Pawlak: Prawdopodobnie podam się do dymisji

Od dłuższego czasu prezes naszego klubu, Henryk Pawlak, jest rozchwytywany przez lokalne media. Wszystko za sprawą zbliżającej się wielkimi krokami soboty 6. stycznia. W wywiadzie dla Słowa Sportowego rozlicza się ze swojej pracy dla klubu, dostrzegając jej pozytywne aspekty, rozlicza piłkarzy, i przynajmniej w tej kwestii trudno się częściowo nie zgodzić.

Nowy prezydent Głogowa mówił niedawno na łamach prasy, że zarządowi Chrobrego przydałoby się wzmocnienie. Co pan na to?
– Z jednej strony bardzo się ucieszyłem, a z drugiej mam żal do nowo wybranych władz, że mówią to w prasie, a na razie nie mają czasu, żeby się z nami spotkać. Od czasu wyborów próbujemy się skontaktować z prezydentem, ale cały czas słyszymy, że jest zajęty. Rozumiem, że ma teraz natłok obowiązków, ale skoro wypowiada się na temat klubu, to chętnie bym poznał jego zdanie w całości, a nie tylko wyrywkowo. Miasto jest naszym głównym sponsorem, dlatego chcemy ustalić warunki dalszej współpracy. Niestety, na razie nie jest nam to dane. Spróbujemy załatwić to przez pana Sienkiewicza, który jest w zarządzie Chrobrego, a jednocześnie jest przewodniczącym komisji rewizyjnej w radzie miasta. Czasy się zmieniają, bo kiedy byłem radnym, to takie spotkanie można było załatwić po jednym telefonie.

Jest pan już przygotowany na odparcie ataku, który ma nastąpić na zjeździe 6 stycznia?

– Nikt nie jest przyspawany do stołka. Niektórym się wydaje, że w związku tym, że jestem prezesem, czerpię niewiadomo jakie profity. Tymczasem to jest funkcja społeczna. Od wyborów samorządowych w klubie dzieją się dziwne rzeczy i nic mnie już nie zaskoczy. Skoro nagle obserwujemy napływ nowych członków klubu, to wiadomo, że dzieje się tak, żeby mogli wziąć udział w zebraniu i odwołać zarząd. Są też inne śmieszne fakty. Nikt nie domaga się żadnego sprawozdania i przedstawienia sytuacji finansowej klubu. Wszyscy żądają tylko zmiany władzy. Widać wyraźnie, że polityka wchodzi do naszego klubu, a to niestety nic dobrego nie wróży. Wszystko musi się kiedyś skończyć. Wiem o tym doskonale, dlatego najprawdopodobniej podam się do dymisji i nie pozwolę na to, żeby rozliczał mnie ktoś, kto zapisał się do klubu tylko dlatego, że zmieniły się wiatry w lokalnej polityce.

Jak pan ocenia dotychczasową pracę w zarządzie Chrobrego?

– Obejmowałem klub w bardzo ciężkiej sytuacji. Przez te wszystkie lata udało nam się doprowadzić do stabilności finansowej. Nie jest to oczywiście jeszcze eldorado, ale zablokowaliśmy zapaść finansową i dalsze zadłużanie. Mamy wreszcie porządek w papierach i nie boję się żadnej kontroli. Myślę, że inaczej byłbym oceniany, gdyby wyniki sportowe były lepsze i zespół nie bronił się przed spadkiem. Niestety tak nie jest, choć trochę przykro, że nie docenia się pracy, jaką włożyliśmy w ratowanie klubu.

Czy żałuje pan jakiejś swojej decyzji?

– Nie patrzyłbym na to w ten sposób. Czasami jest mi szkoda, że do zarządu weszło mało osób, które mają Chrobrego i sport w sercu. Wiem, że to tylko funkcja społeczna, ale przecież mamy do czynienia z dorosłymi ludźmi. Skoro ktoś decyduje się na pracę dla dobra klubu, nie może potem tłumaczyć się brakiem czasu i obowiązkami klubowymi. Jeśli tak, to po co przystępował do pracy? Są również mniej przyjemne wspomnienia, ale nawet po spadku do IV ligi udało nam się podnieść, dlatego uważam, że bilans jest dodatni.

Kibice uważają inaczej.

