Jarosław Wielgus: musimy oceniać racjonalnie

Zespół Chrobrego zakończył rozgrywki na 6. pozycji, co nie jest wypełnieniem przedsezonowych celów. O oczekiwaniach nie mówmy, bo, nie ma co ukrywać, zapewne każdy z nas liczył na awans, więc nawet 5, 4 czy 3 miejsce nie miało prawa zadowalać.
– Dla nas najlepszą odpowiedzią na pytanie o awans jest mecz z Górnikiem Polkowice, gdzie ja mam do dyspozycji 14 piłkarzy, w tym zawodnika z gorączką, który w zasadzie na to boisko w ogóle nie powinien wyjść. A Górnik? Na ławce walczącej o awans ekipy siedzą gracze z I-ligową przeszłością. I jest ich łącznie 18 czy 20. Jest więc różnica, i to spora – powiedział trener Jarosław Wielgus.
Z głogowskim szkoleniowcem, który z rezerwami wyszedł cało z wielkiej opresji i utrzymał klasę okręgową dla Chrobrego, który w sześciu prowadzonych przez siebie spotkaniach pięciokrotnie triumfował na boiskach III ligi, o którym ktoś niedawno powiedział „trener maja w Europie”, bierzemy pod lupę to, co było w minionym sezonie, przy okazji wybiegając troszeczkę w przyszłość.

Zacznijmy od podsumowania poszczególnych formacji. Bramka i obrona. Pamięta się zwłaszcza te gorsze momenty i choć błędy są nieuniknione, to kilka razy te popełniane przez defensywę trwoniły dorobek strzelecki.
– Michał Długosz jest zdecydowanym nr 1. Chociaż zdarzały mu się wpadki, nadal jest silnym punktem zespołu. Co do obrony, to mieliśmy z nią spore problemy, choć nie brakuje pozytywów. Jeszcze przed sezonem zadecydowaliśmy, że na prawej stronie będzie grał młodzieżowiec. Albo Marek Jabłoński albo Adam Filbier. Przy kontuzji Marka szansę dostawał Adam i pokazał się z bardzo dobrej strony. Jedynie w końcówce wyszło to, że jest jeszcze młodym piłkarzem i potrzebuje indywidualizacji obciążeń treningowych, bo brakowało mu sił na granie co trzy dni. Gorzej było ze środkiem obrony. Miała to być nasza bardzo silna strona, gdyż o 2 miejsca rywalizowało 4 zawodników: Błauciak, Smolin, Herbuś, Papuszka. Na podstawie sparingów stwierdziliśmy, że tę część obrony będą tworzyć Mateusz Herbuś z Piotrem Błauciakiem, ale w skutek kontuzji innych zawodników pola, zmuszeni byliśmy do przesuwania szczególnie Herbusia na inne pozycje. Trzeba było kombinować, przestawiać. Po dokładnej analizie traconych bramek sześć z nich obciąża właśnie środek defensywy. Jest więc spory niedosyt, bo liczyliśmy na to, że obrona nas nie zawiedzie i będzie mocnym punktem zespołu. O miejsce na lewej stronie walczyło 3 zawodników: Bukraba, Kopernicki i Plewko.

