Pierwszą połowę oddali bez walki

Dla głogowskiego kibica piłki nożnej sobota była takim czarnym dniem polskiego sportu. Stadion przy Wita Stwosza opuszczał z markotną miną, ale nadzieją, że reprezentacja Polski poprawi nastroje. A ta jeszcze bardziej dobiła…
W meczu z Pogonią na trybunach zasiedli kontuzjowany Konrad Węglarz (czeka go jeszcze ok. 3-tygodniwa absencja) i chory Jarosław Gad. Sami wiedzieliśmy, że Pogoń jest zupełnie inną drużyną, od tej z jesieni, a tym bardziej od tej, z którą jeszcze w czerwcu 2008 roku wygrywaliśmy 4:0. Ale kto by pomyślał, że w pierwszej połowie to głogowianie będą całkowicie nie tym zespołem, który zdobywał punkty w Lubinie czy nawet poprzednich spotkaniach.

  • GALERIA ZDJĘĆ ZE SPOTKANIA
  • Dla głogowskiego kibica piłki nożnej sobota była takim czarnym dniem polskiego sportu. Stadion przy Wita Stwosza opuszczał z markotną miną, ale nadzieją, że reprezentacja Polski poprawi nastroje. A ta jeszcze bardziej dobiła…
    W meczu z Pogonią na trybunach zasiedli kontuzjowany Konrad Węglarz (czeka go jeszcze ok. 3-tygodniwa absencja) i chory Jarosław Gad. Sami wiedzieliśmy, że Pogoń jest zupełnie inną drużyną, od tej z jesieni, a tym bardziej od tej, z którą jeszcze w czerwcu 2008 roku wygrywaliśmy 4:0. Ale kto by pomyślał, że w pierwszej połowie to głogowianie będą całkowicie nie tym zespołem, który zdobywał punkty w Lubinie czy nawet poprzednich spotkaniach.

    W pierwszych 45 minutach Chrobry stał. Nie dosłownie, ale oddał ją zupełnie bez walki. Nie kleiło się nic, a już na pewno nie stałe fragmenty gry, nad którymi pracowano przed meczem. To w 33. minucie wykorzystali przyjezdni. Po błędzie Łukasza Plewki rywale przejmują piłkę, która trafia w pole karne do nie pilnowanego Janusza Obuchanicza. Ten przymierza niemal wprost w Michała Długosza, ale piłka wtacza się do bramki bo dłoniach golkipera Chrobrego. 6 minut później mogło być 1:1, ale pierwsze uderzenie w światło bramki po stronie pomarańczowo-czarnych, którego autorem był Piotr Błauciak starający się głową posłać gałę tuż przy słupku, zatrzymuje broniący w Pogoni niespełna 18-letni Michał Hajdasz. W końcówce szczęścia z dalszej odległości szukał raz jeszcze Błauciak, ale futbolówka przeszła minimalnie obok bramki. Przyjezdni zdążyli jednak błyskawicznie odpowiedzieć. Znów we znaki mógł się dać Obuchanicz, ale tym razem Długosz popisał się bardzo dobrą interwencją. Nic więc dziwnego, że po takiej dawce marazmu w szatni Chrobrego wrzało.

    W znacznej mierze wojna urządzona przez Tomasza Trznadla przyniosła efekty, bo jego drużyna bardzo szybko stała się stroną najpierw przeważającą, a później całkowicie dominującą. Niestety, niewiele z tego wynikało. W 60. minucie w pole karne dograł Mateusz Niedźwiedź, do piłki najwyżej wyskoczył Krystian Kowalski, lecz przerzucił ją ponad poprzeczką. Dwie minuty później kolejna wrzutka przed bramkę rywala, tym razem autorstwa Łukasza Plewki, z taką jednak różnicą, że tym razem gałę pozostawiono samą sobie, więc ta… zatrzymała się na poprzeczce. Na kwadrans przed końcem z boiska za drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną wyleciał kapitan Pogoni Adam Sankiewicz. W efekcie świebodzinianie jeszcze bardziej dali się zepchnąć do defensywy, ale w dziesięciu stanowili mur nie do przejścia. Chrobry atakował, Chrobry bez przerwy wrzucał futbolówkę pod bramkę rywali, a ci robili swoje. Wybijali gdzie popadnie. W jednej sytuacji przed szansą stanął Kamil Szczęśniak, ale jego strzał z ostrego kąta został zablokowany. Na ostatnie minuty przed finalnym gwizdkiem boisko musiał opuścić Mateusz Niedźwiedź. Otrzymał żółty kartonik, ale po raz drugi w tym meczu. Głogowianie i tak postawili wszystko na jedną szalę, samego Długosza widzieliśmy nie we własnej bramce, a po drugiej stronie boiska, ale bezlitośnie bez efektów… Choć było blisko. Na strzał zza pola karnego zdecydował się Michał Bukraba, piłka zmierzała tuż pod samą poprzeczkę, wtedy jednak niebagatelną interwencją popisał się Hajdasz, przerzucając ją na rzut rożny. Chwilę później Pogoń rozpoczęła fetowanie trzeciego z rzędu zwycięstwa, a gracze Chrobrego jeszcze długo nie mogli uwierzyć w to, co się stało.