piłkarza, jednak z czasem przeszedł w sferę organizacyjną, w końcu stając się dyrektorem sportowym. Udziela się w klubie, odpowiadając m.in. za transfery, ale stara się też być takim dobrym duchem, łącznikiem między drużyną i kibicami. Gdy swego czasu obie strony popadły w konflikt, on pierwszy wyciągnął rękę, doprowadzając do spotkania, które zażegnało niesnaski.

Internet – w tym roku naszej stronie wybiło 3 000 000 wejść. Nie dziwimy się, że kluczowe sportowo i kibicowsko weekendy 24-25.04 i 19-20.06. były rekordowe pod względem popularności. Tylko smutnego 19 czerwca witryna zanotowała ponad 30 000 odwiedzin.

Jeden – w jaki sposób Lech Poznań toczył z Wisłą Kraków batalię o mistrzostwo kraju, wiemy. Nawet nie musieliśmy się w to specjalnie wczuwać, bo mieliśmy swoją dramaturgię. Przez duuuże D. Przeżyjmy to jeszcze raz. Sobota. 19 czerwca. Ostatnia kolejka. Górnik Wałbrzych 63 punkty. Chrobry 62. Pierwsi grają w Nowej Soli, my u siebie z Moto-Jelczem Oława. Zaczynamy z poślizgiem. Gdzieś 80 minuta. Prowadzimy najpierw 3:1, chwilę później 3:2. W trybuny ktoś puszcza informację, że koniec zawodów w Nowej Soli, 0:0. Na Wita Stwosza wrzawa, szał. Cały stadion ryczy „II liga, II liga”. Kilkadziesiąt sekund później przychodzi sprostowanie. Jakże brutalne. Dozamet 0, Górnik 1. Gol z karnego z czwartej czy piątej minucie doliczonego czasu gry. Zawodnicy leżą, kilku ociera łzy. Publika w części nawet nie wychodzi. Każdy patrzy gdzieś tam przed siebie i bez celu. Cisza. Wymowna cisza.

Kubot – pewna osoba powiedziała o nim w ten sposób: „Nigdy w życiu nie miałem lepszego trenera, jednak miał kontrowersyjny styl bycia…”. Janusz Kubot to postać, wokół której nie dało się przejść obojętnie. Na pytanie, jak daleko chciałby zajść z Chrobrym, bez zastanowienia odpowiedział, że do ekstraklasy. To jednak także najbardziej charakterny trener, jakiego Chrobry miał w ostatnich latach. Wyraz temu dał w październiku. Przy obecności mediów, w momencie, gdy drużyna była na dopiero drugim miejscu w tabeli, zaatakował słownie jednego z klubowych działaczy, który wcześniej domagał się jego dymisji, czym przypłacił swoje stanowisko.

LDJ – niestety, ale najlepsza liga juniorów na Dolnym Śląsku zaczęła przypominać w Chrobrym piąte koło u wozu. Wiosną starszy zespół Chrobrego zbierał cęgi nawet po 0:11 czy… 2:16. Jesienią, mimo zmiany rocznika, niewiele się zmieniło, bo pierwsza wygrana miała miejsce dopiero w… 13 kolejce i już teraz wiadomo, że przedostatni w stawce Chrobry powalczy o utrzymanie. Ogółem w całym 2010 roku juniorzy starsi Chrobrego zwyciężyli tylko sześciokrotnie. Być może nowa polityka klubu (jak najmłodsi grają jak najwyżej) nie zdaje egzaminu, a może potrzeba jedynie więcej czasu.

Maskotka – Tygrys, czy jak kto woli Tygrysek to oficjalna maskotka klubu. Zadebiutowała podczas marcowej prezentacji, na środek parkietu wychodząc przy olbrzymim aplauzie publiczności. Tego dnia nie prezes, nie piłkarze i nie kibice byli najważniejsi. W kilka tylko minut tygrysek dał wyraz temu, że to on tutaj rządzi. Później były już tylko niezliczone prośby o zdjęcia, a nawet… wywiady. Nie trzeba jednak ruszać na stadion, by spotkać pomarańczowo-czarnego Tygrysa. Ten czuwał również przy okazji dnia dziecka, gdy rozdawał maluchom słodycze, i dnia Mikołaja, przypadkowo napotkanych przechodniów częstując cukierkami.