Chyba najmniej można zarzucić pomocy?
– Wiedzieliśmy, że pomoc będzie silna choćby na podstawie umiejętności indywidualnych poszczególnych zawodników. Do całości przyczepić się nie można. Jeśli już, to do pojedynczych piłkarzy. Dużym rozczarowaniem był Jarosław Gad. Na nim miał opierać się ciężar gry, bo miał bardzo dobrą pierwszą rundę, jednak tylko pierwszą. Nieprzychylne opinie zbierał Grzegorz Kopernicki, ale ja bardziej klasyfikowałbym go jako lewego obrońcę, a nie oceniał poprzez pryzmat pomocnika. Ma bardzo dużą wytrzymałość, ale jest słabszy w pojedynkach jeden na jeden, dlatego przesunąłem go na lewą obronę i tu grał na dobrym poziomie. Spory postęp zrobił Damian Ałdaś. Ma bardzo duże umiejętności indywidualne, a przy tym nie boi się brać gry na swoje barki. Mateusz Niedźwiedź to świetna gra w końcówce, ładne bramki, można żałować tylko jego nieodpowiedzialnego zachowania. 11 żółtych kartek, jakie zarobił, to stanowczo za dużo. Do tego Krystian Kowalski, który według mnie jest najlepszym zawodnikiem w tej lidze na swojej pozycji. Jest dobrze przygotowany i omijają go kontuzje. Michał Bukraba to zawodnik bardzo solidny, dobrze realizujący zadania taktyczne. Łukasz Filipiak spełnił swoją rolę jako młodzieżowca bardzo dobrze, cały czas się rozwija i ma bardzo dużo chęci do pracy. Jak widać w tej formacji mieliśmy więc wiele do zaoferowania. O jej istotności świadczą z pozoru łatwe mecze, które przegrywaliśmy, właśnie dlatego, że akurat nie mogliśmy skorzystać z Kowalskiego czy Niedźwiedzia.

W ataku mamy Konrada Węglarza, można jeszcze naciągnąć pod to Kamila Szczęśniaka i… chyba problem?
– Fakt, ofensywa pozostawia sporo do życzenia. Naszym założeniem taktycznym było granie jednym wysuniętym zawodnikiem i to się sprawdzało. Potrzebowaliśmy wolnych stref boiska dla Kowalskiego, Filipiaka i Szczęśniaka, którzy dobrze grają jeden na jeden. Klasyczna „9” w takim ustawieniu to powinien być zawodnik o dobrych warunkach fizycznych, dobrze grający tyłem do bramki. Konrad Węglarz jest innym typem zawodnika, ale sprawdził się pod względem skuteczności. Kamil Szczęśniak to spore umiejętności indywidualne, ale według mnie o wiele lepiej funkcjonuje na bocznej pomocy. Mariusz Smoliński dawał dobre zmiany, ale cały czas dopiero dochodzi do siebie po kontuzji. Gdybym miał decydować o wyglądzie drużyny na kolejny sezon, w pierwszej kolejności starałbym się zasilić ofensywą. Tu musi pojawić się taki zawodnik, na którym w całości będzie opierał się ciężar gry z przodu. Tak, żeby Konrad poczuł presję rywalizacji.

Gdybyś to Ty stanął przed szansą dalszego prowadzenia zespołu – podejmujesz się zadania czy jednak jeszcze nie pora?
– Jestem już po rozmowach z zarządem i podjęliśmy najlepsze dla klubu rozwiązania. Przychodząc do Chrobrego podjąłem się założeń, które chcę wypełnić, mam pewne zasady, których się trzymam, w jakiś sposób czuję się odpowiedzialny za wynik tego zespołu, gdyż przez większość sezonu byłem asystentem trenera Trznadla. Ja dziękuję zarządowi za zaufanie w trudnym dla naszego klubu momencie, ale jestem przekonany, że w tej chwili potrzebna jest osoba z zewnątrz. Osoba, który spojrzy na drużynę chłodnym okiem, skoryguje błędy. Od dłuższego czasu robimy wszystko, aby ten klub się rozwijał, a pierwsza drużyna w końcu mogła zagościć w wyższej klasie.

