Święta u naszych: trujące (?) uszka w barszczu w wykonaniu „Ochmana”

Jak spędzą święta i jak będą witać nowy rok piłkarze Chrobrego? Na pierwszy odstrzał wzięliśmy Łukasza Ochmańskiego. Najpierw dzwonimy przed 13.
– O świętach? Super, mogę wam coś powiedzieć, ale, kurczę, jestem poza domem. Jak tylko wrócę, to od razu dzwonię i gadamy – zareagował entuzjastycznie.
Później to nam nie pasowało, aż w końcu zniecierpliwiony wysłał sms-a:
– Dobra, idę pobiegać. Będę ok. czwartej – czytamy.
Łukasza w końcu złapaliśmy w momencie, gdy tyle co ściągał buty. Jeszcze lekko zdyszany, ale zaczął opowiadać. Dowiedzieliśmy się między innymi, że napastnik Chrobrego lubi powojować w kuchni, ale nie ręczy, że uszka, które pomagał zmajstrować, nie będą trujące.

– Na święta zostaję w domu, w Oławie. Przez ostatnie pół roku częściej byłem w Głogowie, niż tam, więc swoim najbliższym chcę to zrekompensować poprzez obecność i przygotowania. Nienawidzę jednak ani sprzątania, ani zakupów. Nigdy nie miałem też talentu do robienia prezentów, choć zazwyczaj zaciskałem zęby, szedłem do sklepów i starałem się, aby te zawsze były nieoczekiwane. Tak naprawdę to nie one są najważniejsze. Rodzicie nauczyli mnie, że czeka się nie na upominki pod choinką, tylko na rodzinną atmosferę w dniu Wigilii, moment wspólnego podejścia do stołu, dzielenie się opłatkiem, uczestnictwo w Pasterce… Lubię za to pomóc w kuchni. Co nieco tam potrafię. Ostatnio z dziewczyną i jej mamą lepiłem moje ulubione uszka. To znaczy ogólnie wszystko zjem, ale uszka z barszczem i pierogi z kapustą jakoś tak najchętniej. Jak ktoś mi pokaże, pokieruje mną w kuchni, to jestem taki, że z zadania chcę się wywiązać jak najlepiej. Myślę więc, że nikt tymi uszkami się nie otruje (śmiech). Sam na wagę nawet nie muszą patrzeć, bo jestem szczypior. Dodatkowo, każdy z nas dostał rozpiskę z ciekawymi treningami, więc wszystko, co zjem, i tak szybko spalę. Na Sylwestra nie mam planów. Jestem uzależniony od swojej dziewczyny, a ona nie dostała na ten okres urlopu. Żaden wyjazd nie wchodzi więc w grę. Pewnie gdzieś wyjdziemy na kilka godzin, ale nie będzie to nic wielkiego. Z minionego roku jestem zadowolony. Prywatnie nic szczególnego się nie wydarzyło, ale jest dobrze. Pod względem sportowym także. Zostałem przecież królem strzelców, po raz pierwszy w karierze zmieniłem klubowe barwy, co okazało się dobrym posunięciem, obeszło się bez kontuzji. Życzyłbym sobie, aby rok 2011 nie był gorszy. I najważniejsze: abyśmy z chłopakami wywalczyli awans do drugiej ligi. Oj, działoby się wtedy.