Najazd – hehe. Słowo, którego bali się średnio w co drugiej miejscowości, do której akurat mieliśmy się udać. Nie o wszystkich wspomnimy, bo nie warto. Przypomnijmy najciekawsze sceny. Górują w Kostrzynie, gdzie dosyć bezczelnie wykorzystali powódź. Najpierw atakowali pismami, że modernizacja obiektu, że zagrożenie zalaniem, i tak dalej. W końcu, gdy sprawę postawiliśmy jasno: jedziemy i tak, na dzień przed zawodami poinformowali, że nie są w stanie zabezpieczyć meczu i go odwołują. Ale mogą zagrać we wtorek (tyle że zawiadomili o tym też na… dzień przed.! Ostatecznie przyznano nam walkowera. Z kolei Polonia Świdnica tak się wzbraniała naszym przyjazdem, że zawiadomiła o zamknięciu nawet przyległego do obiektu kompleksu basenowego, gdy zaczęliśmy namawiać bractwo do szykowania ręczników i kąpielówek. Dla zamknięcia tematu: jeden z sympatyków Chrobrego zrobił zdjęcie stadionu w Kostrzynie w dniu meczu: łopata nie wbita, ani jednej kropli wody. Z kolei udając się skromną grupką do Świdnicy, na basenie zauważamy kilkanaście osób i nie byli to pracownicy. Czyli piłka nożna rzeczywiście dla kibiców…

Odwiedziny – w 2010 roku powrócono do wizytacji głogowskich i podgłogowskich szkół. Wsiadaliśmy z grupą piłkarzy, kibiców i Tygryskiem w auta, tym składem odwiedzając poszczególne ośrodki. Byliśmy w gimnazjach nr 1, 2, 3, 5, a także w Zespole Szkół w Białołęce. W poczekali są kolejne. O ile nasz etatowy Tygrys będzie miał na nie ochotę, bo, zapewniamy, za każdym razem była to dla niego, hm, dłuuuuga i ciężka godzina ;-).

Pomarańczowo – miasto zaczęło nabierać właściwego mu kolorytu. Najpierw, na ścianie jednego z budynków w centrum miasta powstał nasz najbardziej profesjonalny, dopracowany w każdym detalu graf. Ale szybko został przebity, gdy zabraliśmy się za popularny Zielony Rynek. Praca kilkudziesięciu osób, nawet w godzinach wieczornych i po kilku tygodniach Zielony Rynek przeszedł do historii. Od tamtego momentu jest już tylko… pomarańczowy. Dosłownie.

Rewolucja – rewolucyjne były zmiany w strukturach szkolenia młodzieży, w czym największy udział miał trener Janusz Kubot. Drużyna rezerw, wcześniej złożona z doświadczonych zawodników, teraz została oparta na samej młodzieży. Młodych zawodników przesuwano coraz wyżej, w efekcie czego obecnie mamy jedne z najmłodszych rocznikowo grupy w każdej lidze. Czymś na skalę krajową było utworzenie klasy sportowej o profilu piłkarskim w szkole średniej (ze starostwem rozmawiali w tej sprawie nawet J. Kubot i R. Kałużny, w końcu poniekąd wymuszając pozytywną reakcję włodarzy powiatu), do której pościągano osoby z całej Polski: co prawda też z Głogowa, ale przy tym, m.in. z Bolesławca, Tarnowa czy Lublina. Efekty jednak nie przyjdą od razu, a dopiero za kilka lat, i rodzą się w bólach.

Spółka – MZKS Chrobry, wciąż funkcjonujący na bazie stowarzyszenia, ma się przeistoczyć w sportową spółkę akcyjną. Temat wyszedł w połowie roku i wygląda na to, że to jedna z nielicznych, jeśli nie jedyna deska ratunku dla wciąż zadłużonego na kilkaset tysięcy złotych klubu. Spółka miałaby powstać na bazie Głogowskich Obiektów Sportowych i prawdopodobnie wespół ze Stowarzyszeniem Piłki Ręcznej. Procedura przekształcenia ruszyła z końcem roku, więc 2011 powinien być przełomem.

