Arkadiusz Albrecht: Chrobry grał piękną piłkę

– Po ostatnich mniej udanych meczach Chrobrego wydawało mi się, że może będzie łatwiej, ale przeliczyłem się. Nadal uważam, że Chrobry to zespół, który może namieszać, może awansować, bo grał piękną piłkę – stwierdził po przegranym przez Orła 0:4 spotkaniu szkoleniowiec ząbkowiczan Arkadiusz Albrecht. Prezentujemy kilka wypowiedzi obu stron z sobotniego meczu 6. kolejki III ligi.

Arkadiusz Albrecht, trener Orła: Spodziewaliśmy się tak dobrego występu Chrobrego. Sam jeszcze przed sezonem w wypowiedziach prasowych stawiałem was w roli faworyta. Po ostatnich mniej udanych meczach Chrobrego wydawało mi się, że może będzie łatwiej, ale przeliczyłem się. Nadal uważam, że Chrobry to zespół, który może namieszać, może awansować, bo grał piękną piłkę. Zaskoczył nas przede wszystkim stałymi fragmentami gry. Swego czasu graliśmy sparing z Koroną Kielce. W sobotę piłkarze z Głogowa wykonywali je lepiej od kielczan. Byli od nas lepsi pod każdym elementem. Szybsi, sprawniejsi motorycznie, przede wszystkim ułożeni taktycznie. Gratuluję trenerowi i zawodnikom, ambicji i tak szybko zdobywanych bramek. My, jedyne co mogliśmy zrobić, to tylko to, aby nie stracić ich jeszcze więcej.

Janusz Kubot, trener Chrobrego: Piłka nożna, nawet na tym najwyższym szczeblu, mocno idzie stronę stałych fragmentów gry. Fajnie to wszystko wyglądało, więc są powody do zadowolenia. Gratulacje i podziękowania dla zespołu. Co do Łukasza Zaremby, znam go z okresu, w którym był w doskonałej formie i jest to bardzo dobry zawodnik. W mecz z Orłem wprowadził bardzo dużo spokoju. Bo jak sobie przypomnimy ostatnio tracone bramki, to ciężko było wówczas o uspokojenie gry z tyłu. Każda pierwsza, nawet nie stuprocentowa okazja w ostatnich trzech spotkaniach kończyła się golami. Ale teraz od Łukasza dostajemy dużo spokoju i mam nadzieję, że z każdym meczem, treningiem będzie potwierdzał swoją przydatność.

Krzysztof Kotlarski, piłkarz Chrobrego: Łukasz dał się poznać z takiej strony, że bardzo dobrze gra nogami. Pod względem bronienia będziemy mogli ocenić go nieco później. Jest z nami dopiero kilka dni, pierwszy mecz, w którym nie miał zbyt dużo piłek do obrony. Nie chcę mówić o fali wznoszącej czy kryzysie, bo takiego nie było. Po prostu, w ostatnich meczach mieliśmy pecha. Bo przecież sytuacje sobie stwarzaliśmy, tyle że nie strzelaliśmy z nich bramek. W sobotę z tych stałych fragmentów mogliśmy zdobyć jeszcze więcej goli. Tym razem piłka wpadała do siatki, wcześniej nie chciała. Taki już jest futbol, raz się udaje, a raz nie.