Jak co środę – Głos Kibola [odc. 13]

W ostatnią środę października mamy dla Was kolejny, trzynasty już numer felietonu z serii „Głos Kibola”. W numerze znajdziecie m.in. przemyślenia autora na temat ostatniego meczu z Ruchem Zdzieszowice czy trochę wspomnień z dawnych lat. Zapraszamy do lektury!

Jak co środę – GŁOS KIBOLA!

Przed spotkaniem z Ruchem Zdzieszowice, naczytałem się o walecznych i ambitnych chłopakach ze śląska. O miejscu w tabeli które nie odzwierciedla autentycznych umiejętności zawodników ze Zdzieszowic. A w związku z tym, iż piłkarze „pomarańczowych” nie rozpieszczali nas w ostatnich tygodniach na mecz szedłem pełen obaw…
Cóż, dziwna ta nasza liga. Chrobry który nie rozgrywa jakiegoś wybitnego meczu gromi Ruch Zdzieszowice 5:2 co i tak jest najmniejszym wymiarem kary jaki zafundowali nasi piłkarze gościom ze śląska. Oczywiście, nie umniejszam piłkarzom Chrobrego efektownego zwycięstwa, ale to co wyprawiali obrońcy ze Zdzieszowic trudno nazwać grą defensywną. Chrobry raz po raz kontrował a jednocześnie ośmieszał zagubionych defensorów ze Zdzieszowic. Nasi na pełnym luzie kulnęli pięć brameczek i gdyby na tablicy świetlnej widniał wynik 7:2, 8:2 czy tez 9:2 piłkarze Ruchu także nie powinni mieć żadnych pretensji. Bramkarz gości wyglądał na najbardziej zdziwionego sytuacją na boisku. Po kolejnej wyciąganej piłce z siatki nawet zrobiło mi się go żal. Nie wyglądał na takiego, kto wie na czym polega rola bramkarza. Raczej przychylałbym się do stwierdzenia, że między wpuszczanymi golami, pod nosem piosenkę Elektrycznych Gitar sobie nucił „ i co ja robię tu?”
To nie wyglądało jak mecz drużyn z jednej ligi. To była różnica kilku klas!
Od razu nasuwa się jednak pytanie. Chrobry tak dobry czy przeciwnik tak beznadziejny? Czy po spotkaniu z Ruchem jesteśmy spokojniejsi o formę piłkarzy? Z psychologicznego punktu widzenia zwycięstwo ze Zdzieszowicami było bardzo ważne. Po kilku nieudanych spotkaniach – wygrana w takim stylu na pewno podniesie morale. Tabela także wygląda całkiem fajowo. Zwycięstwo pozwoli także na spokojniejszą pracę piłkarzom i trenerom przed następną kolejką. A przypomnijmy, najbliższy mecz z Rozwojem Katowice będzie to sprawdzian najwyższych lotów. Przeciwnik wymagający, solidna II-ligowa drużyna, rewelacja obecnych rozgrywek. Chrobry jedzie tam podbudowany efektownym zwycięstwem z Ruchem Zdzieszowice, jako wicelider tabeli. Ale dopiero dobry wynik w Katowicach przyniesie poczucie ulgi w szeregach sztabu szkoleniowego, piłkarzy jak i samych kibiców. Zwycięstwo z Rozwojem będzie dowodem na to, iż Chrobry jest wciąż najpoważniejszym kandydatem do awansu do I ligi, a porażki z Jarocinem i Kaliszem to mimo wszystko przypadek przy pracy, który zdarzyć się może najlepszym. Jeżeli punktów z Katowic nie przywieziemy? Paniki nie będzie, ale znów zapewne powróci pytanie sprzed tygodnia „na co stać Chrobrego w obecnym sezonie?”.

