Halo, tu ziemia!

Nawet najczarniejsze sny nie mogły przynieść takiego rozwiązania na początek sezonu. To, jak Chrobry zainaugurował rozgrywki, to nawet nie falstart. To dramat. W niedzielnym meczu szeregi Polonii w znacznej mierze tworzyli młodzi i bardzo młodzi gracze. To m.in. Mariusz Miętkiewicz (92), Patryk Salomon (92), Wojciech Szuba (93) czy autor jednej z bramek, Kamil Śmiałowski (91). Głogowianie byli więc skazywani na wygraną, ale ekipa Macieja Jaworskiego dała im mocno popalić. Bramki Śmiałowskiego oraz Sobczyka sprowadziły ich na ziemię. Chyba dobrze, że już w pierwszej kolejce.

Do rywalizacji z Polonią, Chrobry przystępował w osłabieniu. Za czerwoną kartkę pauzować musiał Łukasz Zaremba, który, podobnie jak Radosław Kałużny, i tak pojawił się w Świdnicy. Ponadto na ławie usiadł Mariusz Wolbaum, wcześniej narzekający na drobny uraz. Wszedł dopiero w drugich 45 minutach. Z kolei Karol Fryzowicz nie powrócił jeszcze z obozu drużyny Zagłębia Lubin występującej w Młodej Ekstraklasie.

Początek był bardzo nerwowy z obu stron, co przyniosło sporo niedokładności. Świadkami ciekawszej sytuacji byliśmy dopiero po upływie kwadransa. Z rzutu wolnego z bocznej strefy boiska płasko dośrodkował Mateusz Machaj. W samym polu karnym zakotłowało się na tyle, że nawet nie wiemy kto musnął pędzącą wzdłuż bramki futbolówkę, którą ostatecznie wybito tuż sprzed linii bramkowej. W 24 minucie Mateusz Hałambiec uruchomił prostopadłym podaniem Łukasza Ochmańskiego, tyle że ten z kilkunastu metrów przymierzył niecelnie, obok słupka. Po kolejnych dwóch minutach po raz pierwszy w tym meczu groźniej, prawą stroną zaatakowali miejscowi, a niebezpieczeństwo w ostatniej chwili zażegnał Michał Michalec, ratując sytuację wybiciem poza linię końcową. W 28 minucie pomarańczowo-czarni cieszyli się z prowadzenia. Zaczęło się od wyrzutu z autu. Gałę przejął Hałambiec, niemal od razu posyłając ją przed bramkę. Do niedokładnie wybitej futbolówki ruszył Patryk Sypień i, niewiele się namyślając, potężnie huknął z narożnika pola karnego. Damian Wójcik był bez szans. Podobnie zresztą, jak Łukasz Stepokura sześć minut później. Na samodzielny rajd zdecydował się Kamil Śmiałowski. Całkiem słusznie, bo miał sporo wolnej przestrzeni. Jeszcze przed polem karnym zdecydował się na strzał. Też słusznie, bo futbolówka wpadła do środka przez samo okienko. Było 1:1 i obie jedenastki tę część po prostu dograły.

Po utracie gola, to nie była ta sama drużyna, co wcześniej i to znalazło potwierdzenie w kolejnych 45 minutach. Piłkarze Chrobrego co prawda utrzymywali optyczną przewagę, ale to nie przekładało się na stwarzane pod bramką gospodarzy zagrożenie. W 60 minucie zmienić losy meczu spróbował samodzielnie Paweł Woźniak i choć pokręcił rywalami, to akcję zakończył słabym uderzeniem. Pięć minut później na solo zdecydował się też Hałambiec. Wypracował sobie lepszą pozycję, ale w ostatniej chwili skutecznie interweniował wychodzący z bramki Wójcik. Dobitka Macieja Kononowicza z ostrzejszego kąta została zablokowana. Generalnie pomarańczowo-czarni nie robili nic, co pozwalałoby stwierdzić, że ten mecz muszą wygrać za wszelką cenę. Katastrofa wisiała w powietrzu. Nastąpiła na 14 minut przed końcowym gwizdkiem, gdy Wojciech Szyba niemal tuż sprzed linii końcowej posłał futbolówkę do wbiegającego z głębi pola, pozostawionego bez opieki Adriana Sobczyka. Ten mocnym strzałem z kilkunastu metrów pod poprzeczkę nie dał wielkich szans Stepokurze. Końcowe minuty to bardzo zdecydowana przewaga głogowian, ale ta wciąż pozostawała bez efektu. Długo będziemy wypominać takie sytuacje, jak choćby atak Michalca, którego zza pleców skutecznie naciskał piłkarz Polonii. Nikt mu nie krzyknął, uprzedzając o zagrożeniu.