Oceniając potencjał zespołu na podstawie ostatnich spotkań można stwierdzić, że ten jest spory, ale jednak przez większą część sezonu kompletnie niewykorzystany. Opierając się na samej suchej statystyce Tobie ten potencjał udało się poderwać. W jaki sposób?
– Zmieniłem trochę zasady panujące w zespole. Swoją pracą zmierzyłem w tym kierunku, aby drużyna koncentrowała się tylko i wyłącznie na boisku. Żebyśmy nie szukali usprawiedliwień, tylko zaczęli grać o wiele prościej i skuteczniej. Żebyśmy walczyli jako zespół, a nie byli grupą indywidualności, pokazywali charakter, to, ile znaczymy poprzez działania na boisku. To miało wpłynąć na dobro całego zespołu i to się udało, wygraliśmy 5 z 6 meczy. W ostatnich spotkaniach, jeśli je przeanalizować, to bardzo często zdobywaliśmy bramki w końcówkach meczu, co wcześniej było naszą bolączkom. Przestaliśmy tracić a zaczęliśmy zdobywać gole po stałych fragmentach gry. Ten zespół pokazał charakter. Przecież dwa ostatnie mecze sezonu były zarazem naszymi najlepszymi w przekroju całego sezonu, mimo bardzo okrojonego składu.

Występuje pewna zbieżność tych rozgrywek w stosunku do wcześniejszego sezonu. Zespół, który nie walczy już o nic, bez presji, nagle zaczyna grać tak, jak wszyscy tego oczekują. Coś w tym jest?
– Ja jestem zwolennikiem skupiania się tylko na tym, co zawodnik ma do zaprezentowania na boisku. Nie szukajmy usprawiedliwień, grajmy, to moja dewiza, którą przekazałem zawodnikom. Nie ważne z kim grasz i o co grasz , musisz udowadniać sobie i kibicom, że ci zależy. Presja zawsze jakaś będzie. Zresztą, w III lidze ona nie powinna stanowić problemu dla zawodników i utrudniać ich gry. Na tym poziomie trzeba sobie z nią radzić. To jest jedynie tanie usprawiedliwienie. Nie można myśleć o tym, co się dzieje wokoło. Istotna jest piłka i boisko, na którym można polec czy zremisować, ale zawsze trzeba pokazać wolę walki.

Celem zarządu była pierwsza piątka, ale zostawmy to, bo 3, 4 czy 6 miejsce i tak nie ma prawa nikogo zadowolić. Ludzie nie rozumieją, dlaczego tyle lat muszą oglądać zespół z wcale nie małym potencjałem w III lidze. A argumentów za Chrobrym w wyższej klasie trochę jest. Nawet zwykła baza treningowa.
– Zarząd i trener musi umieć oceniać pewne rzeczy w sposób racjonalny. Wiem jak się mówi. Że tradycja Chrobrego zobowiązuje do pewnych rzeczy. Również się z tym zgadzam. Ale inne kluby też się rozwijają. Nie chcę, aby to źle zabrzmiało, ale do określonych celów potrzeba określonych ludzi. Przyglądając się naszej kadrze sami jesteśmy w stanie odpowiedzieć sobie na pytania, które wytrącają argumenty przemawiające za awansem. Mamy jednego zawodnika z przodu, który regularnie zdobywał bramki, za mało wartościowych młodzieżowców, braki w pełnowartościowych zmiennikach. Do tego dochodzą wypadki losowe, czyli kontuzje kluczowych osób, które ciągną ten wózek, a w naszym przypadku dłuższe urazy przydarzały się choćby Węglarzowi, do tego tzw. mechaniczne urazy, których przykładami są Bukraba, Jabłoński, słabsza forma innych, jak ta Jarka Gada. Jak tak to wszystko zbierzemy do kupy po analizie całego sezonu to sami do siebie powiemy: „rzeczywiście czegoś zabrakło”, i inaczej będziemy odbierać wynik, który osiągnęliśmy. Dla nas najlepszą odpowiedzią na pytanie o awans jest mecz z Górnikiem Polkowice, gdzie ja mam do dyspozycji 14 piłkarzy, w tym zawodnika z gorączką, który w zasadzie na to boisko w ogóle nie powinien wyjść. A Górnik? Na ławce walczącej o awans ekipy siedzą gracze z I-ligową przeszłością. I jest ich łącznie 18 czy 20. Jest więc różnica, i to spora.

