Nie tracimy wiary

Kolejka 29 – 09.06.2007

0:2
Chrobry Głogów 0:2 (0:1) GKS Katowice

0:1 Markowski 42′
0:2 Jaromin 86′

Chrobry: Cuper – Sybis, Papuszka, Smolin ( 58′ Niedźwiedź), Nitkiewicz, Milkowski ( 62′ Pieniążek), Kwiatkowski ( 46′ Soboń), Trznadel, Plewko, Szuszkiewicz, Druciak ( 46′ Węglarz)

Żółte kartki (Chrobry): Plewko, Druciak, Smolin, Trznadel, Papuszka

Czerwone kartki:

Sędzia: Michał Leśniewski (Poznań)

Widzów: 400 (gości 7 – zakaz)

Kolejka 29 – 09.06.2007

0:2

Chrobry Głogów 0:2 (0:1) GKS Katowice

0:1 Markowski 42′
0:2 Jaromin 86′

Chrobry: Cuper – Sybis, Papuszka, Smolin ( 58′ Niedźwiedź), Nitkiewicz, Milkowski ( 62′ Pieniążek), Kwiatkowski ( 46′ Soboń), Trznadel, Plewko, Szuszkiewicz, Druciak ( 46′ Węglarz)

Żółte kartki (Chrobry): Plewko, Druciak, Smolin, Trznadel, Papuszka

Czerwone kartki:

Sędzia: Michał Leśniewski (Poznań)

Widzów: 400 (gości 7 – zakaz)

Jeśli ktoś spodziewał się niezwykle porywającego widowiska – srogo się zawiódł. Dominowała walka w każdym calu, co przełożyło się na to, że sytuacji pod bramką zarówno jednej, jak i drugiej strony zobaczyliśmy jak na lekarstwo.

Obie strony podeszły do meczu z należytym respektem do przeciwnika. Żadna, będąc świadoma powagi spotkania, nie zamierzała zrobić tego o jednego kroku za dużo w swoich ofensywnych poczynaniach, by później nie żałować śmiałej decyzji. Wyjątkiem była sytuacja z 2. minuty, kiedy to Druciak dograł do wbiegającego w pole karne Trznadla, jednak ten ostatni uderzył obok słupka. Padający wcześniej deszcz sprawił, że na boisku nie grało się przesadnie łatwo, a śliska piłka była utrudnieniem dla obu bramkarzy. Nic więc dziwnego, że to często starano się wykorzystać, strzelając z dystansu. Szczęścia próbował Milkowski i Kwiatkowski, ale w obu przypadkach te nie dopisało. Bliżej swego byli przyjezdni. W 27. minucie Jaromin egzekwował rzut wolny zza pola karnego, a uderzona przez niego futbolówka sprawiła niemałe problemy Cuperowi – ten niefortunnie wybił ją obok siebie, do piłki momentalnie podbiegł inny gracz GKS-u, któremu oddanie precyzyjnego strzału uniemożliwił ostry kąt i koniec końców akcję przerwali nasi defensorzy. Bardzo do tej pory senne zawody ożywiły się dopiero w końcowych elementach pierwszej odsłony. Wówczas do głosu wyraźnie doszli katowiczanie, w odstępie zaledwie kilku minut stwarzając sobie trzy dogodne okazje. W pierwszej uratował nas słupek po dośrodkowaniu Kopańskiego i główce Paski z najbliższej odległości, w drugiej obrońca Chrobrego, który uniemożliwił precyzyjne oddanie strzału groźnie wbiegającemu w pole karne piłkarzowi GieKSy, jednak sprawdziło się stare porzekadło, że do trzech razy sztuka. Dokładnie w 42. minucie Markowski pokonał Cupera mocno uderzając z rzutu wolnego. Gorąco były jeszcze tuż przed gwizdkiem kończącym tę część zawodów, kiedy to nieskutecznie interweniującego na linii pola karnego głogowskiego golkipera minął zawodnik z Katowic, lecz z ostrego kąta strzelił obok w zasadzie pustej bramki.

II połowy tak samo nie można nazwać fenomenem, z taką jednak różnicą, ze przewagę mieli gospodarze. Szkoda, iż ta ograniczyła się tylko do posiadania piłki. Zapędy na bramkę Gorczycy zazwyczaj były skutecznie rozbijane przez rywali jeszcze przed polem karnym, a nawet jeśli nie – momentami głupimi wręcz stratami popisywali się piłkarze Chrobrego. W 63. minucie do dośrodkowania z prawej strony najwyżej wyskoczył Milkowski, jednak golkiper GKS-u ledwo, bo ledwo, ale zdołał wybić piłkę poza linię końcową. Później jeszcze dyspozycję Gorczycy udało się sprawdzić Soboniowi, który uderzył mocno zza pola karnego, ale i tym razem golkiper przyjezdnych górą, choć bronił szczęśliwie na raty. Wszelkie starania głogowian „zabiła” 86. minuta. Wówczas kolejny rzut wolny z podobnej co wcześniej odległości i kolejna bramka – tym razem autorstwa Jaromina. Cuper nie miał szans wobec potężnego uderzenie gracza z Katowic. „Pomarańczowo-czarni” co prawda dalej dążyli do swego, ale trudno o jakieś efekty, skoro gdzieś tam świadomość podpowiada, że to już po meczu…

GKS Katowice jest pierwszą ekipą, która tej wiosny zabiera nam komplet trzech punktów. Nie pozbawia nas jednak nadziei na to, że w przyszłym sezonie dalej będziemy gościć wśród pozostałych III-ligowców. Mecz w sobotnie popołudnie na pewno nie zapadnie w pamięci i to nie tylko za sprawą samego wyniku. Na boisku nie działo się właściwie nic, co mogłoby wzbudzić jakiekolwiek emocje, a nieliczne sytuacje nie są w stanie tego zrekompensować. Zdecydowanie mecz walki bez wskazania na którąś ze stron. Biorąc pod uwagę całe 90 minut, pojedynek był bardzo wyrównany, a już na pewno nie było widać różnicy pomiędzy pozycjami w tabeli. Po prostu, wygrali ci, którzy mieli więcej szczęścia tego dnia. O spotkaniu z GieKSą należy zapomnieć, bowiem przed nami kolejne z cyklu „o wszystko”. Tym razem już naprawdę o wszystko…