Święta u naszych: z żoną nie ma tak łatwo

Pora na Krzysztofa Kotlarskiego i świąteczno-noworoczny okres w jego wykonaniu. Podstawowy obrońca Chrobrego zdradził nam, że niebywałą trudność sprawiają mu prezenty dla żony. – Ma swoje gusta i ciężko w nie trafić – śmieje się popularny „Kotlet”. Pozostaje więc życzyć, trzymać kciuki za to, by w tym roku szczęście nie opuściło go nawet przy świątecznej choince!

– Na święta zostaję w Lubinie. Mam tu bliskich od strony żony i swojej, więc czeka nas trochę kursów. Święta doceniam przede wszystkim za okazję do spotkań i rozmów. Liczy się przede wszystkim czas spędzony z rodziną. Do Lubina zjeżdżają też znajomi, z którymi swego czasu grało się w juniorach i bywa, że wyjdziemy gdzieś razem pokopać piłkę, a przy tym powspominać stare dzieje. Ważny jest też czas poświęcony dziecku. Wreszcie mogę się nim nacieszyć od rana do wieczora. Żona jeszcze pracuje, więc pewne obowiązki spadają na mnie, ale nie narzekam. Nie znoszę jedynie sprzątać. Za to mogę pogotować i to, co przyrządzę, chyba jest zjadliwe (śmiech). Jednak tak naprawdę idziemy na gotowe, bo przecież nie my szykujemy kolację. Co do prezentów, to największy problem stanowi obdarowanie nie dziecka tylko… żony. Dziecko jest w takim wieku, w którym lubi bajki i tym podobne rzeczy, więc każdy otrzymany podarunek sprawia mu radość. Z żoną tak łatwo już nie jest (śmiech), bo, że tak to nazwę, ma swoje gusta. Wyobraźcie sobie, jak cieszy mnie moment, w którym okazuje się, że w te gusta trafiłem. To najlepszy prezent. Tak w ogóle to mówią, że jestem specjalistą od pakowania paczek (śmiech). Z przeszłości pamiętam jedynie, że nie było aż tylu zabawek. Człowiek otrzymał pomarańczę i miał z tego radość. Czasy były zupełnie inne, ale jednak fajne. To przede wszystkim dużo więcej wspólnych spotkań. W moim przypadku podstawą na wigilijnym stole jest karp. Żona śmieje się nawet, że w tym okresie jemy go od rana do wieczora, na śniadanie, obiad i kolację. Karp jednak musi królować. Sam nigdy go nie zabijałem. W tym specjalizował się ojciec, lecz w razie potrzeby podjąłbym się zadania bez problemu. W domu mamy nawet dwie złote rybki, które zażyczyło sobie dziecko, więc ogólnie mam do nich jakiś sentyment. Na sylwestra nic konkretnego nie planujemy. Myślę, że ten wieczór spędzimy z Piotrkiem Błauciakiem i jego rodziną. Przyjaźnimy się my, przyjaźnią się nasze żony i dzieci też. Te są małe, wymagają opieki, stąd pozostaje dom. Sumując mijający rok, nie mogę narzekać. Najbardziej żal jednego punktu straty, a co za tym idzie braku awansu. To po dziś dzień odbija się czkawką. Wierzę jednak, że w czerwcu dopniemy swego i wtedy przyjdzie moment rekompensaty. Poza tym było bardzo w porządku. Zdrowie dopisywało, w dodatku cieszy mnie praca z klasami sportowymi, z naprawdę fajnym gronem osób. Realizuję się w ten sposób, tym bardziej, że to przymiarki do pracy trenera, o której bardzo poważnie myślę.