***

Mamy na stadionie nowego spikera. „Stary” trochę się zagalopował. Był zatrudniony przez Chrobrego a jednocześnie pracował w głogowskim radiu „Elka”. W weekend zapowiadał mecze na Wita Stwosza a w tygodniu na portalu „elki” bzdury o Chrobrym pisał. Jazda na dwa fronty dłużej trwać nie mogła. Pogoniono chłopinę.
Kilku spikerów przewinęło się na Wita Stwosza w ostatnich latach. Juliusz Fusiński był niekwestionowaną gwiazdą głogowskiej „spikerki” na Chrobrym lat 90’. Pan Fusiński był charyzmatyczny, do swoich zadań podchodził z pełna powagą i zaangażowaniem. Najśmieszniej było zawsze podczas meczów podwyższonego ryzyka. Przyjeżdżała Miedz, Śląsk cz Wałbrzych a więc i na trybunach było ciekawie. Dużo bluzgów zawsze było, oj dużo (warto przy tej okazji wspomnieć, że w Polsce było normalniej i za niecenzuralne okrzyki nikt nikogo do więzienia nie zamykał, nie było zakazów stadionowych i ciągania po sądach). Kiedy na trybunach robiło się „gorąco”, wówczas, na pierwszy plan wychodził głogowski spiker. Pan Juliusz za każdy nasz bluzg reagował z podwójną mocą. Dochodziło do zabawnych sytuacji, kiedy po pewnym czasie głównym „rywalem” głogowskich kibiców nie był przeciwnik po drugiej stronie stadionu, a spiker z wieży na Wita Stwosza. Czasem wyzwiska w obydwie strony trwały kilkanaście minut. Kibice na spikera, spiker na kibiców. Czasem było na ostro, czasem na śmieszno… Zawsze jednak gdy Pan Juliusz wcielał się w rolę Kiboli, było ciekawie!
Juliusz Fusiński tworzyć atmosferę umiał wspaniale. Wprawdzie, w dzisiejszych czasach zawieszono by go po pierwszym meczu, za zbyt emocjonalne podejście do „tematu”. Ale kto powiedział, że dzisiaj – znaczy lepiej?!

***

Wyjazdów zaliczonych sporo. Sięgam pamięcią, nie sposób jednak przypomnieć sobie wszystkie. Były eskapady obowiązkowe jak Legnica, Wrocław, Zielona Góra czy Wałbrzych. Wyjazdy mało atrakcyjne jak Stronie Śląskie, Żurawina, Rydułtowy, Myszków – które zaliczyć po prostu trzeba było. Były także podróże które wyznacznikiem były odwagi, lojalności, budowały charaktery. Które na stałe wpisały się w historię ruchu kibicowskiego w Głogowie i na zawsze zmieniły stadionową hierarchię. Wyjazdy, tzw. „symbole”, po których zaliczeniu akceptacja w grupie rośnie, posłuch wśród reszty chłopaków wzrasta, po których zaliczeniu przestajesz być na stadionie osobą anonimową.
sezon 96/97, jesień. Do Gdańska na mecz szykowaliśmy się od dawna. Najważniejszy wyjazd w sezonie. Jeden z ważniejszych od kilku lat. Na dworcu w Głogowie zbiera się 18 kibiców Chrobrego. Mieszanka młodości z rutyną. Podróż pociągiem długa, oczywiście bez obstawy. Były śpiewy, alkohol. W samym Gdańsku meldujemy się raniutko. Na przywitanie pierwsze spotkanko z Lechią. Atak na pociąg. Szybka akcja w przejściu miedzy wagonami. Kilka ciosów z obydwu stron. Pociąg rusza dalej, Lechici wyskakują. Dojeżdżamy do Gdyni. Jest 5:00 rano, mecz o 17:00. Rozchodzimy się po mieście. „Starzy” o 12:00 planują spotkanie. Byliśmy w 18 osób. 10 starszych kibiców i nasza ósemka małolatów. Nagle okazuje się, że ośmiu najstarszych chłopaków postanawia wracać do Głogowa! Szok! Takich rozmów nie zapomina się Nigdy. Jak to wracacie do Głogowa? A mecz? A Chrobry? A zasady? A wartości? A lojalność? A odwaga? A te wszystkie spotkania na których tłukliście nam do głowy Przykazania Kibica Chrobrego? Jeden za Wszystkich – Wszyscy za Jednego! Nie było tematu. „Starzy” postanowili wracać do Głogowa. Nie zapomnę słów, jednego ze stadionowych „wodzirejów” tamtych czasów. Na prośbę reszty chłopaków „Zostańcie”, Maciek – chyba w imieniu wszystkich „uciekających” odpowiedział „życzę Wam szczęścia”. Pociąg ze „starymi” odjechał do Zielonej Góry. Zostaliśmy w 11 osób. O 14:00, z Gdyni ruszyliśmy do Gdańska na Lechię. Jest nerwowo i trochę strach, ale na Chrobrego jedziemy a to dodaje odwagi!
W Gdańsku na stadionie pojawiliśmy się przed samym meczem. Dla większości z nas był to pierwszy kontakt o tak ekstraklasowym klimacie. Konkretna publika, konkretny doping. Pojawiliśmy się w sektorze gości w 11 osób. Prawie nie słyszalni, z jedną małą flagą, ale strasznie Dumni. Piłkarze także sprawili nam niezłą niespodziankę wygrywając 4:3.
Z meczu wracamy z piłkarzami. Na zajeździe za Gdańskiem pod autokar podjeżdża kilka samochodów z kibicami Lechii. Gdańszczanie słyszeli już o naszych problemach ze „starymi”. Spodziewaliśmy się sporych kłopotów, a tymczasem była tylko pogawędka. „dobrze, że pojawiliście się na Lechii. Niech wasi „starzy” uczą się od was odwagi”, powiedzieli na koniec rozmowy kibice z Gdańska. W Głogowie meldujemy się nad ranem…
Po meczu w Gdańsku nastąpiła zmiana pokoleń. Grupa „starych” która z Gdyni uciekła, na Wita Stwosza przestała się pojawiać. Powolutku pałeczkę przejmowaliśmy MY – jeszcze bardzo młodzi, ale wprawieni w bojach fanatycy. Był rok 1996, rozpoczynamy nowy etap w historii ruchu kibicowskiego w Głogowie. Chrobry to wspaniała historia, a My, z dnia na dzień staliśmy się odpowiedzialni za jego Przyszłość.

