Sportowa złość wyładowana na Orle

Po serii niepowodzeń piłkarze Chrobrego wreszcie z kompletem punktów. Głogowianie po przyjemnej dla oka, ofensywnej grze czterokrotnie ustrzelili Orła, choć tych ciosów nie tylko mogli, co powinni zadać więcej. Wszystkie cztery bramki padły w pierwszej części gry i po dośrodkowaniach ze stałych fragmentów gry. Dzięki wygranej Chrobry przesunął się na 5. pozycję w ligowej stawce.

W sobotę nie było innej opcji, aniżeli zwycięstwo Chrobrego. Głogowscy piłkarze doskonale o tym wiedzieli, więc jeszcze przed wejściem na murawę ostro zagrzewali się do walki.
W bramce Chrobrego zadebiutował Łukasz Zaremba, a Michał Długosz nie znalazł się nawet na ławce rezerwowych. To konsekwencje jego ostatnich wpadek. Michał zdaje się być idealnym przykładem na to, że w piłce nie ma litości, a o sentymentach szybko się zapomina. Przez wiele miesięcy był pewnym i niezwykle cenionym punktem zespołu. Kilka fatalnych serii i stał się osobą pod obstrzałem krytyki. Czy dostanie jeszcze okazję do rehabilitacji?
Ponadto w ataku nie zagrał Kamil Szczęśniak. Był do dyspozycji trenera, ale bardziej w ostateczności, bo na ławie trzymało go zalecenie lekarza.

Pierwsza część to pokaz ofensywnych możliwości Chrobrego. Zaczęło się w 13. minucie. Do dośrodkowanej z rzutu rożnego piłki nie sięgnęli Kotlarski i Węglarz, ale przysłowiową kropkę nad i postawił wślizgiem Bikanov i utonął w objęciach partnerów z zespołu. W odpowiedzi do interwencji poprzez groźne uderzenie z dystansu został zmuszony Zaremba. W 30. minucie na bramkę uderzał mający przed sobą tylko Stachowicza, ale obrońcę na plecach Węglarz, jednak golkiper Orła obronił, a dobitka Kowalskiego przyniosła tylko rzut rożny. I, jak się po chwili miało okazać, drugiego gola. Krzysztof Kotlarski dostawił do wrzuconej futbolówki nogę, a ta bez kłopotów powędrowała do bramki ząbkowiczan. W 38. minucie na strzał z dalszej odległości zdecydował się Kowalski, jednak zabrakło precyzji. 60 sekund później ponownie przed dogodną, niemalże czystą sytuacji znalazł się Węglarz, ale i tym razem górą był Stachowicz. Skapitulował jednak po kolejnej minucie. Dośrodkowanie wykorzystał tym razem Błauciak, jednak nie dostawiając głowę, jak to ma miejsce najczęściej, a nogę. Już w tym momencie rezultat był dobry, ale w samej końcówce mógł stać się imponujący. Po dograniu Węglarza zza pola karnego mocno huknął Hałambiec i gdy wszyscy widzieli już gałę w siatce, ta odbiła się od spojenia słupka z poprzeczką. Dobić rywala udało się tylko Kowalskiemu. Po krótko rozegranym rzucie rożnym i dośrodkowaniu Niedźwiedzia, pomocnik Chrobrego bez zbędnego kalkulowania przymierzył, podwyższając na 4:0. W ostatniej akcji tej części gry po raz pierwszy w sezonie na listę strzelców mógł wpisać się Woźniak, lecz przy jego strzale głową z kilku metrów doskonale zachował się broniący Stachowicz.

Po zmianie stron obraz gry tylko nieznacznie uległ przeobrażeniu. Goście nie mieli już nic do stracenia, nieco śmielej zaatakowali, ale trudno było im przedrzeć się przez głogowską defensywę. A pomarańczowo-czarni nadal po swojemu, ofensywnie, ale marnując przy tym dogodne okazje. W 53. minucie świetną zespołową akcję, która zaczęła się na własnej połowie, kończyli Bikanov z Wolbaumem. Ukrainiec dograł do stojącego z tyłu Wolbauma, jednak ten strzelił niecelnie. Trzy minuty później w pole karne futbolówkę wrzucił Węglarz, ale Stachowicz ściągnął ją z głowy Bikanova. W 62. minucie po dośrodkowaniu z prawej strony Herbusia piłkę głową na dalszy słupek skierował Bikanov, ale troszeczkę się pomylił. W 68. minucie Węglarz wypuścił na czystą pozycję Niedźwiedzia, jednak od tego minimalnie szybszy okazał się golkiper przyjezdnych. Później niezwykle okazałe sytuacje marnował Konrad Węglarz. Jak choćby tą z 74. minuty, gdy pozbył się obrońcy, po chwili golkipera i uderzał na bramkę z dwójką, może trójką graczy Orła. Piłkę z samej linii wybił jeden z nich. Po tej sytuacji napastnik MZKS-u długo trzymał się za głowę. Bo choć w dotychczasowych meczach często dochodzi do strzeleckich okazji, to równie często nie może się wstrzelić. Choć usilnie chce.

Tak więc sobota kończy się dla nas udanie. Szkoda tylko tego, co później stało się w Chorzowie, gdzie grały reprezentacje Polski z Irlandią… W niedzielę 6. kolejkę zamknie mecz Ilanki z Górnikiem. My trzymamy kciuki za przebudzenie się lubuskiej ekipy, bo wówczas wyjazd do Wałbrzycha nabrałby jeszcze większego sportowego smaczku.