Grad pytań od kibiców

W czwartek, w godzinach podwieczornych odbyło się spotkanie kibiców Chrobrego z przedstawicielami czołowej drużyny MZKS-u, która już w niedzielę wybiegnie na boisko powalczyć o pierwsze ligowe punkty. Na pytania ponad 30-osobowej grupy fanów, sympatyków MZKS-u odpowiadali trener Janusz Kubot, Radosław Kałużny, Mateusz Herbuś, Michał Michalec, Łukasz Ochmański, Maciej Kononowicz, Artur Węska, Patryk Sypień i Rafał Mazur. A że pytań było całkiem sporo, to dyskusja pomiędzy obiema stronami trwała dobrą godzinę. Na jej zakończenie zaproszono na skromny poczęstunek prosto z grilla. Wcześniej, Stowarzyszenie Sympatyków Chrobrego Głogów wręczyło nowym twarzom w MZKS-ie klubowe koszulki. Organizowane przez SSChG spotkanie będzie powtarzane przed startem każdej z rund. Najwięcej pytań powędrowało do trenera Kubota.
– Jak daleko chciałby Pan zajść z Chrobrym? – padło od któregoś z kibiców.
– Do ekstraklasy – odpowiedział bez chwili zastanowienia. – Jeżeli tylko działacze ze mną wytrzymają. To, co dzieje się w klubie teraz, to jak on funkcjonuje i jaka panuje tu mentalność, w porównaniu do sytuacji sprzed dwunastu miesięcy, to przeskok o dwie, trzy klasy. Może klub nie ma wielkich finansów, ale zapewniam, że wszystko fajnie budujemy, jeśli chodzi o sprawy organizacyjne i sportowe. Musimy to utrzymać. I być cierpliwi. Przede wszystkim cierpliwi.

Zdarzały się pytania dosyć nietypowe. Jednym z nich było to w stronę Janusza Kubota o to, czy w pierwszym meczu sezonu, i nie tylko nim, towarzyszyć mu będzie jego… małżonka.
– Ja powiem tak: w domu mam poukładane tematy. Żona nigdy nie interesowała się aż tak bardzo moimi sprawami typowo sportowymi, zarówno wtedy, jak byłem piłkarzem, jak i wtedy, gdy przeszedłem do trenerki. Znałem takich zawodników, do których po meczu podchodziła żona z pretensjami i pytaniami „jak ty grałeś, co ty grałeś”? A ja mam totalny spokój. Żona to ognisko domowe, dzieciaki i tym podobne sprawy – odpowiedział z uśmiechem.

Jednym z obecnych był Mateusz Herbuś. To jeden z nielicznych piłkarzy, którzy po dziś dzień pozostali w Chrobrym ze starego składu funkcjonującego przed przybyciem trenera Kubota. Kilka dni temu drużyna powierzyła mu kapitańską opaskę.
– Nie, nie towarzyszy mi żadna trema związana z nową funkcją. To przede wszystkim cieszy, bo propozycje były różne, a wybrano akurat mnie. Myślę, że sobie poradzę – przekonuje 23-latek, wśród kolegów znany jako „Herbi”.

Choć ponoć tego nie lubi, i ciężko było go przekonać do wzięcia udziału we wtorkowej konferencji prasowej z przedstawicielami głogowskich mediów, pytań nie uniknął Łukasz Ochmański. Z nim wiąże się spore nadzieje, ale sam wysoko zawiesił sobie poprzeczkę za sprawą wywalczenia korony króla strzelców trzeciej ligi w poprzednim sezonie.
– Mam nadzieję pozostać tu na dłużej, tym bardziej, że w całości skoncentrowałem się na piłce. W Oławie wiele zostawiłem, zwolniłem się z pracy, aby wraz z przyjściem do Chrobrego postawić wszystko na futbol. Z Chrobrym chcę awansować, nie mówię, że do drugiej ligi i wystarczy, tylko jak najwyżej się da. Raz w życiu udało mi się strzelić 17 bramek w jednym sezonie, zostać królem strzelców. Oczywiście, mam nadzieję, że uda mi się powtórzyć ten sukces w Chrobrym, ale najważniejszy jest zespół, jego dobro. Mnie osobiście ocenicie na koniec sezonu. Naturalnie od czasu do czasu postaram się gdzieś tam zakręcić w dobrym miejscu i coś ukłuć – mówił Ł. Ochmański.