Opis meczu Lechia Gdańsk – Chrobry w relacji kibiców z Gdańska. Przedruk z gazetki fanów Lechii Gdańsk „LECHISTA” z 1996 roku.
Kibice Chrobrego byli jedynymi z nielicznych jesienią, na których przyjazd mogliśmy liczyć. I nie zawiedliśmy się. Zjawili się w Gdańsku już o piątej rano, czym niezmiernie zadziwili ich nas oczekujących, a jeszcze bardziej tych, którzy pochrapywali w łóżkach. „Na oko” w pociągu było ich kilkunastu. Przyjechali odważnie – w barwach, bez psiarni. Zaatakowało ich kilku naszych i to wystarczyło, by wzbudzić w nich przerażenie(…) (…)Pojechali dalej do Gdyni, gdzie, jak później wyszło na jaw, ludzie ze starej gwardii Chrobrego w sile kilkunastu osób, dotychczas ukryci w pociągu, stwierdzili, że nie mają już ochoty oglądać meczu i… wrócili do Głogowa pierwszym pociągiem. Komentarz niepotrzebny. Poranne powitanie więc to jeden szal zdobyty i kilka szyb wybitych w wagonie.
Na pozostałych w Gdańsku fanatyków pomarańczowo-czarnych oczekiwaliśmy przed stadionem- jednak się nie doczekaliśmy, gdyż zjawili się w 11 osób później. Nasza nieprzemyślana próba zerwania im flagi nie wyszła, późniejsze plany też, bo głogowianie zostali zabrani autokarem przez swoich piłkarzy.
Ogólnie jednak po Chrobrym, a właściwie po tych 11 młodych którzy przyjechali do nas i potem dotarli na stadion pozostało nam pozytywne wrażenie. Pokazali swojej starej gwardii, jak ma się zachować prawdziwy kibic.

***

Kaczka dziennikarska? Zbieżność nazwisk? Nie, raczej nie. Takie rzeczy nie dzieją się przypadkowo. Ale czy wielkie zaskoczenie? Także Nie. Bo cóż więcej po kimś takim spodziewać się można. Jarosław Dudkowiak – członek głogowskich struktur Platformy Obywatelskiej jest członkiem rady nadzorczej KGHM Zagłębie Lubin. Rozwodzić się nad tematem nie warto. Jaki klub taka rada nadzorcza. Rozpaczać także nie będziemy, gdyż połączenie Jarosława z Zagłębiem niczego dobrego klubowi z Lubina nie wróży. A jakoś nie bardzo tęsknimy za sukcesami sąsiadów zza miedzy.
A może, w ramach dalszej współpracy Zagłębia Lubin z głogowską Platformą Obywatelską udałoby się załatwić Panu Jarosławowi jakieś mieszkanko w Lubinie, jakąś ciepłą posadkę w lubińskiej szkole i miejsce na liście, na wybory do rady miasta w mieście Lubin? Jak już bierzecie od nas tak „wybitne” postacie, to prosimy – z całym inwentarzem i na Zawsze(do pakietu, za zupełną darmochę dorzucimy jeszcze plutonowego Koszowa)!

