Dlaczego?

2000 ludzi na stadionie i niosący się z każdej strony doping. W kluczowych momentach śpiewali wszyscy. Młodzi, starzy, ci zasiadający na głównej, jak i sektorach z naprzeciwka. Śpiewali chłopcy do podawania piłek, a ławka rezerwowych oglądała końcówkę meczu na stojąco. W trakcie spotkania do trybun podbiegał grający Radosław Kałużny i jeszcze bardziej podrywał publikę. W pewnym momencie w obieg poszła nieprawdziwa informacja, że mecz w Nowej Soli zakończył się korzystnym dla nas wynikiem 0:0. To, co się wówczas działo miało być przedsmakiem tego, co wydarzy się na rynku w późnych godzinach wieczornych. Tak blisko, a jednocześnie tak daleko. Skończyło się równie pięknie, bo chowający twarze w dłoniach piłkarze Chrobrego schodzili z boiska przy brawach i gromkim „czy wygrywasz czy nie…”. Sobotniego popołudnia byliśmy świadkami naprawdę pięknych momentów, jednak prawda jest brutalna: brak awansu to największa porażka klubu od lat, wielu lat.

Mecz Chrobrego z Moto-Jelczem rozpoczął się z 15-minutowym opóźnieniem, jako że gości spotkały po drodze przygody. Autobus, którym jechali, złapał gumę, a gdy chcieli zabrać się z kibicami, i ten pojazd dotknął defekt. Część zawodników (bodajże dziesięciu) dojechała do Głogowa autami i była przed czasem, pozostała grupa dołączyła do kolegów już po godz. 17:00.

Piłkarze Chrobrego zaczęli bardzo spokojnie. Z jednej strony wydawało się, że bardziej zależy im na zerze z tyłu, z drugiej momentami sprawiali wrażenie nieco stremowanych całą otoczką, o czym mogło świadczyć kilka kiksów. Mimo tego głogowianie mogli objąć prowadzenie już w 2 minucie. Przed szansą, po dośrodkowaniu Konrada Kaczmarka i nie wybiciu piłki przez zawodnika z Oławy, stanął niepilnowany Michał Bała, jednak uderzył wysoko ponad poprzeczką. Po spokojniejszym okresie, w którym rywalizacja toczyła się głównie w środkowej strefie, nadeszła 25 minuta i rzut wolny dla Chrobrego z bocznej części boiska. Wrzuconą futbolówkę wypiąstkował Jacek Sajak, ale jako że uczynił to niemal wprost pod nogi stojącego w okolicach linii pola karnego Kaczmarka, młody zawodnik nie zaprzepaścił szansy i bez specjalnego namysłu skierował gałę do bramki. W 39 minucie bliski zdobycia pierwszego gola w pomarańczowo-czarnych barwach był Bała. Najpierw zrobił sobie miejsce gubiąc pilnującego go rywala, następnie uderzył mocno z ostrego kąta zza polem karnym, jednak piłka zatrzymała się na spojeniu słupka z poprzeczką. Kilkanaście sekund później podopieczni Janusza Kubota znów cieszyli się z gola. Bała dobrym podaniem uruchomił Kaczmarka, ten ofiarnie zatrzymał piłkę tuż przed linią końcową, dopadł do niej Mariusz Wolbaum, posyłając ją wzdłuż bramki. We właściwym miejscu znalazł się Arek Sojka i z najbliższej odległości wpakował na 2:0. Wystarczyła jednak chwila rozprężenia, by oławianie pokręcili miejscowymi. Znakomicie rozegrany rzut wolny, w wyniku którego na czystą pozycję wypuszczono Łukasza Ochmańskiego zakończył się kontaktowym golem dla Moto-Jelcza.

W pierwszych etapach drugiej części robiło się niebezpiecznie na naszej połowie. Najbardziej w 55 minucie, gdy rzut wolny z ok. 20 metra egzekwował Ochmański. Przy jego uderzeniu uratowała nas tylko poprzeczka. Wcześniej ten sam zawodnik również zagroził po wolnym, tyle ze z bardziej ostrego kąta, jednak wówczas udaną interwencją popisał się Zaremba. W 62. minucie Waldemar Gancarczyk wyszedł na czystą pozycję, w którego stronę popędził głogowski goalkeeper. Akcja została przerwana gwizdkiem sędziego, który uznał, że Zaremba dotknął piłki rękę już poza polem karnym. Trener Janusz Kubot ściągnął z boiska Bałę, którego zastąpił Łukasz Stepokura. Nie do końca rozgrzany nr 2 głogowskiej bramki już po chwili musiał się nieco nagimnastykować, bo nie bez trudno wybronił strzał Ochmańskiego z dalszej odległości. Co prawda dobić mógł Paweł Łodyga, ale z kilku metrów uderzył tyle samo mocno, co niecelnie. Pomarańczowo-czarni rzadko przedzierali się w okolice pola karnego gości. Na 12 minut przed końcem znalazł się tam Konrad Węglarz. Nie widząc partnerów w najbliższej odległości, chwilę przetrzymał piłkę dryblingiem, i koniec końców tuż przed linią końcową został nieprzepisowo powstrzymany przez Dawida Pożaryckiego. Do ustawionej na 11 metrze piłki podszedł Piotr Błauciak, bardzo pewnie umieszczając ją w środku, gdyż Sajak rzucił się w drugą stronę. Przewaga oławian przyniosła efekt tylko w 84. minucie. Tym razem z rzutu wolnego przymierzył Waldemar Gancarczyk, tym razem celnie. Stepokura miał przy tym niewiele do powiedzenia. Choć do głogowskich piłkarzy powoli docierały głosy, że Górnik wygrał 1:0, powalczyli do końca. Umiejętnie bronili wyniku i wychodzili z kontrami. Po jednej bliski szczęścia był Mateusz Niedźwiedź, ale jego strzał w ostatniej chwili został zablokowany.

Po końcowym gwizdku piłkarze nie podnosili się z murawy, a kilku z nich chowało swoje twarze w dłoniach. Zebrali się tylko po to, aby podejść do kibiców. Przy gromkim „czy wygrywasz czy nie…” podziękowali swoim fanom brawami i koszulkami, które powędrowały w różne części najgłośniejszego sektora.