Dłuższą przygodę w Głogowie planuje także Michał Michalec, obecnie wespół z Krzysztofem Kotlarskim tworzący środek obrony.
– W Oleśnicy graliśmy dla grupki kibiców. Tutaj jest inaczej, jest super. Jak się przyjeżdżało na mecze do Głogowa to z nóg delikatnie robiła się wata, ale jednak aż chciało się grać. Mam nadzieję pograć przy takiej atmosferze jak najdłużej. Będzie dobrze – zapewnił.

Sporo pytań usłyszał, jakżeby inaczej, najbardziej rozpoznawalny w MZKS-ie piłkarz, Radek Kałużny. Ostatnio coraz częściej nie tylko piłkarz, ale osoba coraz bardziej angażująca się w sprawy klubowe. Czym dokładnie zajmuje się były reprezentant kraju? Co jest celem jego bardziej pozaboiskowej pracy?
– Te moje cele właśnie siedzą obok mnie – uśmiechnął się spoglądając na nowych w Chrobrym zawodników. – Bardzo lubię pomagać. Można powiedzieć, że jestem człowiek od wszystkiego. Trener gania mnie strasznie. Schudłem nawet 20 kilo. Przede wszystkim jednak zajmuję się transferami. Dodam, że bardzo fajnie prowadziło mi się rozmowy z tymi osobami, które teraz dołączyły do Chrobrego. Może nie były łatwe, ale, co najważniejsze, udane. Poszliśmy nie w ilość, a w jakość, i to powinno zaprocentować. Jest jeszcze klasa sportowa i przy okazji dziękuję trenerowi Wielgusowi za wsparcie, bo fajnie się uzupełniamy. Co do moich zadań, to z czasem pewnie ich przybędzie, ale jestem przygotowany na każde. Po to tu jestem.

Padło też pytania o porównanie organizacyjne Chrobrego w stosunku klubów z wyższych lig. Kto jak kto, ale popularny, obyty w futbolu „Tata” najlepiej powinien to wiedzieć.
– Organizacyjnie nie jesteśmy daleko, naprawdę. A baza? Taka Jagiellonia Białystok jest z nią w ósmej lidze, a my ze swoją w ekstraklasie. Swego czasu, właśnie będąc w Białymstoku, skakało się przez płot na wioskach, żeby tylko gdzieś potrenować, bo nie byliśmy w stanie zapłacić za boisko. Z takimi obiektami to możemy się równać z pierwszą, a nawet drugą ligę, ale nie polską, tylko niemiecką – dodał R. Kałużny.

Naturalnie najwięcej pytań padło w kierunku Janusza Kubota. Różnych, bardzo różnych, niekiedy zahaczających o kontrowersje. Głogowski szkoleniowiec należy jednak do takiego typu człowieka, że nie boi się odpowiedzieć na żadne.

Janusz Kubot o rewolucji:
– Za każdym razem mocno podkreślam profesjonalizm. Kto nie wytrzymuje dyscypliny, tempa, narzuconego reżimu, ten odpada. Tak naprawdę dziękowaliśmy za grę w Chrobrym małej grupie osób, Jarkowi Mikutelowi czy Piotrowi Błauciakowi. Zdecydowana większość sama rezygnowała. To nie słabe umiejętności, ale słabe charaktery. Jak przychodziłem do Chrobrego rok temu, to mentalność była największym problemem. Wielu piłkarzy grę w piłkę traktowało jako zabawę, dodatek do życia. Przez ten czas, wespół z działaczami, wiele jednak pozmienialiśmy. Uważam, że dokonano wręcz rewolucji. Teraz każdy z piłkarzy ma świadomość, że jak się wychyli, to spadnie mu głowa.

