Bezbarwnie w każdym calu

Chrobry przeważał, stwarzał więcej zagrożenia pod bramką rywala, ale jakoś nie mógł się wstrzelić. Skąd my to znamy? W tej rundzie podobny scenariusz powiela się co któryś mecz. Podobnie było w Ząbkowicach Śląskich. Podopieczni Janusza Kubota mieli więcej z gry, ale długo nie byli w stanie tego udokumentować. Wyglądało to strasznie opornie, nawet sama bramka nie była efektem jakiejś stuprocentowej sytuacji. Liczą się jednak trzy punkty i pozostanie w grze o drugą ligę.

Mecz w Ząbkowicach Śląskich nie był porywającym widowiskiem. Niewiele działo się w polu karnym, zarówno po jednej, jak i drugiej stronie. Jeśli chodzi o nas, na uwagę zasłużył choćby strzał zza pola karnego w wykonaniu Mateusza Niedźwiedzia, po którym piłka przeszła tuż obok słupka. Groźniej zaatakowali jednak gospodarze, którzy po niemrawym początku, z czasem coraz częściej dochodzili do głosu i w ostatnich kilkunastu minutach wcale aż tak wyraźnie nie odbiegali od pomarańczowo-czarnych. Tuż przed bramką Chrobrego wytworzyło się spore zamieszanie, po którym futbolówka bodaj trzykrotnie była kierowana w stronę Łukasza Zaremby. Najbliżej celu było za tym trzecim razem. Wybito ją z niemal samej linii bramkowej.

W przerwie trener Janusz Kubot dokonał dwóch zmian. Za Krystiana Kowalskiego wszedł Konrad Kaczmarek, a nie mogącego odnaleźć swojej właściwej formy Arkadiusza Sojkę zmienił Konrad Węglarz. Napastnik Chrobrego dwukrotnie stawał przed szansą na objęcie prowadzenia. W pierwszym przypadku znajdował się w trudnym położeniu, bo choć od bramki dzieliło go tylko kilka metrów, to stał tyłem do niej. Jednak jakoś zdołał uderzyć piłkę, a że niezbyt mocno, to goalkeeper Orła bez specjalnej gimnastyki wybił gałę poza linię końcową. Za drugim razem został uruchomiony poprzez dobre podanie od Pawła Woźniaka, ale strzelił obok słupka. Jedyny w tym meczu gol padł w 69. minucie. Lewą stronę popędził Konrad Kaczmarek, sprytnie zostawiając w tyle pilnującego go zawodnika, i niemal sprzed samego końca boiska posłał futbolówkę wzdłuż bramki. Tam nieco się zakotłowało, nogę zdążył dostawić Karol Janik i piłka dość opornie wtoczyła się do bramki miejscowych. Głogowianie do końca kontrolowali boiskowe wydarzenia, choć nie obyło się bez wpadek. Najbardziej brutalna mogła się wydarzyć już w drugiej minucie doliczonego czasu gry, gdy, chcąc zyskać trochę czasu, futbolówkę skierowano do Zaremby. Szybko wystartował do niej także piłkarz Orła, lecz koniec końców to głogowski goalkeeper był szybszy o tę sekundę. Po wybiciu piłki na oślep, sędzia zagwizdał po raz ostatni. Niech ta sytuacja z końcówki meczu będzie podsumowaniem tego, co działo się na murawie przez znaczny kawał czasu. Niekiedy mało ładu, więcej braku pomysłu i kilka przypadków, gdy nie mógł wytrzymać sam Janusz Kubot, ostro rugając zawodników. Tak naprawdę ten mecz równie dobrze mógł zakończyć się remisem. Bezbramkowym remisem, bo strzelać to w zasadzie nie było z czego.

W Ząbkowicach pojawiło się tylko 49 fanów Chrobrego z jedną flagą i dopingiem takim, jak mecz, miejsce, liga… To nasza najsłabsza liczba od maja 2008 roku. Wielu z Was ma podstawy ku temu, bo coś przemyśleć. Kibicem się jest, a nie bywa.