Kibicowskie wspomnienia: 16.08.1997, Kościan

W związku z tym, że przez najbliższe kilkanaście tygodni niewiele będzie się działo w sferze kibicowskiej, podobnie jak w poprzednich tego typu okresach postanowiliśmy kontynuować powracanie dla lat wcześniejszych, przedstawiając opisy wojaży innego pokolenia kibiców Chrobrego po kraju, jakie ukazywały się na łamach popularnych w tamtych czasach zinów. Teraz zapraszamy do zapoznania się z kolejnym wyjazdem w sezonie 1997/98 – do Kościana na tamtejszą Obrę, gdzie stawiło się 100 fanatyków MZKS-u. W kolejnej odsłonie naszego cyklu opowiadań przedstawimy eskapadę do Dzierżoniowa. Wszystkie te, które przybliżaliśmy do tej pory, można przejrzeć tu.

OBRA KOŚCIAN – CHROBRY GŁOGÓW
SOBOTA, 16.08.1997

O kibicach Obry Kościan wiedzieliśmy bardzo mało. Wiadome nam było, że są tam fani Lecha Poznań. Jechaliśmy więc na ten wyjazd z nadzieję, że wydarzą się jakieś atrakcje. Na mecz wybraliśmy się pociągiem. Na dworcu w Głogowie w dniu meczu zebrało się ok. 90 fanów Chrobrego. Przyznać trzeba, że liczba ta zaskoczyła wielu z nas. Liczyliśmy na 4, 5 dych, jednak 90 osób nikt się nie spodziewał. Droga do Leszna (tam mieliśmy przesiadkę) minęła spokojnie. W Lesznie od razu czekał na nas pociąg do Kościana. Droga, podobnie jak do Leszna (oczywiście cały czas jedziemy bez biletów), minęła spokojnie. W miejscu naszego postoju jesteśmy na ok. 1.5 godziny przed meczem i ze śpiewem na ustach ruszamy na miasto. Jak na razie jesteśmy zadowoleni, bo nie zauważono żadnych pał. Gliniarze podjechali do nas dopiero po kilkunastu minutach. Po drodze nie zauważamy żadnych tubylców. Podchodząc pod stadion, dowiadujemy się, że trzeba kupić bilety. Jednak na razie daliśmy sobie z tym spokój, a że do meczu pozostało jeszcze trochę czasu, postanowiliśmy przejść się do kawiarni klubowej. Tam ktoś z nas wpadł na niezbyt mądry pomysł, aby zrzucić się na bilety. Jednak nie wszyscy na to poszli i zyskali, gdyż zarówno ci, co dali kasę, jak i ci, którzy jej nie dali, znaleźli się na stadionie, który jak na III-ligowe warunki prezentował się bardzo dobrze. Od razu po wejściu na stadion czujemy się jak u siebie, chodząc sobie w barwach po całym obiekcie. Tubylcy za mocno nie burzyli, choć można było zauważyć, że za bardzo to nas tam nie lubią.
Mimo, że do rozpoczęcia meczu pozostawało jeszcze tylko kilka minut, nie zauważono żadnego szalikowca. Jest jednak ochrona. Ta sama, która była w Grodzisku. Tym razem byli dużo odważniejsi, gdyż mieli ze sobą policję, która zachowywała się bardzo prowokacyjnie.
My cały czas chodzimy grupkami po stadionie starając się kogoś wyczaić, jednak nie udaje się.
Do naszego sektora dochodzą jeszcze goście, którzy przyjechali samochodami. Tak więc było nas wszystkich ok. 100. Od początku meczu koncentrujemy się na dopingu, który podczas całego meczu był naprawdę głośny.
Jeśli chodzi o kiboli Obry, to dopiero pod koniec pierwszej połowy wywieszają dwie swoje flagi, po które w przerwie meczu próbujemy ruszyć. Niestety, atak był za mało zdecydowany.
Na naszym sektorze przez cały czas dochodzi do starć z ochroną i policją, a także do słownych wyzwisk ze zgredami z Kościana, którzy byli bardzo zadziorni.
Po meczu piłkarze podbiegają do nas i dziękują za doping. Kilkanaście minut później wypuszczają nas ze stadionu. Idąc na dworzec, zauważamy grupkę kilku palantów idących przed nami, która ciągle coś pierdoli pod naszym adresem. Nie namyślając się długo, ruszamy na nich. Pogoń za nimi trwała kilka minut. Później doszliśmy do wniosku, że wieśniaki w tym dniu biegają szybciej od nas.
Za tą całą naszą bieganinę bardzo wkurwieni byli gliniarze, którzy nie mogli doprowadzić nas do porządku. Dochodzi do szarpaniny, Mendy próbują wyciągnąć jednego z nas. My oczywiście im to uniemożliwiamy. Po tym zajściu mendownia dostała szału. Z pianą na ustach zaczęła nas napierdalać. Kilku z nas zaliczyło na swojej twarzy buty i pięści.
Przyznać trzeba, że mundurowi byli tu górą, choć kilku z nich także oberwało. Cała ta zadymka trwała kilkanaście minut. Pały zwijają jednego od nas, lecz później go puszczają. Po wszystkim udajemy się na dworzec. Tam jeszcze obrzucamy policję kamieniami i odjeżdżamy do Leszna.
Tu znowu przesiadka, tyle tylko, że tym razem mieliśmy czekać jeszcze ok. 30 minut. Niektórzy więc postanowili przeznaczyć ten czas na zwiedzanie okolic dworca. I już chwilę później zauważyć można było kilku bardzo przestraszonych gości, którzy wyglądem przypominali kiboli. A czy nimi byli, nie wiadomo, w każdym razie zostali pogonieni. Ci spierdalają do policji, z którą znów dochodzi do starcia. Zaczyna się krótka zadyma, po której gliny znowu zawijają jednego od nas (później jednak puszczają go). Po tym nic ciekawego już się nie wydarzyło. W Głogowie jesteśmy ok. godz. 22:00. Ogólnie wyjazd dość udany. Straciliśmy mało kasy, bawiliśmy się fajnie, doszło do kilku starć. Jedyny mankament tego wyjazdu to oczywiście wynik.
Jeśli chodzi o kibiców Obry, to po prostu dla nas nie istnieją. Jedyne, jakie zrobili na nas wrażenie, to jeden gość (chociaż nie wiadomo czy był to kibic), który w momencie, gdy gliny nas napierdalały, wstawił się za nami i lekko uszkodził jednego z ochrony.

Chrobry Fanatyk nr 2/97-98

Zobacz zdjęcie z tego wyjazdu