Mateusz Machaj: w Chrobrym odbudować swoją dyspozycję

We wrześniu miną dwa lata od jego debiutu w ekstraklasie. 28 dnia tego miesiąca 2008 roku ówczesny trener poznańskiego Lecha Franciszek Smuda zdjął z boiska Roberta Lewandowskiego, obecnie nową twarz Borussii Dortmund, na końcowe minuty wpuszczając Mateusza Machaja. Pochodzący z Głogowa, obecnie 21-letni zawodnik stanął przed wielką szansą, jednak szybko musiał zejść na ziemię. Na jednym jego występie w ekstraklasie skończyło się. Jak mówi, do dziś nie wie, co zrobił źle, ale zapewnia: nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa. W tym ma mu pomóc przygoda z Chrobrym Głogów. – Zależy mi na dojściu do dawnej dyspozycji, która ostatnio gdzieś uciekła, a Chrobry wydaje się być dobrym do tego miejscem – opowiada Mateusz Machaj, którego powrót do Głogowa zaskoczył. Bardzo zaskoczył.

Czytasz ukazujące się, choćby w Internecie, komentarze na swój temat?
Raczej nie, a jak już, to bardzo rzadko.

Po tym, jak światło dziennie ujrzała informacja, że wybrałeś Chrobrego, trzecią ligę, sporo opinii to zdania w stylu „ogromny krok do tyłu tego zawodnika”. A Ty jak odbierasz podjętą przez siebie decyzję? Rzeczywiście, spory krok wstecz?
Mówi się, że czasami trzeba zrobić krok do tyłu, aby później poczynić dwa do przodu. Nie uważam jednak, abym w tym momencie cofał się aż tak bardzo. Myślę, że to się dopiero okaże. Chrobry wydaje się być dobrym miejscem na odbudowie formy. Mogę tu dobrze zagrać, przyczyniając się do tego, aby klub wreszcie wywalczył awans. Cele są jasne i wszyscy będziemy o nie walczyć od samego początku.

Grając ostatnio na wypożyczeniach, zbierałeś pochlebne opinie i w drugoligowym Turze Turek i pierwszoligowym Stilonie Gorzów. Na podstawie tego wydaje się więc, że mogłeś spokojnie funkcjonować w wyższej klasie, wybrałeś jednak tę niższą. Ciężko zrozumieć taki wybór.
W Turze Turek często dostawałem szansę, ale już w Gorzowie grałem mało. Z perspektywy czasu dostrzegam, że to wypożyczenie było średnio trafione, bo forma uciekła. W Głogowie mam dużo większe szanse na regularne występy, a tylko poprzez systematyczną grę mogę powrócić do optymalnej dyspozycji, by w przyszłości wybić się wyżej. Do tego przecież dążę.

Po kilku latach wracasz do Głogowa. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej?
Dokładnie. W Głogowie czuję się dobrze. Jest tu spore grono znajomych, w towarzystwie których zaczynałem swoją przygodę z piłką, atmosfera dopisuje, więc jak na razie nie mogę narzekać.

Miałeś propozycje z innych, niż Chrobry klubów? Wiemy, że pojawiłeś się w Grudziądzu.
Z Olimpią Grudziądz byłem na obozie i pewnego dnia wieczorem miałem nawet złożyć podpis pod kontraktem. Niemal w ostatniej chwili przemyślałem raz jeszcze sprawę, ostatecznie wracając do Głogowa. Poza tym miałem możliwość pojechania na testy do ŁKS-u Łódź, ale nie skorzystałem z tej opcji, bo wtedy byłem już zdecydowany na grę w Głogowie. Dzwonili też z Jaroty Jarocin, Tura Turek i Bałtyku Gdynia.

