Co się dzieje z Mariuszem Wolbaumem?

Już ponad tydzień z zespołem nie trenuje Mariusz Wolbaum. 21-letni lewy obrońca nie załapał się do kadry meczowej na spotkanie z Lechią Dzierżoniów. W tamten weekend zagrał tylko w rezerwach, jako jedyny ze ścisłej trzecioligowej ekipy. Jeszcze w poniedziałek z samego rana pojawił się na zajęciach, po czym spakował się i wrócił w rodzinne strony.
– Każdy jest kowalem swojego losu. Uważam, że postąpił fatalnie, że ktoś mu za bardzo namieszał, bo później okazało się, że ma propozycje z innego klubu. Rozmawiał o wypożyczeniu, ale powiedziałem, że bardzo na niego liczę, że jest mi potrzebny i jakiekolwiek wypożyczenie nie wchodzi w grę – mówi trener Chrobrego Janusz Kubot.
Mariusz Wolbaum został ściągnięty do Chrobrego latem 2009 roku z Tęczy Krosno Odrzańskie. Od razu podpisał pięcioletni kontrakt i poprzez swoją postawę na boisku, i nie tylko na nim, szybko zyskał rzeszę sympatyków. Co dalej z popularnym „Mario”? Czy to już jego koniec w MZKS-ie? Sytuację zawodnika wyjaśnia nam trener Kubot.

– Mariusza bardzo lubię i cenię. Nie sprawiał żadnych problemów natury wychowawczej i sportowej. Nie odstawiłem go więc z tego tytułu, że grał słabo, bo tak nie było, tylko z uwagi na konieczność wstawienia młodzieżowca. Rozmawiałem z nim i tłumaczył, że problemem jest dla niego nie brak występów, tylko sprawy finansowe. Filozofia Chrobrego w kwestii kontraktów jest taka, że ci zawodnicy, którzy grają w pierwszym zespole, mają godne pieniądze. Inni otrzymują bardzo skromne wynagrodzenie. Dlatego nie ściągamy zawodników topowych, bo tacy nie zgadzają się na nasze warunki. Dla przykładu przypomnę, że przed sezonem rozmawialiśmy z trójką piłkarzy z Polonii Trzebnica i żaden nie chciał do nas przyjść. Mariusz podpisał taką umowę, grał, więc przez długi czas funkcjonował na najwyższym szczeblu finansowym i wszystko było ok. Pierwszy raz nie złapał się na to i powstał problem. Muszę jednak nadmienić, że najniższy stopień drabinkowy Mariusza był i tak dwa razy wyższy od, przykładowo, najniższej drabinki Mateusza Niedźwiedzia czy Pawła Woźniaka, którzy muszą przecież wyżywić swoje rodziny. Dlatego w ogóle nie przyjmowałem do wiadomości myślenia Mariusza, że on sobie nie poradzi, tym bardziej że jest kawalerem. Gdybyśmy zrobili awans, możliwości finansowe pewnie byłyby większe. Nie udało się jednak, budżet jest ograniczony i jakoś musimy sobie poradzić. Trzeba zacisnąć zęby, walczyć o swoje, by wskoczyć do pierwszej jedenastki. Namawiałem go do tego, żeby solidnie pracował, bo lada moment do składu miał powrócić Karol Fryzowicz, przez co ponownie zrobiłoby się miejsce dla zawodnika bez statusu młodzieżowca. Mariusz nie skorzystał z takiego rozwiązania, w przeciwieństwie do Michała Bukraby, który dostał szansę w spotkaniu z Twardym Świętoszów i zagrał bardzo solidnie. Tutaj każdego obowiązują te same reguły. Być może Mariusz oczekiwał, że będzie na innych prawach – opowiada Janusz Kubot.

Od momentu wyjazdu, w Głogowie pokazał się tylko raz.
– Mariusz przyjechał w sobotę i rozmawiał tak z dyrektorem, jak i Radosławem Kałużnym. Miał się zastanowić i zadecydować, co dalej. I jak tu jeszcze przyjedzie, to nie powiem mu nic innego, tylko raz jeszcze to, że o swoje trzeba walczyć, trzeba udowadniać, że jest się lepszym od tego czy tego. Nie podjął takiego wyzwania, a na innych zasadach nie może funkcjonować. Jeśli już, to bardziej byłbym skłonny złamać się dla zawodnika, który ma rodzinę i zarabia małe pieniądze – dodaje szkoleniowiec Chrobrego.

Jak zaznaczył Janusz Kubot, przed Mariuszem Wolbaumem nikt nie zamyka furtki z napisem „Chrobry”. Z klubem obowiązuje go jeszcze długi kontrakt, a ten na pewno nie zostanie rozwiązany. Sam piłkarz, jeśli w ogóle wróci, z pewnością nie uniknie poniesienia konsekwencji. W tym momencie najwięcej zależy już od niego samego.