Na wyjazdach jednak bez zmian

Drugiej porażki w sezonie doznali piłkarze Chrobrego Głogów. W 7 kolejce trzeciej ligi nie sprostali na wyjeździe Ilance Rzepin, przegrywając z nią 1:2. Katem pomarańczowo-czarnych okazał się Nigeryjczyk Christian Nnamani, czołowy strzelec rywali w poprzednim sezonie. Nie porażka martwi jednak najbardziej, a wciąż utrzymująca się, dająca o sobie znać co jakiś czas słaba, wyjazdowa tendencja w wykonaniu Chrobrego.

Wielokrotnie przekonywaliśmy się, że gdy Chrobry jako pierwszy szybko zdobędzie bramkę, ma już z górki. Jeśli długo nie może przełamać obrony rywali, z każdą upływającą minutą robi się coraz bardziej gorąco. Z kolei jeśli sam zaczyna od stanu 0:1, najczęściej w tym momencie jest już pozamiatane. W Rzepinie dwa celne uderzenia Ilanki to od razu dwa gole. Gracze Chrobrego z początkiem zdawali się być myślami gdzie indziej, bo najwięcej pretensji o te bramki mogą mieć do samych siebie. Już w 5 minucie Christian Nnamani skorzystał z tego, że głogowianie zlekceważyli piłkę i płaskim uderzeniem przy słupku, z kilkunastu metrów pokonał Łukasza Zarembę, choć nie można powiedzieć, że goalkeeper MZKS-u pozostał przy tym bez szans. W 26 minucie było już 2:0. Ktoś z głębi pola odegrał do Zaremby, ten co prawda ruszył do przodu, ale szybki Nigeryjczyk był pierwszym, który dotknął futbolówki i po chwili pozostawało mu już tylko wpakować ją do pustej bramki. W tej części pomarańczowo-czarni nie potrafili zagrozić gospodarzom po składniejszej akcji. Strzał Mateusza Machaja z rzutu wolnego z ponad 30 metrów wylądował na górnej części poprzeczki, zaś uderzeniu z dystansu z ok. 20 metrów w wykonaniu Mateusza Hałambca niewiele zabrakło do szczęścia. Spróbował też Konrad Kaczmarek, ale i w jego przypadku precyzja nie była idealna. Dopiero w 44 minucie wrzutkę Machaja z prawej strony wykończył głową nabiegający na dalszy słupek Krzysztof Kotlarski.

Drugie 45 minut to spora przewaga podopiecznych Janusza Kubota. Ilanka grała tylko z kontry, ale jednak mądrze. Chrobry – bez pomysłu, w jaki sposób można sforsować jej obronę. Akcje się nie kleiły. Całkowicie. Dopiero w końcówce strzał Macieja Kononowicza z ostrzejszego kąta poza linię końcową sparował Michał Augustyn. Poza tym bez ładu i bez składu. Najdobitniej ukazały to ostatnie minuty, gdy głogowianie, nie wiedząc co zrobić z futbolówką, parokrotnie wycofywali ją do Zaremby, a w tym momencie przecież każda sekunda była na wagę złota. W końcu nawet bramkarz MZKS-u popędził w pole karne gospodarzy. Doszło do sytuacji, że odebrał jednemu z obrońcy piłkę, drugiego zostawił za plecami, ale i tak akcja została spisana na straty.