Kibicowskie wspomnienia: Chrobry – Promień (1997)

Jak co roku, w momencie długiej przerwy między meczami, powracamy do naszego cyklu kibicowskich wspomnień. Co jakiś czas będziemy przytaczać na łamach strony przebieg tego, co działo się na Wita Stwosza i poza granicami miasta w latach 90-tych z punktu widzenia tamtejszego pokolenia fanów Chrobrego. Opisy, które w całości pochodzą z popularnych w tamtych czasach zinów, bywają humorystyczne, niekiedy kontrowersyjne, nie są więc przeznaczone dla każdego odbiorcy. Na pierwszy odstrzał idzie rozegrany w Głogowie mecz z Promieniem Żary z września 1997 roku. Ten nie był pojedynkiem bez historii, choć początkowo na taki go awizowano.

17.09.1997: Chrobry Głogów – Promień Żary

Początkowo mecz z Promieniem miał być takim samym nudnym widowiskiem jak trzy poprzednie na naszym stadionie. Nie liczyliśmy za bardzo na przyjazd fanów z Żar (była to środa), mimo to ustawiliśmy się na dwa pociągi, którymi mogli przyjechać kibice Promienia.
W pierwszym nie zanotowaliśmy żadnych podejrzanych osób, jednak to, co zobaczyliśmy w drugim pociągu, bardzo nas zdziwiło.
Po wjechaniu pociągu na peron wyszło z niego siedem osób obwieszonych flagami bez żadnego strachu, bez żadnego sprzętu. U nas konsternacja?! Byliśmy w szoku. Nie wiedzieliśmy o co tu chodzi. Jednak po kilkunastu sekundach osłupienia, gdy trochę otrząsnęliśmy się po tym widoku, podchodzimy do fanów Promienia i pytamy: co wy kurwa robicie? Oni jednak ze stoickim spokojem odpowiadają, że tak jak i my, nie lubią Zielonej Góry, więc chcą z nami zgody. Oczywiście ta wypowiedź wywołała u nas chwilę śmiechu, lecz już po chwili daliśmy im do zrozumienia, że nie mamy zamiaru z nikim robić zgody.
Wyszliśmy z nimi z dworca, wyprowadziliśmy do parku przed stadionem, a tam wykroiliśmy z barw. Nie laliśmy ich, gdyż nie miało to sensu. I tak byli dostatecznie przestraszeni. Początkowo mieliśmy wyjebać ich z miasta, lecz nikomu nie chciało się już wracać z nimi na dworzec, więc postanowiliśmy, że mogą sobie obejrzeć mecz. Tak więc tych kilku samobójców z Żar tego wyjazdu nie zaliczy do udanych.
Drugim godnym odnotowania akcentem tego meczu były zbliżające się wybory. Otóż jakiś gość (chuj wie z jakiej partii – tak naprawdę nikogo to nie interesowało) zaproponował nam dość dużo kasy za porozwieszanie kilku jego plakatów wokół stadionu. A że wyglądał na spoko faceta i dawał pieniądze, które w tym momencie bardzo by nam się przydały (zalegaliśmy jeszcze z kasą za autokar, którym jechaliśmy do Dzierżoniowa), przystaliśmy na to. W związku z tym nie mamy już długów.
Natomiast na samym meczu w naszym sektorze ok. 100 osób. Nie było nas najwięcej, mimo tego doping był w miarę dobry. Kibice z Żar siedzieli po drugiej stronie. Byli pilnowani przez kilku naszych kiboli. Nie pozwoliliśmy im iść do klatki. Nie chcieliśmy po prostu, by gliny wiedziały, że ktoś do nas przyjeżdża, bo jak na razie mundurowych na meczach jest bardzo mało i każdy z nas wierzy, że tak będzie już zawsze.

Chrobry Fanatyk nr 5/97-98