Druga liga zbyt wysokim progiem?

Słaba wyjazdowa seria Chrobrego trwa w najlepsze. Głogowianie już po raz trzeci tej wiosny tracą punkty poza swoim terenem. Zaczęło się zupełnie niespodziewanie, bo już w 11 minucie Łukasz Zaremba, po strzale Wojciecha Szczepanka, musiał wyciągać piłkę z własnej bramki. W 33 minucie do wyrównania doprowadził aktywny Konrad Węglarz, ale to wszystko, na co tego dnia było stać pomarańczowo-czarnych. Przeważali, momentami bardzo wyraźnie, nawet wtedy, gdy grali najpierw w dziesięciu, a później w dziewięciu, atakowali, uderzali. Wszystko na nic. Kiedy wszyscy liczyliśmy, że przesiąknięty dziś deszczem, a ogólnie wielką nudą Świebodzin oglądamy po raz ostatni, nagle okazało się, że prawdopodobnie trzeba zacisnąć zęby i mobilizować się na wyjazd tam w przyszłym sezonie. Żal. Wielki żal. Bardziej załamuje jednak to, że taki zespół w tak dziwnym miejscu nie potrafi wygrać. A skoro nie potrafi, to siedźmy w tej śmiesznej, marnej i parafialnej czwartej lidze.

Od pierwszego gwizdka sędziego Chrobry rzucił się do ataku. Szczęścia z dystansu próbował m.in. Mateusz Hałambiec. Piłkę z bramki musiał jednak wyciągać nie Michał Hajdasz, a Łukasz Zaremba. W 11. minucie zrobiło się trochę zamieszania w polu karnym głogowian. Z dobrej pozycji najpierw próbował wstrzelić się Tomasz Pawlak, jednak jego mocny strzał w ostatniej chwili został zablokowany. Dopiero kolejna próba, tym razem w wykonaniu Wojciecha Szczepanka, był celna, bo piłka wtoczyła się do bramki tuż przy słupku i gospodarze zupełnie nieoczekiwanie wyszli na prowadzenie. Pogoń Chrobrego za wynikiem okazała się skuteczna, choć nie przyszła bez trudu. Prawą stroną popędził Łukasz Filipiak, w ostatnich metrach zbiegając w stronę bramki, po czym posłał futbolówkę wzdłuż niej. Tę dobił nabiegający z głębi pola Konrad Węglarz. W tej części przewaga pomarańczowo-czarnych wcale nie była przytłaczająca. Miejscowi potrafili zaskoczyć. Groźnie była zwłaszcza przy stałych fragmentach w ich wykonaniu. Piłka niby dośrodkowywana, ale jednak spadała tuż pod poprzeczkę. Na szczęście przytomność umysłu w każdej z tych sytuacji, a było ich łącznie trzy, zachowywał Zaremba, przerzucając piłkę ponad bramką.

Drugą część spotkania podopieczni Janusza Kubota zaczęli z jeszcze większym animuszem. Bardzo bliski szczęścia był odwrócony tyłem do bramki Piotr Błauciak, który w sprytny sposób, piętą nieco zmienił tor lotu zmierzającej w kierunku goalkeepera Pogoni piłki. Hajdasz jednak nie dał się zaskoczyć, zatrzymując gałę tuż przed samą linią. W 65. minucie sytuacja mocno się skomplikowała. Błauciak sfaulował wychodzącego na lepszą pozycję rywala, a że miał już na swoim koncie żółtą kartkę, to musiał opuścić boisko. Głogowianie jednak niewiele sobie z tego robili i mocno naciskali gospodarzy. Ich przewaga była wyraźna, jednak tak naprawdę niewiele z niej wynikało. Dobrych okazji do objęcia prowadzenia nie stworzono, bo te, w których znajdowali się choćby Węglarz, Filipiak czy Karol Janik nie były wielce klarowne. W 88. minucie szeregi MZKS-u zrobiły się jeszcze bardziej skromne. Na czystą pozycję wychodził Węglarz, jednak szybszy był wybiegający z bramki Hajdasz. Napastnik Chrobrego, chcąc jeszcze jakimś sposobem dotknąć futbolówkę, przypadkowo uderzył interweniującego wślizgiem bramkarza Pogoni. Jako że ten donośnym okrzykiem dał do zrozumienia, że stała mu się krzywda, sędzia główny nie wahał się ani sekundy, pokazując Węglarzowi drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Pomarańczowo-czarni jeszcze bardziej postawili wszystko na jedną kartę, a miejscowi oczekiwali na kontry. Kilka z nich w przeciągu ostatnich minut mogło zakończyć się golem, gdyby nie gorsza skuteczność świebodzinian. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry ostatni zryw. Mariusz Wolbaum zostawił za sobą graczy Pogoni i posłał piłkę wzdłuż bramki. Nie przeciął jej Hajdasz, nie zatrzymali jej obrońcy gospodarzy, ale i nie zdążył do niej żaden z piłkarzy Chrobrego…