Mateusz Hałambiec wyszarpał dla nas zwycięstwo

Mecz z Ilanką Rzepin, podobnie jak spotkanie z tą samą ekipą przed dwoma laty, toczył się w strugach deszczu. Z taką jednak różnicą, że wówczas pojedynek przerwano, tu grano do końca ślizgając się po murawie i konstruując wiele przypadkowych akcji. Może tylko dlatego, że po pierwszych 45 minutach łaskawie przestała siąpić. I podobnie jak dwa lata wcześniej, o naszym zwycięstwie przesądziły ostatnie minuty. Niegdyś główką Remka Smolina, teraz przytomność Mateusza Hałambca, który najszybciej ruszył do samotnej piłki i jakoś wsadził nogę jeszcze przed interwencją bramkarza, ratuje nam skórę i powoduje, że wciąż liczymy się w walce o awans. Przed kilkoma dniami po prostu liczyliśmy się w grze, teraz można rzecz, że liczymy się niej poważnie, bardzo poważnie. Potrzebujemy jednak kolejnych potknięć rywali, musząc przy tym sami zwyciężać. Tylko… co jest trudniejsze do wykonania?

Zaczęło się dobrze dla głogowian, którzy z każdą upływającą minutą osiągali coraz większą przewagę. W dobrej sytuacji znalazł się w 8 minucie Michał Bukraba, ale z ostrzejszego kąta trafił tylko w boczną siatkę. Przez kolejne kilkanaście minut gra toczyła się w zasadzie tylko na połowie gości. Przewaga pomarańczowo-czarnych była momentami druzgocąca, ale nie przełożyło się to ani na gole, ani na klarowniejsze sytuacji. Często rządził przypadek, uderzona piłka zatrzymywała się gdzieś w strugach deszczu, trafiała nie tam, gdzie trzeba, a piłkarze ślizgając się, upadali na murawę. Z czasem mecz się bardzo wyrównał i równie często do głosu zaczęli dochodzić podopieczni Marka Kamińskiego, ale i to nie przynosiło pożądanego z ich strony efektu. Raz tylko Łukasz Zaremba został zmuszony do interwencji poprzez strzał z dystansu. Z dalszej odległości próbował także Mateusz Hałambiec, lecz futbolówka poszybowała ponad poprzeczką. Uderzenia zza pola karnego, przy takich warunkach, były szansą dla obu ekip, lecz żadna nie pozwalała na to swojemu rywalowi.

Po zmianie stron znów do ataku ruszyli głogowianie. Warto było troszeczkę zaryzykować, bo wystarczyło raptem 60 sekund, by na zegarze zrobiło się 2:0. W 54 minucie z rzutu wolnego z ponad 20 metrów idealnie przymierzył Paweł Woźniak, po którego strzale piłka znalazła szparę pomiędzy wyciągniętym Łukaszem Twarowskim a słupkiem. Z kolei dwie minuty później swoją niemoc w trzeciej lidze wreszcie przełamał Arkadiusz Sojka. Były pierwoszoligowiec bardziej efektownie uczynić tego nie mógł, bo za zamknięcie wrzutki z lewej strony… nożycami zgarnął gromkie brawa. Wydawało się, że już nic nie stanie na przeszkodzie Chrobremu, jednak ten cofnął się chyba zbyt głęboko, sporą część pola oddając Ilance. Ta boleśnie to wykorzystała. W 74 minucie piłkę do bramki wepchnął Michał Grobleny, z kolei do remisu, po stałym fragmencie gry, doprowadził Ivan Udarevic. W tej sytuacji Łukasz Zaremba w zasadzie ani drgnął. Gdzieś tam w międzyczasie nasz goalkeeper wygrał pojedynek jeden na jeden z czarnoskórym Nnamanim, później swoich szans nie wykorzystali też głogowianie i zrobiło się gorąco, bardzo gorąco. Ilankę zdawał się satysfakcjonować remis, bo ta nie spieszyła się już z rozprowadzaniem gały, z kolei podopieczni Janusza Kubota, mając niewiele do stracenia, ponownie ruszyli do przodu. Niewiele do szczęścia zabrakło Arkowie Waszkowiakowi, który sprytnie chciał zmienić tor lotu piłki. Swojej szansy nie zaprzepaścił za to Mateusz Hałambiec. Pomocnik MZKS-u znalazł się na czystej pozycji, wychodząc zza pleców obrońców, i w sytuacji oko w oko z Twarowskim niemal wślizgiem umieścił futbolówkę w środku, po chwili długo tonąc w objęciach partnerów z zespołu.