Debiutanckie gole przesądzają o derbowym zwycięstwie

Przed sezonem większość z nas 7 punktów w trzech pierwszych meczach wzięłaby w ciemno. Dzięki temu Chrobry umocnił się w ścisłej czołówce, choć na tle pozostałych drużyn tej części tabeli ma więcej rozegranych spotkań.
W 2. minucie Jarosław Gad. W 48. Michał Bukraba. Pierwsze bramki obu zawodników w barwach Chrobrego dają zwycięstwo, które smakuje przynajmniej podwójnie, bo odniesione z Zagłębiem i na jego własnym terenie.
– Cieszymy się nie tylko z punktów, ale i realizacji przedmeczowych założeń przez zawodników – stwierdził drugi trener Chrobrego Jarosław Wielgus. – Mieliśmy trochę utrudnione zadanie, mając za sobą ciężki mecz w Słubicach na grząskim terenie. Uważam, że zagraliśmy bardzo dobre zawody, a szybko zdobywane bramki ustawiły przebieg meczu. Dzięki temu mogliśmy przejść do gry, którą bardziej preferujemy.

Raptem kilku kibiców MZKS-u zdążyło wejść do swojego sektora, gdy Chrobrego na prowadzenie wyprowadzał Jarosław Gad. Później do głosu dochodzili raz lubinianie, raz głogowianie. Po stronie gości dobrą okazję miał Kamil Szczęśniak, ale z ostrzejszego kąta strzelił obok słupka. W 40. minucie uderzyli miejscowi. Mariusz Szuszkiewicz pokonał Michała Długosza, po wbiegnięciu w pole karne posyłając futbolówkę w długi róg. Sprawiło mu to ogromną radość, taką że zareagował na nawoływania kolegów i ostentacyjnie przebiegł się obok sektora z fanami Chrobrego. Zapomniał, że pochodzi z Głogowa, o czym swego czasu potrafił pamiętać inny gracz Zagłębia Damian Piotrowski. Inny przykład: wiemy, że barwy Chrobrego reprezentują osoby sentymentalnie związane z innymi, wrogo nastawionymi klubami, i po zdobyciu gola nie będą przed nami manifestować swojej radości. I nie manifestują. Dla nas Mariusz Szuszkiewicz wyparł się paru rzeczy, ale to jego sprawa.

Do szatni w lepszych nastrojach schodzili więc lubinianie, ale pomarańczowo-czarni szybko im te humory przytemperowali. W 48. minucie Michał Bukraba zdobył, jak się później miało okazać, zwycięską bramkę.
– To była kluczowa akcja meczu. Wreszcie wyszedł nam stały fragment gry, który jest ćwiczony na treningach. Należy przy tym podkreślić bardzo dobrą piłkę posłaną od Damian Ałdasia – powiedział trener Wielgus. – Jednak jako trenerzy cieszymy się przede wszystkim z walki, jaką podjął cały zespół. Wygraliśmy walecznością, determinacją i wiarą w sukces, bo i ona jest ważna.
Podopieczni Tomasza Trznadla do końca bronili się. Momentami byli spychani do bardzo głębokiej defensywy, wobec czego ostatnim minutom towarzyszyły spore emocje. I niepewność, bowiem Zagłębie zaprzepaściło kilka okazji. Głogowianie szukali szczęścia w kontrze, ale brakowało dobrego wykończenia.
– Cofanie się do defensywy nie wynika z założeń taktycznych, a bardziej podświadomości zawodników. My, jako trenerzy, piłkarze rezerwowi i inne osoby związane z Chrobrym uczulamy ich, by grali wyżej, ale większą rolę odgrywa świadomość zwycięstwa i upływającego czasu – powiedział Jarosław Wielgus.
Koniec końców trzy punkty udało się dowieźć do końca i zapanowała spontaniczna, czyli najprawdziwsza z możliwych radość. Cieszy zwycięstwo z ostatnio bardzo niewygodną drużyną, jaką są rezerwy Zagłębia, ale także to, że udział w wygranej w znacznej części mają osoby, dla których Głogów to coś więcej niż miasto.

Obawialiśmy się tej rundy w oparciu o mecze sparingowe z okresu zimowego. Póki co okazuje się, że niepotrzebnie. Jednak droga do baraży jeszcze długa i kręta.
– Jeśli chodzi o te sparingi, to musimy się nawzajem koedukować. Wynik jest ważny, bo po to się gra, aby wygrywać, ale trzeba podkreślać aspekt szkoleniowy przedsezonowych spotkań. Drużyna jest przecież budowana z myślą o przyszłości i musimy dawać szansę wszystkim. Fakt, że oczekiwania są wysokie, ale w zespole panuje opinia, że ta presja ze strony kibiców, naciski tylko pomagają. Tak samo jak świetny doping, którego byliśmy świadkami przy okazji meczu z Zagłębiem, czy nawet sama obecność – dodaje drugi trener III-ligowej drużyny.

W Lubinie zameldowało się 234 kibiców głogowskiego MZKS-u. Na swoim wyposażeniu mamy głównie old-schoolowe flagi. Doping ciągnięty przez większą część meczu i długimi momentami trzymał fason. Czas urozmaicamy kilkoma oprawami, które, choć nie wymagały wielkiej filozofii, dały ładny dla oka efekt. Najładniejsza była jednak sama liczba. Ta przerosła najśmielsze oczekiwania. Nie wiedzieliśmy na czym stoimy najpierw po tym, jak mecz dwukrotnie przekładano, przez co zrezygnowano z konkretniejszej reklamy, a później po burzy w mediach. W zasadzie to z niczego zrobiło się coś, bowiem całymi latami nie przekraczaliśmy bariery 230 osób. Aż żal, że wyjazd na Zagłębie nie doszedł do skutku w pierwotnym terminie. Atmosfera wyborna, podyktowana nie tylko zaskoczeniem frekwencją, co postawą piłkarzy na boisku. Na sam koniec i im udziela się trochę tego klimatu, gdy wspólne śpiewy, tańce i hulańce trwały dobre kilka minut. TYLKO CHROBRY!