Kibicowskie wspomnienia: Chrobry – BKS Bolesławiec (1997)

Rozegrany 25 października 1997 roku mecz Chrobrego Głogów z BKS-em (wtedy Rulimpexem) Bolesławiec z trybun przy Wita Stwosza obserwowało 1000 widzów. W Głogowie pojawiła się też grupka fanów z Bolesławca, więc wydarzenia typowo sportowe (pomarańczowo-czarni wygrali 3:1) nie były jedynymi, jakie rozegrały się tego dnia.

25.10.1997: Chrobry Głogów – BKS Bolesławiec

Mecz z drużyną z Bolesławca był dla nas ważny z kilku powodów. Po pierwsze Rulimpex przed tym spotkaniem był liderem i wyprzedzał Chrobrego o 8 punktów. Nasi natomiast po przyjściu nowego trenera grali coraz lepiej, więc ten mecz, myśląc jeszcze o dogonieniu czołówki tabeli, musieli koniecznie wygrać. Drugą sprawą jest to, że bardzo mocno wierzyliśmy w przyjazd kibiców z Bolesławca. Wiedzieliśmy, że istnieje tam fan-club Zagłębia Lubin, który ostatnio jeździ i za swoją drużyną po III-ligowych boiskach. Oczekiwaliśmy spotkania z nimi, wierząc w fajną zadymę.
Jednak nasze nadzieje rozwiały się trochę, gdy na kilka dni przed meczem spotkaliśmy przypadkowo jednego z działaczy Chrobrego, który powiedział, że do klubu przyszła informacja z Bolesławca o przyjeździe kibiców tej drużyny z prośbą o zapewnienie im bezpieczeństwa. Trochę nas to zdziwiło, ale i tak postanowiliśmy, że się na nich ustawimy.
W dniu meczu różne przychodziły do nas informacje: ktoś tam słyszał, że mają przyjechać dwa autokary, ktoś inny
znowu że trzy… Na kilka godzin przed nim w umówionym wcześniej miejscu ustawiliśmy się w ok. 100 osób i oczekiwaliśmy ich
przyjazdu. Jednak już po kilkunastu minutach wiedzieliśmy. że zrobić cokolwiek będzie bardzo trudno, gdyż zauważamy jak na teren stadionu wjeżdża 6 nysek policyjnych. z których wysypują się gliny.
Na ok. 10 minut przed meczem przyjeżdża „jeden” (nie dwa ani trzy).autokar z kibicami Rulimpexu. Jest ich ok. 35-40 osób. Oczywiście próbujemy na nich ruszyć, lecz na drodze staje nam psiarnia. W ruch idą brechy i kamienie, którymi rzucamy w psiarnię (kilku mundurowych nieźle obrywa). Z czasem glin jest coraz więcej i zaczynają mieć nad nami przewagę, napierdalając kogo popadnie (zwijają jednego od nas). Kilkanaście minut później wszystko wraca do normy. Jednak na tym się nie skończyło. Cały czas padał deszcz i chcieliśmy zrobić sobie młyn pod dachem. Mendowni nie spodobał się ten pomysł, więc siłą wypychali nas do klatki. Znów doszło do szarpaniny, jednak i tym razem policja jest górą.
W młynie podczas meczu, mimo fatalnej pogody, jest nas ok. 100-120 osób. Jak już wcześniej wspomniałem siła Bolesławca to ok. 35-40 osób plus jedna flaga w barwach Zagłębia Lubin!!!
W czasie meczu przyszedł do nas jeden z kibiców, który opowiedział nam bardzo ciekawą informację. Otóż kilka godzin przed spotkaniem był samochodem wraz z kolesiami gdzieś na jakieś wiosce. Pojechali tam wyrównać prywatne sprawy z wieśniakami (mieli ze sobą sprzęt, m.in. bejsbole). Kiedy już wracali, przypadkowo natknęli się na jadący autokar z fanami Bolesławca. Oczywiście skorzystali z takiej okazji i podjeżdżając do nich co chwilę wymachiwali bejsbolami, trochę ich strasząc, a że mieli także szaliki, pokazali z kim mają do czynienia. Potem jednak dali sobie spokój. Za to spokoju nie dali sobie kibice Rulimpexu, którzy postanowili załatwić to w niezbyt honorowy sposób. Gdy nasi samochodowi ultras spokojnie podążali do Głogowa, zatrzymał ich radiowóz policyjny, od którego 30-40 metrów dalej stał autokar „hools” Bolesławca. Policjanci najpierw ich spisali, po czym kazali zgłosić się w najbliższy poniedziałek na komendę w Głogowie. Po tym całym zdarzeniu kibice gości już pod mocna eskortą jechali w stronę stadionu. Nasi natomiast, będąc w lekkim szoku (nigdy się z takim pucowaniem nie spotkali), także przyjechali na stadion, opowiadając o całym zdarzeniu.
Już na samym meczu dosyć dobry doping z naszej strony. Pierwszy raz od dłuższego czasu wspierali nas także ludzie siedzący pod dachem. Wspólny doping prezentował się nawet nieźle. Jak zwykle po spotkaniu zostaliśmy trochę przetrzymani w klatce aż do momentu wyjazdu Bolesławca.
To chyba wszystko, co można powiedzieć o całym spotkaniu. Niestety, zawiedli kibice z Bolesławca, po których, przyznać trzeba, spodziewaliśmy się czegoś innego. Należy to zrozumieć, bo są jeszcze amatorami, jeśli chodzi o sprawy kibicowskie (istnieją
dopiero od początku rundy). To znaczy mogliby coś prezentować, przecież nie od dziś są fan-clubem, jednak są f-c Zagłębia, od którego wiadomo, że nie są w stanie niczego się nauczyć.

Chrobry Fanatyk nr 8/97-98