Kiedyś w Głogowie postawiono na doświadczenie, nie wyszło. Teraz po części sam uczestniczysz w jeszcze innej budowie zespołu, i choć trwa to już ponad rok, efektów nie widać. Nadal mamy cierpliwie czekać?
– Rozumiemy te oczekiwania, ale my musimy mieć racjonalny cel, nawet jeśli jest zgoła odmienny. Myśląc przyszłościowo, jeśli chcemy awansować, musimy ściągnąć kilku zawodników, którzy sami będą w stanie pociągnąć grę. Tego nie da się ukryć. Jedna ograna osoba, z doświadczeniem potrzebna jest w zasadzie do każdej formacji.

Przejdźmy do rezerw. Fajnie to wszystko zostało poukładane i co najważniejsze jest utrzymanie, ale czy już wiadomo co dalej z zespołem?
– Wiem ile to wszystko mnie i moich zawodników kosztowało zdrowia i sił . Jest utrzymanie, a więc to, co zakładaliśmy. Mimo krytycznych uwag, jakie pojawiały się kilka miesięcy temu, braku wiary i złośliwości ze strony różnych osób zrealizowaliśmy cel. Praktycznie 12, 13 ludzi udowodniło ile znaczy dla nich ten klub. Wykonali kawał dobrej roboty i jeszcze wiele razy będę im dziękował. Przyszli w trudnym momencie i powalczyli dla Chrobrego, tego prawdziwi kibice im nigdy nie zapomną. Za wcześnie jednak, by mówić o przyszłości. Już od dłuższego czasu mamy kierunek, w którym ta drużyna ma podążać, tylko że to musi dziać się etapami. Nie z dnia na dzień. Mam jednak nadzieję, że tacy piłkarze jak Gródecki, Dopierała, Przewocki, Umiński czy Trznadel dalej będą reprezentować nasz klub.

Jarosław Wielgus nadal trenerem rezerw?
– Jak najbardziej. Uważam, że nie można przy pierwszej lepszej okazji zostawiać ludzi z którymi coś się tworzyło, iść za pierwszą okazją. Ciężką i systematyczną pracą można dojść bardzo wysoko. Póki co cieszę się, że wyniki drużyn, z którymi pracowałem, są bardzo dobre. Czas pokaże czy obrałem słuszną drogę.

Zestawiając w całość wszystkie mecze okręgówki w samej tylko rundzie wiosennej, Chrobry jest w ścisłej czołówce. Wychodzi na wierzch spory potencjał, więc po cichu zaczęto mówić nawet o IV lidze, tak jak w Legnicy, a teraz jeszcze w Świdnicy. Ale czy jest sens pchać się wyżej?
– Jeśli pierwszy Chrobry miałby II ligę, to bardzo ważne dla młodych ludzi jest, aby rezerwy były jak najwyżej. Potencjał rzeczywiście jest znaczny. Aż miło popatrzeć jak oni walczą, grają, nieważne z kim. Na pewno będę szedł w tym kierunku, aby zespół walczył o jak najwyższe cele. Jeśli w przyszłości, za rok czy za dwa, będzie możliwość awansu do IV ligi dla dobra całego klubu, to jak najbardziej.

Obserwując grę rezerw można było odnieść wrażenie, że część piłkarzy śmiało poradziłaby sobie w III lidze, przynajmniej w roli zmienników. Ponoć odbywały się jakieś rozmowy.
– W trudnych dla pierwszego zespołu momentach niektórzy upraszczali sprawę, że można wymienić tego zawodnika na tego. To jednak nie jest takie proste. Ci ludzie są związani z pracą, mają swoje obowiązki, troszeczkę inaczej do tego wszystkiego podchodzą. Niewątpliwie umiejętności piłkarskie mają bardzo duże. Nawet jak młodsi piłkarze schodzili z pierwszej ekipy to było widać, że czują respekt. Poza tym przełożenie na III ligę jest inne. Fizycznie nie daliby rady, bo to nie są osoby, które mają do czynienia z codziennymi treningami. Korzystając z okazji w imieniu swoim i wszystkich zawodników, chciałbym podziękować wszystkim kibicom i sympatykom Chrobrego za doping w każdym meczu.