Fenomenalne widowisko!

Kolejka 11 – 07.10.2006

3:2
Chrobry Głogów 3:2 (2:2) Lechia Zielona Góra

0:1 Rośmiarek 15’
1:1 Druciak 26’
1:2 Pochylski 32’ (k)
2:2 Smolin 41’
3:2 Druciak 82’
[image=http://chrobry.glogow.pl/cutenews2/data/upimages/samobojczy.png] Pochylski nie wykorzystuje rzutu karnego (obrona Cupera) 85’

Chrobry: Cuper – Murat, Puchalski, Smolin, Milkowski ( 39’ Kwiatkowski), Trznadel ( 76’ Soboń), Niedźwiedź ( 81′ Węglarz), Cackowski, Rola, Druciak, Wojtczak ( 76’ Szuszkiewicz)

Żółte kartki (Chrobry): Soboń

Czerwone kartki:

Sędzia: Janusz Zalewski (Opole)

Widzów: 300 (gości 0)

Kolejka 11 – 07.10.2006

3:2

Chrobry Głogów 3:2 (2:2) Lechia Zielona Góra

0:1 Rośmiarek 15’
1:1 Druciak 26’
1:2 Pochylski 32’ (k)
2:2 Smolin 41’
3:2 Druciak 82’
[image=http://chrobry.glogow.pl/cutenews2/data/upimages/samobojczy.png] Pochylski nie wykorzystuje rzutu karnego (obrona Cupera) 85’

Chrobry: Cuper – Murat, Puchalski, Smolin, Milkowski ( 39’ Kwiatkowski), Trznadel ( 76’ Soboń), Niedźwiedź ( 81′ Węglarz), Cackowski, Rola, Druciak, Wojtczak ( 76’ Szuszkiewicz)

Żółte kartki (Chrobry): Soboń

Czerwone kartki:

Sędzia: Janusz Zalewski (Opole)

Widzów: 300 (gości 0)

Deszczowa aura nie była elementem, dzięki któremu frekwencja na sobotnim meczu mogła być przynajmniej średnia. Jednak ci, którzy zdecydowali się odwiedzić Wita Stwosza, na pewno nie żałują swojej decyzji. Piłkarze Chrobrego wygrali po raz pierwszy w tym sezonie na własnym terenie, a zrobili to w sposób, który na długo pozostanie w naszej pamięci. Tak dramatycznych spotkań nie da się po prostu zapomnieć…

Dobrze zaczęli gospodarze. W 5 minucie Cackowski dośrodkował z rzutu rożnego w pole karne, gdzie doszło do wcale nie małego zamieszanie, Smolinowi udało się nawet wycelować w światło bramki, jednak golkiper Lechii popisał się skuteczną paradą. W dalszym ciągu górą byli już zielonogórscy defensorzy. Po tej sytuacji inicjatywę przejęli goście – nie było to zepchnięcie rywala do obrony, ale nie mieli większych problemów z utrzymywaniem się przy futbolówce. Wykorzystali to dopiero w 16 minucie, kiedy niefortunnie interweniował Cuper. Niezbyt mocno uderzona z dystansu „gała” odbiła się od klatki piersiowej Sławka i trafiła wprost pod nogi stojącego obok Rośmiarka. Dalej to już tylko czysta formalność. 6 minut później przyjezdni, widząc, że mokra piłka może sprawić poważne kłopoty, po raz kolejny spróbowali szczęścia strzelając z kilkudziesięciu metrów. Tym razem minimalnie ponad poprzeczką. W 27 minucie do głosu doszli „pomarańczowo-czarni”, można rzecz – uczynili to „pełną gębą”. Wrzucona z prawej strony futbolówka znalazła stojącego 3, 4 metry przed linią bramkową Druciaka, który z półobrotu, strzałem z woleja w dolny róg nie dał szans golkiperowi. Bramka – stadiony świata, nic więc dziwnego, że cieszył się jak opętany. W 32 minucie radość tę przyćmił Smolin, który w polu karnym od tyłu zaatakował gracza Lechii. Sędzia bez zawahania wskazał na „wapno”, co skrzętnie i niezwykle spokojnie wykorzystał Pochylski, uderzając w sam środek bramki. Chwilę później Sławek musiał się wykazać w dwóch groźnych sytuacjach. Najpierw zatrzymał wbiegającego w pole Lechistę, piąstkując na róg, a po wznowieniu gry i wykonaniu stałego fragmentu – główkę kolejnego z rywali. W 41 minucie za swój błąd w pełni zrehabilitował się Remek – zdaje się najwyższy na boisku zawodnik najwyżej wyskoczył do dośrodkowania z rzutu rożnego i pewnie skierował futbolówkę do siatki przeciwnika.

