Kibicowskie wspomnienia: 10.09.1997, Lubin oraz 13.09.1997, Stronie Śląskie

Po krótszej przerwie powracamy z opisami kibicowskich wojaży fanów Chrobrego sprzed lat. Kontynuujemy wyjazdowe, pomarańczowo-czarne perypetie z sezonu 1997/1998. Tym razem przybliżamy Wam eskapady do Lubina na mecz Pucharu Polski, w ramach którego Zagłębie zagrało z ówczesną zgodą MZKS-u Petrochemią Płock, oraz do Stronia Śląskiego na tamtejszy Kryształ.

Zagłębie Lubin – Petrochemia Płock
10.09.1997

Z kibicami Petrochemii większość z nas nie miała jeszcze nigdy styczności, choć nasza sztama już trochę trwa. Rozgrywany w Lubinie mecz Pucharu Polski pomiędzy Zagłębiem a Petrą był dla nas okazją do spotkania się z przyjaciółmi z Płocka oraz do starcia z Zagłębiem. Tak więc w dniu wyjazdu na dworcu PKP w Głogowie zebrało się 42 fanów MZKS-u. Liczba ta może nie jest zbyt duża, jednak po pierwsze była to środa, a po drugie wyjazd ten nie był za dobrze rozreklamowany (nie chcieliśmy, aby dowiedziały się o nim pały).
Jednak mimo wszystko z bojowym nastawieniem i z dość dobrym sprzętem wyruszyliśmy do Lubina. Podróż, oczywiście bez biletów, minęła spokojnie. Tylko na dworcu w Głogowie doszło do szamotaniny z SOK-ami i kanarem, który nie chciał ruszyć. Wszystko jednak skończyło się ok. Wiedzieliśmy, że ta sytuacja na naszym dworcu mogła doprowadzić do tego, że lubińskie pały dowiedzą się o naszym przyjeździe. Nasze obawy sprawdziły się. Dojeżdżając do Lubina, zauważamy na tamtejszym dworcu ogromną ilość pał (prawie tylu, co nas). Już wtedy wiedzieliśmy, że nic w tym dniu nie uda nam się skręcić. Na dworcu gliny pakują nas do samochodów i wywożą na stadion. Niestety, nie popisali się nasi ziomale z Płocka, którzy się nie pojawili. Jednak i tak mimo tego przez cały czas dopingowaliśmy, za co brawami podziękowali nam piłkarze z Płocka. Jeśli chodzi o fanów Zagłębia to nic specjalnego. Wywiesili ze trzy flagi, nie mieli młynu, prezentowali się naprawdę mizernie. Po meczu gliny wywożą nas do jakiejś wiochy i stamtąd pod eskortą mundurowych jedziemy pociągiem do Głogowa. To chyba wszystko na temat tego wyjazdu, który był dość nudny. Nie spotkaliśmy się z kibicami Petrochemii, a i z kibicami Zagłebia nie dane nam było zmierzyć się w tym dniu.

Chrobry Fanatyk nr 4/97-98

Kryształ Stronie Śląskie – Chrobry Głogów
13.09.1997

Od samego początku ten wyjazd nie za bardzo się układał. Początkowo mieliśmy jechać dwoma busami, jednak dzień przed meczem okazało się, że te nie wypalą. Postanowiliśmy więc spróbować załatwić autokar, wiedząc jednak, że może być za późno. Nie myliliśmy się, bo i tego nie udało się załatwić. Nastąpiła obawa czy ktokolwiek pojawi się w Stroniu. Wszyscy wiedzieli, że jedziemy w sobotę o godz. 11:00, a że była już prawie 24:00, trudno byłoby kogoś zawiadomić. Jednak mimo tego, na stadionie Kryształu… pojawiliśmy się. Było nas jednak tylko siedmiu (2 z piłkarzami i 5 pociągiem), a szkoda, bo mogłoby być ok. 30. Zarówno ci fani Chrobrego, którzy jechali pociągiem, jak i ci jadący z piłkarzami nie przeżyli nic ciekawego. Na stadionie wszyscy razem byliśmy już na ok. godzinę przed meczem. Jak na razie zero tubylców. Na kilkanaście minut przed spotkaniem rozwieszamy flagi. Zauważamy także, że po drugiej stronie formuje się jakby młyn Kryształu w ok. 15 osób, jednak oprócz tego, że sobie tak stali, nic nie zrobili, mimo że nie było żadnego gliniarza. To znaczy w przerwie meczu coś tam burzyli, jednak nasza szybka reakcja i spierdalali jak dzikie zające. Szkoda, że nie mieli żadnej flagi, bo prawdopodobnie byłaby nasza. Poza tym nic ciekawego. Mecz minął spokojnie i bez większych emocji. Ogólnie wyjazd średni. Na pewno byłoby dużo ciekawiej, gdybyśmy zdołali załatwić jakiś pojazd. Wtedy zamiast 7 byłoby nas 30.

Chrobry Fanatyk nr 4/97-98