Było źle, robi się tragicznie

Bramka bezpośrednio z rzutu rożnego, inna prawdopodobnie ze… spalonego, dwie czerwone kartki, dwa słupki po stronie gości, bezradność głogowian w ostatnich minutach i dymisja trenera Tomasza Trznadla – tak w skrócie wyglądał pojedynek Chrobrego z Motobi. Wygrali gracze z Kątów Wrocławskich, a więc nie udał się rewanż za jesienną porażkę na terenie rywala. Ale nie o rewanż tu chodziło. Bardziej o przynajmniej częściowe odzyskanie wiary w samych piłkarzy, może ich honor… Tymczasem Chrobry ponosi już piątą porażkę w rundzie wiosennej. To nokaut. Było źle, jest jeszcze gorzej.

A spora część meczu w żadnym stopniu nie zapowiadała tragedii. W 27. minucie z lewej strony piłkę w pole karne dośrodkował Łukasz Plewko, a inteligentnie zachował się przy tym Konrad Węglarz, uprzedzając interwencję bramkarza i posyłając gałę do siatki z najbliższej odległości tuż przy słupku. Forma nie opuściła więc napastnika Chrobrego, który tym samym ma już na swoim koncie 10 celnych trafień. Później mogło być 1:1, gdy głogowian od utraty gola uratował słupek i Michał Długosz broniący uderzenie głową kąteckiego zawodnika, ale równie dobrze 2:0. Po ładnie rozegranym rzucie rożnym, przy czym kompletnie pogubiła się defensywa przyjezdnych, przed ogromną szansą stanął Mariusz Smoliński, jednak z kilku metrów uderzył zbyt lekko i dodatkowo niemal wprost w golkipera Motobi. Niestety, znów we znaki dał się doliczony czas gry. Podobnie jak w Ząbkowicach, na sekundy przed końcem tracimy bramkę. Nie wiemy czy Sławomir Rosiecki dośrodkowywał czy usilnie szukał szczęścia bezpośrednio z rzutu rożnego. Jeśli to drugie, to te zdecydowanie było po jego stronie. Mocno uderzona i podkręcona futbolówka wpadła za kołnierz Michałowi Długoszowi.

Drugą odsłonę świetnie zaczęli miejscowi. W 47. minucie na prowadzenie wyprowadził nas Krystian Kowalski. I zamiast z górki, zaczęło się robić pod nią. Jakiś w tym udział mieli sędziowie meczu. Po uderzeniu zawodnika z Kątów Wrocławskich piłka odbiła się od słupka i wróciła w pole karne, dopadł do niej Karol Gajos i dopełnił formalności, celując na pustą już bramkę. Rzecz w tym, że liniowy uniósł w górę chorągiewkę, sygnalizując pozycję spaloną u gracza Motobi. Arbiter główny czmychnął w jego kierunku i po krótkiej debacie postawił na swoim. Swoje 5 groszy dorzucił w 69. minucie Mateusz Niedźwiedź, który za nie trzymanie buzi na kłódkę wyleciał z boiska. W 82. minucie przyjezdni dobili choć walczącego, to jednak nie mającego najmniejszego pomysłu na skonstruowanie akcji piłkarzy MZKS-u. W posiadaniu piłki byli już obrońcy Chrobrego, ale Arkadiusz Półchłopek zawalczył o nią do końca i pokonał bezradnego Długosza z raptem kilku metrów. To drugi, a może i nawet trzeci w tym meczu gol, który paść po prostu nie powinien… W innym przypadku raz jeszcze pomarańczowo-czarnych ratuje słupek.

– Oczywiście, można mieć pretensje do sędziów, do samych siebie, ale przyczyna porażki jest taka, że przede wszystkim powinniśmy patrzeć na to, co dzieje się na boisku. Inną sprawą są decyzje sędziowskie, inną to, jak tracimy bramki. A pierwsza z nich to kuriozum, w dodatku w doliczonym czasie gry. Druga… interpretacji drugiej nie rozumiem. Ale pretensje powinniśmy mieć sami do siebie, bo gra się do gwizdka, a nie podniesionej chorągiewki. Spory wpływ na dalsze losy meczu miała czerwona kartka. Ponadto część zawodników, którzy wracali po kontuzji, mieli jeszcze sobotni mecz w nogach. Nie mogłem od nich wymagać większego nakładu sił, praktycznie nie mieliśmy już zmian i graliśmy w dziesiątkę. A Motobi to nie Arka Nowa Sól, która wtedy nie potrafiła wykorzystać gry w przewadze – podsumował trener Chrobrego Tomasz Trznadel, dla którego to mógł być ostatni mecz w roli szkoleniowca MZKS-u, choć bronił go trener Motobi.
– Znam Tomka, to młody i perspektywiczny trener. Życzę mu jak najlepiej, mając nadzieję, że zarząd Chrobrego nie podejmie żadnych gwałtownych ruchów – wspierał Tomasza Trznadla Mirosław Drączkowski.