Gol, dzięki któremu doprowadzono do remisowego rezultatu, dodał skrzydeł piłkarzom Chrobrego. O tym, jak wielkich, świadczy dochodzenie raz po raz do dogodnych sytuacji podbramkowych. Żądza zwycięstwa był tak duża, że na trybunach dominowało przekonanie – prędzej czy później ta bramka musi paść! Już w 2 minuty po wznowieniu gry dał o sobie znać główkujący Smolin. Bramkarz na raty, ale obronił. Kolejne 120 sekund do przodu to świetne uderzenie Druciaka zza pola karnego, które poza linię końcową wybija zawodnik z nr 1 w ekipie zielonogórzan. W 60 minucie mocno z kilku metrów przymierzył Wojtczak, jednak tam gdzie nie trzeba, bo wprost w golkipera. To tylko niektóre z sytuacji, które już wtedy mogły przesądzić o końcowym wyniku. Dominacja głogowian nabrała takich obrotów, że przyjezdni swojego szczęścia szukali tylko i wyłącznie w wyprowadzaniu kontrataków. Te i tak najczęściej dość szybko się kończyły, a spory w tym udział miał walczący do bólu Smolin. Wyjątkiem była 69 minuta, kiedy wbiegającego w pole karne zawodnika Lechii nie udało się zatrzymać żadnemu z obrońców, w czym wyręczyła ich dobra interwencja Cupera. Poczynania Chrobrego z czasem straciły swój animusz, co przełożyło się na dłuższy moment zwykłej kopaniny. Jak się niedługo potem okazało, była ta na szczęście cisza przed burzą. Tym piorunem, który sprowadził rywali do parteru był strzał głową Druciaka. Radek w 100% wykorzystał posłaną przez Sobonia z prawej strony „gałę”, kierując ją w prawy róg bramki. Na stadionie szał. Ci jednak dosyć szybko się otrząsnęli i za wszelką ceną starali się wywieźć z Głogowa przynajmniej 1 punkt. Okazje ku temu mieli… wyśmienite to zdecydowanie za mało powiedziane. Zaraz po wznowieniu gry Cuper zachował pełną przytomność, wyłapując piłkę w zamieszaniu podbramkowych. W 85 minucie arbiter główny z Opola wskazał na oddalony o 11 metrów od linii bramkowej punkt, i ponownie stało się to za sprawą Smolina, który wślizgiem próbował zatrzymać dośrodkowaną, płasko bitą piłkę, jednak uczynił to ręką. Sam sprawca całego zamieszania przeżywał to długo, nie bardzo się też kwapił, by oglądać egzekwującego rzut karny Pochylskiego. A szkoda, bo to co zrobił Cuper to… no właśnie, należy tu zadać pytanie – jak on to zrobił?! Wyczuł zamiar kapitana zielonogórskiej „jedenastki”, rzucając się w odpowiednią stronę, wybita piłka trafiła jeszcze pod nogi rywala, jednak ten po raz kolejny musiał uznać wyższość Sławka. Doprawdy, coś niebywałego, coś pięknego! Nasz bramkarz tonie w objęciach partnerów z drużyny, gracz z Zielonej Góry chowa twarz w swoich dłoniach. Tak jak nie prowadzono do tej pory jakiegokolwiek dopingu, tak teraz większość z obecnych nie miała wątpliwości, co należy uczynić wobec iście klasowej parady naszego nr 1! Brawo, brawo, raz jeszcze brawo! Załamany, ciągle niedowierzający zespół gości już nic godnego uwagi nie był w stanie skonstruować. Zasłużone oklaski dla „pomarańczowo-czarnych”, nie bezpodstawna głośna radość samych piłkarzy. Po tylu tygodniach wreszcie powracaliśmy do domów z uniesioną głową…

Sławek Cuper to zdecydowany bohater sobotniej potyczki z Lechią. Zaczął fatalnie, a to wystarczyło, by niektórzy z obecnych mogli sobie poużywać, nie przebierając przy tym w słownictwie. Jedna niefortunna interwencja sprawiła, że kilku delikwentów po prostu skreśliło Sławka jako podstawowego bramkarza, podstawowego zawodnika w głogowskim team’ie. Przykre jest to, że nie ma się szacunku do człowieka, który całe swoje zawodowe życie spędził tutaj, w Głogowie, w Chrobrym, i o którego robocie dla tego klubu można książkę napisać. Ciekaw jesteśmy, co ci ludzie robili po 85 minucie. Buzie mieli zamknięte czy może nie ukrywali jakichkolwiek emocji tak jak pozostała część trybun? Żałosne.

Dwa zdania na temat Remka Smolina. Fakt, że dwukrotnie popełnił gafy, z czego jedna mogła skończyć się dla nas wręcz tragicznie, ale ci, którzy wnikliwie obserwowali poczynania na boisku, nie powinni mieć jakichkolwiek wątpliwości – chłopak gryzł trawę aż miło było patrzeć, wielokrotnie nie dawał dojść do słowa napastnikom Lechii, będąc przy tym zupełnie świadom popełnionych błędów. Nie widzieliśmy i nie słyszeliśmy, by w jakikolwiek sposób tłumaczył swoje interwencje, po prostu, przyklęknął, złapał się za głowę i długo nie wstawał. Tak postępują sportowcy, dla których piłka to coś więcej niż sama praca, sam sport. Takich ludzi szanujemy. Takich potrzebujemy.

Zwycięstwo z Lechią to coś więcej niż 3 punkty, bowiem nic tak nie buduje, jak tryumf WYWALCZONY w takim stylu.