Janusz Kubot o pierwszym roku pracy:
– Bardzo zaskoczyła mnie atmosfera panująca w klubie. Za dużo było w tym wszystkim koleżeństwa, za mało wymagania. Wtedy odeszło od nas trzynastu zawodników, przyszło sześciu, z czego trzech nie pobierało za to żadnych pieniędzy. Było ośmiu, dziewięciu juniorów, którzy nie rokowali najlepiej. Trzeba było namawiać, przekonywać, bo zapraszaliśmy przecież Sebastiana Szalę, Piotra Niewieściuka, a i tak odmawiali. Totalna łapanka. Dlatego przegraliśmy całą jesień. Było nas za mało. Zabrakło zgody na przynajmniej dwa dodatkowe transfery. Jak już złapaliśmy rytm, to przyszła seria częstych spotkań, a tu nagle się okazuje, że ten nie może grać, ten też. Takie były realia. Dziś jest zupełnie inaczej i wiem, że jesteśmy na dobrej drodze. Strasznie zmieniła się sytuacja w grupach młodzieżowych. Zbudowano fundament, który stanowi klasa sportowa. Mówię Wam, że bez względu na to, czy za jakiś czas będzie Kubot, czy go tutaj nie będzie, czy będzie ten prezes czy inny, ta praca z młodzieżą mocno zaprocentuje. Za dwa, trzy lata nie będziemy musieli ściągać młodych chłopaków z innych klubów. Oni będą na miejscu.

Janusz Kubot o ligowych rywalach:
– To może być nawet któryś z beniaminków. Jak dobrze wystartują, zatrybią, to później są niejako niesieni, bo robi się fajna atmosfera, kibiców przybywa. Bardzo ciężko grać z nimi na samym początku, bo ta niosąca ich od awansu fala opada dopiero w momencie, gdy pojawia się pierwsza, druga porażka. Groźna pozostanie Polonia Trzebnica. Rozmawialiśmy w przerwie z trójką graczy Polonii i żaden do nas nie przyszedł. Liczyć powinno się także Motobi.

Janusz Kubot o preferowanym stylu gry:
– Całą rundę graliśmy trójką napastników. Wyjazd, nie wyjazd, nie patrząc na rywali. Idziemy na totalne ryzyko i przez to ciężko nam rywalizować, bo na połowie przeciwnika jest praktycznie 20 zawodników. Nawet w ekstraklasie mało która drużyna umie utrzymać piłkę na połowie rywala, a my w ten sposób staramy się grać kilka szczebli niżej. Przecież trzeba biegać dwa razy więcej, niż przeciwnicy. I teraz, od razu będziemy się starali narzucić swój styl gry. W sparingach dostajemy od Zagłębia Lubin piątkę, ale gramy to, co chcemy grać. Nie cofamy się, pozwalając rywalom na grę, tylko sami ich dusimy. Nie można więc powiedzieć, że prezentujemy mało widowiskową piłkę. Absolutnie nie można. Powiedziałbym nawet, że jak na polskie warunki, to gramy zupełnie inaczej. Włączcie telewizor, ekstraklasę. Przecież tego nie idzie oglądać. Flaki. Z olejem. Szachy. Później jak przychodzi co do czego, jak są puchary, to wygląda, jak wygląda.

Janusz Kubot o Pucharze Polski:
– Puchar Polski to przede wszystkim fajna szansa dla tych, którzy nie łapią się do pierwszego składu. Tak naprawdę bardzo ciężko, naprawdę bardzo ciężko pogodzić mecze o mistrzostwo ligi i mecze pucharowe.