– Teraz wiem, że płacę cenę za to, że nie chowam głowy w piasek. Mówię to, co myślę i uważam, że tak trzeba. Nie znam się na dziwnych gierkach. Przed sezonem powiedziałem, że Chrobrego nie stać na II ligę. Powiedziałem prawdę, ale zaraz pojawiły się głosy, że nie chcę awansu i rzucam zawodnikom kłody pod nogi. Tymczasem jestem realistą. Nie można się porywać z motyką na słońce. Możemy wejść do II ligi, ale co dalej? Nie mamy na to ani zaplecza finansowego, ani sportowego, ani nawet organizacyjnego. Czy ktoś przy zdrowych zmysłach myśli, że dwie osoby zatrudnione w klubie utrzymałyby II ligę dla naszego miasta? Stałem na stanowisku, żeby spokojnie budować coś od początku. Lepiej mieć solidnego III-ligowca, niż być chłopcem do bicia w II lidze i pełnić rolę dostarczyciela punktów. Nie wszyscy to rozumieją. Najprościej jest myśleć sercem zamiast głową, tyle że z tego nic dobrego nie będzie. Chciałbym jednak kibiców pochwalić, bo wspólnie doprowadziliśmy do tego, że na nasz stadion wreszcie przychodzą rodziny z dziećmi, co jeszcze niedawno było nie do pomyślenia. Praktycznie nie ma już rozrób i za to jestem naszym fanom wdzięczny.

Osobna sprawa to piłkarze. Wygląda na to, że ciężko im się uderzyć we własne piersi?

– Na kilku spotkaniach już na ten temat rozmawialiśmy. Powiedziałem im: czas brać się do roboty, bo na razie jest źle. Najpierw winne były odżywki, potem trener. W międzyczasie pojawiły się opinie, że są przetrenowani, a potem niedotrenowani. Szkoda słów, a ręce same opadają. Trener Drożdż chce zrobić z tym porządek i dostał od nas zielone światło. Atmosfera w klubie jest teraz nerwowa, ale sami zawodnicy są jedną z przyczyn. Teraz szkoleniowiec chce się z kilkoma pożegnać i piłkarze zaczynają się bronić. Ja ich nawet rozumiem, bo pieniążki każdemu się przydadzą, zwłaszcza tak lekko zarobione jak w kilku przypadkach piłkarzy Chrobrego. Nic się jednak nie dzieje bez przyczyny.

Niektórzy wciąż nie mogą zrozumieć, dlaczego udało się Miedzi Legnica, a Chrobry stacza się w IV-ligową szarość?

– Wiem, że są takie opinie, ale już przed sezonem mówiłem, że nie zazdroszczę legniczanom. Jeśli będzie tak, że przegrają sprawę z ZUS-em, a wszystko na to wskazuje, to będą w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Nie chcę snuć tu czarnowidztwa, ale były już zespoły, które wchodziły do II ligi, a potem szybko z niej spadały i miały problemy z funkcjonowaniem. Dlatego jeszcze raz powtarzam, że trzeba być realistą. Spadliśmy do IV ligi, ale udało nam się zahamować proces rozkładu klubu i szybko wróciliśmy do wyższej klasy rozgrywkowej.

Jakie są nowe wyzwania przed głogowskim klubem?

– Przede wszystkim trzeba uregulować sprawy z Izbą Skarbową. Odbyliśmy już tam kilka rozmów i wydaje mi się, że jest szansa na pozytywne rozwiązanie. Jest dobra wola współpracy, a to bardzo ważne, bo to jest w tej chwili nasz główny wierzyciel. Cały czas trwają też prace remontowe na stadionie i na boisku. Trzeba je dokończyć. To dwie najważniejsze sprawy.

Czego panu życzyć w nowym roku?

– Przede wszystkim spokoju. Nie wiem, czy w nowy rok Chrobry wejdzie pod nowym kierownictwem, ale cały czas pytam, gdzie byli ci ludzie, kiedy było z nami źle? Może byli zajęci, ale jak teraz chcą znaleźć czas, by pomóc klubowi? To trochę tak, jak w tym powiedzeniu: Boże chroń mnie przed przyjaciółmi, bo z wrogami poradzę sobie sam…

źródło: Słowo Sportowe