***

Oburzyła się społeczność szczypiorniaka w Głogowie. Kibice „zielono-czerwono-fioletowo-różowo-biało-pomarańczowo-niebiesko-żółto -czarnych” wystosowali apel do Prezydenta o, jak sami określają „uczciwy podział pieniążków na sport kwalifikowany w Głogowie”. Do apelu, Tęczowi – jak pieszczotliwie nazywani są kibice szczypiorniaka w Głogowie – dołączają listy poparcia mieszkańców Głogowa pod ich apelem. W pewnym sensie „ręcznych” trochę rozumiem. Za czasów Prezydenta Zbigniewa Rybki Przyzwyczajani do dobrobytu, nieograniczonych środków finansowych, bycia ZAWSZE nr 1. „Ręczna” oczko w głowie Prezydenta Rybki i kolegi Roberta Musiała. I nagle muszą zmierzyć się z nieco inną rzeczywistością. Nie wolno bronić nikomu walki o swoją „sprawę”. Niech więc i kibice „ręcznych” o swój klubik powalczą. Sprawa jest niezręczna, bo niezręcznie jest publiczne „walczyć” z klubem z jednego miasta, któremu w dużej mierze kibicują ci sami ludzie. Jednak pisanie o niesprawiedliwości w podziale pieniędzy na głogowski sport to czysta demagogia. I nie ma tu czasu ani miejsca na rozpisywanie się nad potrzebami głogowskich klubów. Nad ilością drużyn, grup młodzieżowych, ilości rozgrywanych spotkań i związanych z tym obciążeń finansowych. Ponadto, szkolenie młodzieży, utrzymanie obiektów, ilość osób trenujących. Nie ma potrzeby przypominać walki frakcji Roberta Musiała z obozem prezydenta Zubowskiego i związane z tym „wypięcie się” nad możliwością wejścia sekcji piłki ręcznej w struktury spółki. Dzisiaj ludzie związani z piłką ręczną krzyczą o niesprawiedliwości, a ja pamiętam czasy kiedy „nożni” nie mogli trenować zimą na hali gdyż Ratuszowi pod wodzą prezydenta Rybki wymyślali miliony powodów aby utrudnić życie kopaczom. Chrobry kombinował, trenował gdzieś po szkołach, a hala stała pusta… I uwierzcie mi, to niejedna niesprawiedliwość za czasów prezydenta Rybki w stosunku do piłki nożnej.
Nikt nie odmawia „ręcznym” pisania petycji i zbierania podpisów. Jednak na każdy przejaw paskudnej demagogii będziemy z całą stanowczością reagować! I nie w obronie Prezydenta Jana Zubowskiego, czy też dyrektora Przemysława Bożka. W Obronie zdrowego rozsądku! Bo, jeżeli czytamy w petycji kibiców SPR, że piłka ręczna jako jedyny sport zespołowy, promuje nasze miasto w Polsce, Europie i na Świecie, kiedy czytamy o medialności i rozpoznawalności, to jedyna rzecz, jaka przychodzi mi na myśl to pytanie… „co na to lekarze?”

P.S. Z kibicami SPR wiąże się pewna anegdota. Któregoś razu przeczytaliśmy w Internecie, że kibice ręcznej będąc na jakimś wyjeździe starli się z kibicami innej drużyny. Straty były dość znaczące. Skrojona koszulka, szalik, kilku kibiców SPR poturbowanych. Kolega czytając te wstrząsające informacje, chwilę się zamyślił, po czym odpalił. „Najważniejsze, że bęben wrócił cały. Ciekawe jaką koszulkę stracili. Tęczówka czy Chorwacja?”

Z Kibicowskim Pozdrowieniem B.