The Return of The King – oprawa z wkraczającym Bolesławem Chrobrym zwiastowała debiut na wyremontowanym stadionie. Trzy lata musieliśmy na to czekać, ale czy było warto? No cóż, akurat tego dnia spadł deszcz. Widzowie, ciesząc się, że ochroni ich zadaszenie, szybko zaczęli żałować braku parasolek. Wszyscy ściskali się stojąc na najwyższej kondygnacji trybuny głównej, bo dolne rzędy atakowały strugi deszczu. Poza tym zegar, który w XXI wieku odmierza czas co… pięć sekund. Zamiast więc okazałej inauguracji, w mediach pojawiały się pytania: kto zawinił? Dla formalności: jako pierwszy piłkę kopnął prezydent Jan Zubowski, jako pierwszy bramkę zdobył Michal Michalec z Pogoni Oleśnica (który zresztą później wylądował w Chrobrym), a jako pierwszy dla Chrobrego trafił Konrad Węglarz. Po golu w końcówce głogowianie wygrali 2:1, nieco zacierając złe wrażenie nowego obiektu.

Ucieczka – Z końcem ubiegłego roku ściągnięto Mariusza Kostka. Ten jednak nie łapał się do składu i częściej pogrywał w rezerwach. Sytuacja przestała mu się podobać na tyle, że w końcu spakował się i – bez informowania nikogo poza kolegami z drużyny – wyjechał z Głogowa. Już nie wrócił. Kontrakt z czasem rozwiązano. Później podobnie zachował się Mariusz Wolbaum. Też stracił miejsce w pierwszej drużynie. Po pierwszym w tygodniu treningu powiedział: jadę stąd. Działacze zaczęli głośno mówić o możliwej sprawie w sądzie. W końcu, po kilku tygodniach, „Mario” zjawił się w Głogowie. Wiele jednak na tym stracił, bo już do końca rundy musiał zadowolić się grą w czwartej lidze. Na wyróżnienie zasługuje jednak Kamil Szczęśniak. Gość ma (miał) papiery na granie. Przeszedł operację, a gdy w końcu mógł powoli wchodzić w treningi, przyjeżdżał na nie kiedy chce. O ile w ogóle przyjeżdżał. Niekiedy próżno było go też szukać na odnowie biologicznej. Przesunięty do rezerw, parę tygodni, a może nawet nie, potrenował z drugim zespołem, pojawił się nawet na boisku i nagle jak kamień w wodę… Ostatni raz widziano go chyba w październiku. Zdecydowanie najlepszy przykład na zmarnowanie potencjału.

Wybory – wszystko postawiono na jedną szalę, głośno popierając Jana Zubowskiego jako kandydata na prezydenta miasta. Zdawano sobie sprawę, że wygrana jego najgroźniejszych rywali może być początkiem końca. Dlatego tak zdecydowanego ruchu w stronę polityki nie zrobiono nawet cztery lata wcześniej, choć wtedy wynik wyborów również zdawał się być istotny dla przyszłości Chrobrego. Ostatecznie Jan Zubowski zwyciężył, i to zdecydowanie. Do rady miasta dostało się dwóch naszych na ogółem sześciu startujących. Łącznie na wszystkich popieranych przez kibiców kandydatów oddano ponad 2000 głosów.

Zaciąg – głośne protesty towarzyszyły ściągnięciu na zasadzie wypożyczenia czterech zawodników Zagłębia Lubin. Kibice pytali po co, inni odpowiadali, że musimy dać sobie czas, zanim głogowska młodzież zacznie funkcjonować na odpowiednim poziomie, więc to jedyna możliwość. Wymagano więc od nich dwa razy więcej i nie każdy temu sprostał. Nie dziwiło więc do bólu powtarzane zdanie: „cudze chwalicie, a swego nie znacie”. Koniec jest taki, że na chwilę obecną, po upływie kilku tylko miesięcy, z całej czwórki pozostał jeden.