Prasa o meczu ze Stilonem

W związku z tylko częściową relacją sportową z sobotniego spotkania w Gorzowie na naszej stronie, prezentujemy sprawozdanie meczowe, jakie ukazało się w poniedziałkowym wydaniu Gazety Lubuskiej. Oczywiście należy przymróżyć oko na dziennikarskie domysły liczbowe…

Wynik jest nieco mylący, bo zanim gorzowianie zdołali strzelić gola, nie mogli znaleźć pomysłu na defensywę Chrobrego.
Gospodarze zaczęli ofensywnie i w pierwszym kwadransie trzykrotnie zagrozili bramce Sławomira Cupera, lecz szans nie wykorzystali. W 4 min, po dośrodkowaniu Arkadiusza Jarymowicza z prawego skrzydła, strzelał z woleja Maciej Malinowski, ale niezbyt precyzyjnie uderzona piłka padła łupem bramkarza. W 9 min z rzutu rożnego zagrywał Damian Szałas, ale Piotr Gajewski tylko musnął piłkę głową, zaprzepaszczając i tę szansę. W następnej akcji Łukasz Maliszewski dograł do wbiegającego w pole karne Malinowskiego, ten jednak źle złożył się do strzału i uderzył nad bramką.
Po kwadransie zaatakowali piłkarze Chrobrego, lecz doskonałej sytuacji nie wykorzystał Grzegorz Rola, który dryblując dwóch rywali, stracił piłkę. W 29 min oko w oko z bramkarzem gości znalazł się Gajewski, lecz z 7 m trafił tylko w boczną siatkę.
Druga część spotkania rozpoczęła się od ataku gości, których wspierała już dopingiem blisko stuosobowa grupa kibiców z Głogowa. W 50 min kontrę wyprowadzili jednak gorzowianie, która omal nie przyniosła im bramki. Po silnym strzale Malinowskiego i rykoszecie od obrońcy, był tylko rzut rożny. Cztery minuty później po raz drugi przed szansą stanął Rola, który minął już nawet Dawida Dłoniaka, ale sprzed linii bramkowej wybił Jarymowicz. W 67 min padł wreszcie gol długo wyczekiwany przez dwa tysiące gorzowskich kibiców. Aktywny Tomasz Ruminkiewicz wyrzucił aut wprost na głowę Malinowskiego, ten przedłużył lot piłki, a zamykający akcję Jarymowicz posłał ją z bliska do siatki. Trener gości Zbigniew Mandziejewicz utrzymywał, że jeden z jego obrońców został przy tej akcji pchnięty z tyłu, ale opolski sędzia Janusz Zalewski nie dopatrzył się faulu.
Chrobry kilka razy kontratakował, jednak bez efektu. Kwadrans przed końcem sektor szalikowców GKP (a właściwie Stilonu) zaczął już fetować zwycięstwo, rzucając za bramkę Dłoniaka serpentyny. Przez chwilę trwała też kanonada, gdy pękały niebieskie i białe baloniki, za co piłkarze odwdzięczyli się… swoją kanonadą. W 83 min zaatakował prawym skrzydłem Ruminkiewicz, silnie dośrodkował, a Malinowski piękną główką strzelił nad głową bezradnego Cupera. Pięć minut później raz jeszcze przedarł się po skrzydle Ruminkiewicz, a jego akcję ponownie sfinalizował Malinowski.

źródło: Gazeta Lubuska