Kibicowskie wspomnienia: 30.08.1997, Oława

Po krótkiej przerwie, po opisie wyjazdu do Dzierżoniowa na Lechię, prezentujemy kibicowską relację kolejnej eskapady w sezonie 1997/1998, tym razem do Oławy na zaprzyjaźnionego wówczas z nami Moto Jelcza. Tam pojawiło się ogółem 45 fanów Chrobrego, spośród których zdecydowaną większość miała co wspominać.

Moto Jelcz Oława – Chrobry Głogów
30.08.1997

Mecz z Moto Jelczem był dla większości z nas (prawie wszystkich) pierwszym spotkaniem bez wrogości do klubu grającego z Chrobrym. Mogliśmy na własne oczy zobaczyć jak wygląda mecz z przyjacielem.
Wyjazd do Oławy – 6:38 (mecz był o godz. 17:00) oraz pogoda (stale padał deszcz) nie zachęcały do podróży. Jednak i tak mimo to na dworcu w Głogowie zebrało się 35 kiboli Chrobrego. Przyznać trzeba, że spodziewaliśmy się więcej. Wiedzieliśmy, że z całej tej podróży najcieplej może być we Wrocławiu. Droga do tego miasta minęła spokojnie (w trakcie robimy zrzutę na kanara). Dojeżdżając do Wrocławia, każdy z nas ubezpieczył się w sprzęt bojowy (pasy, pały itp.) i z taką bronią oczekiwaliśmy z dwóch stron pociągu na kibiców Śląska. I doczekaliśmy się, tyle że najprawdopodobniej fanów Wisły Kraków, którzy jechali do Poznania na mecz z Lechem. Wiślacy pojawili się na peronie po ok. 10 minutach naszego postoju. Pierwszy raz ruszyli w ok. 20-25 osób, otworzyli drzwi i próbowali dostać się do środka. Nasza obrona była jednak zbyt mocna i zbyt zgrana, aby mogli coś zrobić. W ruch poszły śmietniki, pały, pasy… Po kilkunastu minutach starcia Krakusy opuścili pole walki. My jednak wiedzieliśmy, że to nie koniec. Nie myliliśmy się. Kilka minut później nastąpił kolejny atak. I mimo tego, że tym razem grupa atakujących powiększyła się, do nas podszedł tylko jeden gość, wyjebując szybę. Znowu zaczyna się zadyma na pały i pasy. Jeden z frajerów nieźle obrywa (ma rozjebaną całą mordę). Zadyma trwa jeszcze kilkanaście minut, po czym przyjeżdżają SOKi i doprowadzają do spokoju. Chwilę później odjeżdżamy do Oławy. Jeśli chodzi o zadymę, to trudno powiedzieć kto wygrał. Po prostu, był remis, gdyż ani my, ani oni nic nie zrobili.
Natomiast na dworcu w Oławie oczekuje na nas trzech ziomali z Moto Jelcza. Od razu zapraszają na picie, którego było bardzo dużo. Niektórzy fani Chrobrego zaliczyli tzw. zgony i przez kilka godzin nie nadawali się do niczego. Następni przesadzili trochę z zabawą, w wyniku czego rozjebaliśmy krzesło w sklepie, szybę w barze oraz na dworcu. Kibice Moto Jelcza zachowali się wtedy naprawdę super, płacąc za wszystko swoją kasą (dzięki im za to).
Jedyna rzecz, która na pewno wszystkich denerwowała to pogoda oraz dłużący się czas do meczu, który jednak umilali piciem fani Moto Jelcza.
Czuliśmy się w Oławie naprawdę super. Fani Chrobrego podzielili się na kilka grup i poszli zwiedzać miasto. Pierwsze grupki pojawiły się na stadionie już na dwie godziny przed meczem, ostatnie wchodziły tuż przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Doszli do nas także kibice, którzy przyjechali innymi pociągami. Tak więc na sektorze było nas ogólnie 45 osób. Młyn Moto Jelcza liczył ok. 25 osób.
Od początku meczu doping z obu stron. Doping, który zarówno z naszej strony, jak i oławian, był przyjacielski. W naszym sektorze od czasu do czasu dochodzi do starć z pałami, które, jak można było zauważyć, w Oławie są bardzo pojebane.
Jeśli chodzi o sam mecz to po raz pierwszy w tym sezonie mogliśmy na własne oczy zobaczyć jak Chrobry wygrywa na wyjeździe. Wynik 3:1 mówi sam za siebie. Chrobry przez cały mecz był dużo lepszy, co udokumentował trzema bramkami, z których ta ostatnia Łukasza Augustyniaka była naprawdę niezła. Powoli widać, że Łukasz staje się liderem drużyny.
Godne uwagi było także zachowanie naszych, jak i oławskich piłkarzy po meczu. Po ostatnim gwizdku nasza jedenastka podbiegła do nas, dziękując za doping, po czym ruszyła w stronę kibiców Moto także dziękując za wspaniałą atmosferę. Podobnie uczynili zawodnicy z Oławy.
Po tym wszystkim udajemy się na stację. Zanim jednak tam doszliśmy, doszło jeszcze do krótkiej zadymy z policją. W ruch poszły kamienie i kosze na śmieci. Zadyma trwała kilkanaście minut i dopiero zwiększone posiłki mundurowych uspokoiły sytuację.
Wiedzieliśmy jednak, że na tym nie koniec, bo czeka nas jeszcze przeprawa przez Wrocław. Spodziewaliśmy się, że może być dużo cieplej, gdyż możemy natknąć się na powracających z Legnicy kibiców Śląska. I tak jak w stronę do Oławy, tak i z powrotem ubezpieczyliśmy się w sprzęt bojowy. Tym razem, oprócz dużej ilości SOKów, na stacji nie spotkaliśmy nikogo. Podróż minęła więc spokojnie. W Głogowie meldujemy się ok. godz. 22:30. Tam oczekiwał na nas komitet powitalny złożony z gliniarzy, jednak w tym dniu już nic ciekawego się nie wydarzyło.
Ogólnie wyjazd dość udany. Obfitował w wiele ciekawych, a czasami zabawnych sytuacji. Dopisali zawodnicy, a także stosunku na linii Głogów – Oława bardzo się poprawiły. Na sam koniec dziękujemy kibicom Moto Jelcza za ugoszczenie nas podczas tego meczu.

Chrobry Fanatyk nr 3/97-98

Zobacz zdjęcie z tego wyjazdu