Bez historii

Chrobry Głogów 4. Orzeł Ząbkowice Śląskie 0. To już trzeci w rundzie wiosennej mecz, który głogowscy piłkarze kończą z takim wynikiem. W sobotę nic innego stać się po prostu nie mogło, a świadczy o tym nie tylko rozmiar zwycięstwa, ale także zaledwie jeden celny strzał ze strony gości, i to w końcowej części pojedynku.
Chrobry Głogów 4. Orzeł Ząbkowice Śląskie 0. To już trzeci w rundzie wiosennej mecz, który głogowscy piłkarze kończą z takim wynikiem. W sobotę nic innego stać się po prostu nie mogło, a świadczy o tym nie tylko rozmiar zwycięstwa, ale także zaledwie jeden celny strzał ze strony gości, i to w końcowej części pojedynku.

Orzeł odważnie zaczął spotkanie, dzięki czemu te początkowo było wyrównane. Z czasem coraz śmielej do głosu zaczęli dochodzić gospodarze, a plany piłkarzy Orła na ten pojedynek legły w gruzach w 12 minucie. Wtedy jako pierwszy trafił Łukasz Ochmański. Zrobił to głową z kilku metrów po podaniu Krzysztofa Molki. W 30 minucie, po okresie spokojniejszej postawy, na 2:0 podwyższył Paweł Ochota, który broniącego w Orle Piotra Kowalczyka pokonał mocnym uderzeniem z kilkunastu metrów. A że jest już po meczu, dał znać Mateusz Machaj, który w 41 minucie egzekwowany z ok. 25 metrów rzut wolny zamienił na trzeciego w tym meczu, a czternastego w swoim wykonaniu gola. Futbolówka powędrowała do środka tuż przy dalszym słupku, więc Kowalczyk nawet mimo interwencji był bez szans. Przyjezdni poważniej mogli zagrozić dwie minuty wcześniej. Do posłanej wzdłuż bramki gały nie zdążył jednak nabiegający na nią Szymon Paw.

Po zmianie stron Chrobry nie dokonywał dzieła zniszczenia. Postawa pomarańczowo-czarnych była stonowana, bez zapędów na siłę pod bramkę rywala, a za to z wyczekiwaniem na niego na swojej połowie. Przez to zawody nie mogły usatysfakcjonować bardziej wybrednych fanów. Postarał się o to jednak autor czwartej bramki. Rezultat meczu ustalił na 11 minut przed końcem Mateusz Hałambiec. Zaczęło się od Łukasza Ochmańskiego, który z piłką popędził niemal do linii końcowej, po czym odegrał do czekającego bliżej linii pola karnego Hałambca. Pomocnik MZKS-u uderzył z woleja i tuż pod poprzeczkę. Gospodarze w przeciągu całej drugiej połowy mieli kilka okazji na zmianę wyniku, ale tylko o dwóch z nich warto wspomnieć. Brakowało jednak szczęścia i precyzji. Tego pierwszego Ochmańskiemu, po którego strzale piłka obiła poprzeczkę, drugiego Konradowi Kaczmarkowi, którego próba z ostrzejszego kąta, po wjeździe w pole karnym, była o niespełna metr niecelna.