Radosław Kałużny: wobec siebie jestem bardzo krytyczny

Przed kilkunastoma dniami został piłkarzem Chrobrego, o czym było dość głośno nie tylko w Głogowie, ale także w całej sportowej części Polski, a teraz szlifuje formę, by te kilkanaście miesięcy rozbratu z futbolem nie stanowiło większego problemu w trakcie rozgrywek ligowych. Sam 41-krotny reprezentant Polski jest optymistą.
– Mam za sobą dłuższy rozbrat z futbolem, więc naturalnie także pewne zaległości, ale do marca jeszcze spory kawałek czasu i myślę, że wszystko będzie dobrze – mówi najbardziej rozpoznawalna twarz Chrobrego.

Mówiło się, że ma pan troszeczkę trudny, wybuchowy charakter, a póki co, z dystansu postrzegam pana jako spokojnego, może nawet dość skromnego człowieka.
– Na mój temat napisano już wiele różnych rzeczy, a to, w jaki sposób robią to niektórzy dziennikarze, należy brać z przymróżeniem oka. Ten, kto mnie zna, najlepiej wie jakim jestem człowiekiem i niech tak zostanie.

Jakby pan określił swoją decyzję o powrocie do piłki: trudna czy jednak podjęta niejako pod wpływem chwili?
– Trudna to ona nie była na pewno. Po prostu, brakowało mi piłki i bardzo się cieszę, że mam jeszcze możliwość trochę w nią pokopać, a przy tym postresować się przy okazji meczów o stawkę.

Lubi pan ryzyko?
– Dosyć często je podejmuję, jednak są pewne granice i staram się ich nie przekraczać

Pytam, bo przecież noga może się powinąć, spaść fala krytyki, co trochę przyćmi pana dorobek piłkarski?
– Nie traktuję tego w ten sposób. Wiem co mam zrobić, co mam wykonać, czego się ode mnie wymaga. Nie zwracam jednak uwagi na to co się pisze bądź mówi. Sam najlepiej zdaję sobie sprawę z tego, kiedy jakiś mecz mi wyjdzie, a kiedy zwyczajnie go zawalę i zapewniam, że sam jestem w stosunku do siebie bardzo krytyczny.

Mówił pan, że to trener Kubot zwabił pana do Głogowa, do Chrobrego, ale jakich argumentów użył, że wielokrotny reprezentant Polski przychodzi do klubu, który wcale nie ma kolorowej sytuacji w lidze, a który występuje tak naprawdę nie w trzeciej, a w czwartej lidze?
– Najważniejszym argumentem było to, że znów będę mógł polatać za piłką. Nie trzeba było mnie specjalnie zachęcać, przekonywać.

Czyli nie robiło panu różnicy czy będzie to Chrobry czy jakiś inny klub?
– Powiem w ten sposób: miałem dużo ofert. Z trenerem Kubotem znam się jednak dosyć długo, często rozmawiamy ze sobą, a że jego filozofia i styl pracy mi odpowiadają, to jestem tutaj. I chyba właśnie to miało największy wpływ na wybór.

Dużo ofert, czyli?
– Mam na myśli niższe ligi, miałem również okazję wyjechać do Niemiec, ale dość, wystarczy tej tułaczki. Człowiek ma już te swoje paręnaście wiosenek i myślę, że pora na jakąś stabilizację.

Prowadził pan rozmowy jeszcze z jakimś klubem z regionu? Mówiło się o Górniku Wałbrzych.
– Widziałem się z obecnym trenerem Górnika, z którym swego czasu grałem w Zagłębiu Lubin. Poza tym były prowadzone wstępne rozmowy, ale też na nich się skończyło.

Długo trwały rozmowy pomiędzy klubem a panem?
– Bardzo krótko.

Były jakieś rozbieżności finansowe?
– Jak wspomniałem, jestem zadowolony z samego faktu ponownej gry, a sprawy finansowe i całą resztę zostawmy, bo to mało istotne.

Już w sierpniu widziano pana w Głogowie, na stadionie, czy więc już wtedy były jakieś przymiarki?
– Byłem przejazdem, więc odwiedziłem trenera Kubota. Spotkałem się też z włodarzami klubu, ale to były luźniejsze rozmowy.

Pamięta pan gdzie kiedyś występował pański brat, Sebastian?
– Wiem, że grał w Chrobrym, ale, o ile dobrze pamiętam, to był tylko jakiś epizod. Nie jestem za bardzo wtajemniczony, bo wtedy nie było mnie w kraju.

A co się teraz z nim dzieje?
– Obecnie mieszka w Poznaniu, zajął się tenisem.

Kończąc karierę, powiedział pan tak: „Nie było mi trudno pozostawić piłkę, bo moja rodzina potrzebuje stabilizacji. A kopać się po drugich ligach za półtora tysiąca niespecjalnie mnie interesuje.” Więc można pomyśleć, czy przyjście tutaj to nie jakiś akt desperacji z pana strony.
– To było wyrwane z kontekstu i tyczyło się pewnych osób, które niejako zmusiły do wypowiedzenia pewnych słów.

Odbył pan z zespołem kilka treningów, przeszedł badania wydolnościowe. Czy na podstawie tego jest już pan w stanie określić w którym miejscu jest, jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne.
– Mam za sobą dłuższy rozbrat z futbolem, więc naturalnie także pewne zaległości, ale do marca jeszcze spory kawałek czasu i myślę, że wszystko będzie dobrze.

A co się działo z panem w te miesiące wyłączenia się od uprawiania piłki?
– Sporo jeździłem, odnawiając przy tym kontakty.

Pół żartem, pół serio, piwko do meczu w wygodnym fotelu czy pobudka o 6 rano i godzinny trucht?
– Jeśli chodzi o piwo, to zdecydowane nie. Nie pijam takich rzeczy. Choć rzeczywiście odpoczynek od intensywnego wysiłku był dłuższy, to jednak szybko powróciłem do samodyscypliny i to jest najważniejsze.

Dokładnie wiem, co pan powiedział na pytanie o konflikt z Pawłem Woźniakiem, więc ok, może zostawmy przeszłość, ale kibiców z pewnością ciekawi to jak te sprawy wpłyną na atmosferę w szatni?
– Nie widzę tutaj żadnego problemu. To było kilkanaście lat temu. Polscy dziennikarze mają to do siebie, że po tylu latach lubią wyciągać, za przeproszeniem, gówno. Zupełnie niepotrzebnie. Z mojej strony nie ma żadnego tematu.

Czyli rękę panowie sobie podają?
– Naturalnie.

Dziękuję za rozmowę.