Co więc zdecydowało o wybraniu oferty akurat głogowskiego klubu?
Jak wspominałem, jestem zdania, że tylko w Chrobrym mam szanse na regularne występy. Poza tym drużyna ma konkretne cele, walczymy o awans. Głogowianom ta druga liga w końcu się należy. Głogów to dość duże miasto, zainteresowanie piłką zawsze było tu spore, w dodatku stworzono tu świetne warunki do treningów. W tym miejscu musi być przynajmniej druga liga, a jeśli sam będę mógł się do tego przyczynić, to będzie mi miło.

Może także to, że w zasadzie stąd pochodzisz, że rodzina jest bardzo blisko?
To też zrobiło swoje. Tato wiele lat grał dla Chrobrego, więc ciągnie do tego miejsca.

W dość młodym wieku został ściągnięty przez Lecha. Mecze w młodzieżowej reprezentacji Polski, ocieranie się o kadrę pierwszej drużyny, teraz tylko trzecia liga, choć swego czasu trener Piotr Leśniewski z Młodej Ekstraklasy powiedział, że masz wcale nie mniejsze możliwości niż choćby Jakub Wilk, mający przecież styczność z reprezentacją Polski seniorów. Można więc odnieść wrażenie, że Twoja kariera nie przebiega tak, jak wstępnie zakładano wiążąc z Tobą spore nadzieje.
Bo tak jest. Na to składa się naprawdę wiele czynników, również tych pozaboiskowych. Często wiedziałem, że jestem dobrze dysponowany, nie gorzej niż inni zawodnicy, a jednak decyzją trenera byłem odsuwany. Niekiedy ciężko było to wszystko pojąć, zrozumieć. Ale nie poddaję się. Trzeba szybko wyjść z tego dołka, trzeba walczyć dalej, bo na pewno nie poprzestanę w dążeniu do gry na wyższym poziomie

Rozumiem, że bardzo ciężko przebić się do kadry Lecha, ale przecież byłeś tuż przy niej. Jak myślisz, dlaczego ostatecznie nie udało się?
Za trenera Smudy trenowałem z pierwszą drużyną przez cały sezon, często zasiadałem na ławce rezerwowych, dostawałem też szanse w Pucharze Ekstraklasy i Pucharze Polski. Po jednym z dobrych występów w ramach rozgrywek pucharowych, w meczu z Piastem Gliwice, otrzymałem okazję pokazania się w ekstraklasie. Byłem wtedy w gazie, czułem, że mogę zdziałać wiele. Na tym był jednak koniec i tak naprawdę po dziś dzień nie wiem czym spowodowany. Nie wiem czy była to decyzja trenera, czy może prezesów.

Jak wspominasz ten moment, gdy dostąpiłeś okazji wejścia na boisko w meczu ekstraklasy z ŁKS-em Łódź? Co prawda było to zdaje się kilkadziesiąt sekund, tylko kilkadziesiąt, ale może zrekompensowały to towarzyszącemu temu odczucia?
To było tylko kilka minut, ale jednak wielkie przeżycie. Od początku marzyłem o debiucie, więc w momencie wyjścia na boisku czułem się spełniony, że ciężką pracą doszedłem do czegoś.

Najchętniej wspominana do tej pory chwila?
Zdecydowanie tak. Cenię sobie także załapanie się na ławkę rezerwowych na mecz Pucharu UEFA z Austrią Wiedeń w Poznaniu, który miał dramatyczny przebieg, a o wszystkim przesądził gol Rafała Morawskiego w doliczonym czasie gry.

Nigdy głowa się nie zagotowała się w chwili, gdy kadrę pierwszej ekipy miałaś prawie jak na wyciągnięcie ręki? Pytam, bo problem zbyt szybkiego uwierzenia w swoje możliwości u młodych piłkarzy jest dość powszechny. To jak z tą przysłowiową sodówką było u Ciebie?
Nigdy nie miałem z tym problemów. Cieszyłem się z występu w ekstraklasie, wiedziałem, że stoją przed wielką szansą, ale z drugiej jednak strony zdawałem sobie sprawę z tego, że to nie jest nic wielkiego, bo przecież dziś w ekstraklasie debiutuje wielu młodych chłopaków. Mi nie udało się zagościć tam na dłużej, ale nie składam broni i nadal będę uparcie dążył do swego.

Jakie wrażenia, odczucia po pierwszych kilkunastu dniach pobytu w Chrobrym, jeśli chodzi o treningi, klub, kolegów?
Jest dobrze. Z częścią chłopaków znam się nie od dziś. Trenujemy bardzo ciężko, dwa razy dziennie, ale tego wymaga od nas okres przygotowawczy. Skoro mamy dobrze funkcjonować przez całe rozgrywki, to musimy odpowiednio naładować akumulatory, aby znów się nie okazało, że zabraknie jednego punktu. Musimy od samego początku łapać punkty, by oddalić od siebie rywali na bezpieczną odległość i później móc kontrolować przewagę, a nie gonić innych.

Mówisz o tym słynnym już jednym punkcie. To znaczy, że mimo bytu poza Głogowem, śledziłeś losy Chrobrego?
Nawet więcej, bo często przyjeżdżałem do Głogowa i kiedy tylko mogłem, to pojawiałem się na Chrobrym.

Twoimi mocnymi punktami jest ponoć egzekwowanie rzutów wolnych, ogólnie stałych fragmentów gry. Czy rzeczywiście w tym będziesz, masz brylować na trzecioligowych boiskach w barwach Chrobrego?
Tak naprawdę większość zdobytych przeze mnie goli to efekt stałych fragmentów. Mam nadzieję, że jeśli trener będzie na mnie stawiać i to mnie do nich wyznaczy, to uda mi się strzelić kilka bramek.

Pochodzisz z bardzo usportowionej rodziny. W piłce po dziś dzień działa tata, kopie też młodszy brat, siostra gra w piłkę ręczną. Czy więc już od małego wszystko kręciło się wokół sportu?
Tak się jakoś fajnie złożyło. Wszyscy mamy to chyba w genach, bo to nie jest tak, że ktoś nam kazał czy kierował w stronę sportu. Zamiłowanie do niego wychodziło z samego siebie. Sport to jest to, co kochamy i robimy z wielką przyjemnością. To nawet nie jest dodatek do życia, bo piłka zawsze była i będzie na pierwszym miejscu.

Grając w Poznaniu, Słubicach, Turku czy Gorzowie nie mogłeś liczyć na silne wsparcie swojej rodziny. W Głogowie będzie zapewne inaczej, co zresztą już widać, choćby przy okazji sparingów. No właśnie, kto spośród bliskich najbardziej angażuje się w Twoją pasję, kto najbardziej kibicuje?
Bardzo wspierają mnie rodzice. W karierze zdarzają się różne momenty. Nie zawsze było z górki, przytrafiały się trudniejsze momenty, dylematy i nawet jeśli nie miałem okazji porozmawiać o nich z nimi na żywo, to robiliśmy to przez telefon. W Poznaniu miałem przy sobie młodszego brata i też staraliśmy się trzymać blisko siebie. Od pewnego czasu jest dziewczyna, z którą mieszkam, wkrótce pewnie narzeczona, która też dodaje mi wiele otuchy. I na nią zawsze mogą liczyć.

A jak to było z Twoim młodszym bratem – Ty pociągnąłeś go do Chrobrego za sobą czy może odwrotnie?
To były zupełnie niepowiązane ze sobą sytuacje. Ja otrzymałem telefon od trenera Kubota, który mówił, że widzi mnie w zespole. Brat z kolei nie był związany z Lechem żadnym z kontraktem. Uczył się tam, ale popadł w pewien konflikt ze szkoleniowcem. Grał bardzo rzadko i też nie wiadomo czym to było spowodowane. Może tym, że to ja odwróciłem się od Lecha. Postanowił więc usilnie zmienić miejsce. W grę wchodziło Zagłębie Lubin, ale wybrał bliskość miejsca zamieszkania.