Teraz zasłużony odpoczynek

Niedzielny ogólnopolski turniej kibiców zwieńczył udany dla nas sezon 2008/2009. Ten uważamy za zamknięty. Teraz przed nami ponad miesiąc przerwy. Przez niektórych na pewno wyczekiwanej, bo wciąż nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że życie kibicowskie to nie jest mecz w sobotę, czasami w środę, w kolejną sobotę itp., a na pewno wielce zasłużonej.

Sezon rozpoczynamy od wyjazdu do Strzelec Krajeńskich. Szykujemy się bardziej niż zwykle i nie koniecznie dlatego, że to wyjazdowa inauguracja. Z Głogowa wyruszamy w sile 92 osób. Po dotarciu od razu można wyczuć typowo folklorową atmosferę, więc na obiekt wchodzimy na raz, dwa i trzy ;-). Albo jak stwierdził ktoś inny – na karnety ;-). Śpiewamy, bawimy się itd., po czym ruszamy w drogę powrotną. Jak to się zwykło mówić, teraz dopiero zaczyna się wyjazd. W tym wypadku zaczął. Cóż, było ciekawie.
Większe sprężenie ma miejsce jeszcze przy okazji wypadów do Świdnicy, Kątów Wrocławskich i Wrocławia na Wulkan, bo eskapady zaliczone kolejno w liczbach: 69 (Świdnica – środa), 80, 105, ale tej mobilizacji nie brakowało także po stronie mundurowych. O ile do eskorty na długości całej trasy zdążyliśmy przywknąć, o tyle blokowanie dojazdów na parkingi przy stacjach benzynowych to już ograniczanie pewnych praw obywatelskich. Niekiedy udawało się wyrolować tych, co zawsze, ale momentalnie sklep czynny 24h zamykano o, dajmy na to, 21:34. Bez komentarza…
Zaliczamy też Świebodzin, Kunice Żarskie, Krosno Odrzańskie i Nową Sól. Jedynie wyprawa na Dozamet w sile 124 osób jest inna, bardziej kibicowska, bo coś dzieje się nie tylko po jednej stronie trybun. Wyjazd pociągiem, co rzadko kiedy teraz się zdarza, przemarsz przez miasto, ogólnie całkiem ciekawy klimat. Mimo tego trudno zmobilizować się po raz enty z rzędu do tej samej miejscowości. Jeszcze kilka miesięcy wstecz Nową Sól odwiedzamy w ponad 200 osób, i to w piątek, ale nic to. Tam za każdym razem bawimy się świetnie.
Mecze u nas to „żenła”. Od ponad dwóch lat na stadionie odbywa się remont, który za nic w świecie nie może dobiec końca (polska myśl budowlana…), wobec czego gramy na obiekcie typowo rezerwowym z trybuną na ok. 900 miejsc. Siedzimy pośród pikników, goście mają zakaz wstępu. Czasami nie chce się nawet flagi wywiesić… Sprężamy się jednak na zakończenie. Na Promień Żary, którego w sile 21 osób wprowadzamy na sektor. U nas doping przez pełne 90 minut i oprawa z wykorzystaniem różnych akcesoriów, w tym pirotechniki. Nie rozdrabniamy się na szczegóły, bo jak się bawić to się bawić. Odpalamy co tam wlezie i dajemy piłkarzom dobre 5 minut wytchnienia.
Zanim jeszcze zaczęła się runda wiosenna, o niej przypominamy sobie poprzez wewnętrzny turniej w piłkę nożną i obecność na prezentacji wszystkich drużyn MZKS-u. Na hali wystawiamy ponad 200-osobowy młyn, bawimy się, głośno dopingujemy, prezentujemy oprawę poświęconą 900-letniej rocznicy obrony Głogowa.
No i ruszamy. Konkretnie mobilizujemy się na Lubin po własny rekord liczbowy ostatnich lat. Niestety, z powodów warunków atmosferycznych mecz odwołują. Jedziemy więc do Słubic w 116 osób. Pełen spokój i gdy jesteśmy święcie przekonani o tym, że nic w tej materii nie ma prawa ulec zmianie, na kilka km. przed Głogowem jeden z autobusów ulega wypadkowi. Wpada do rowu. Nie dachuje tylko dlatego, że opiera się na jedynym w promieniu kilkuset metrów drzewie. Ekipa z drugiego pojazdu błyskawicznie rzuca się na ratunek, jednak na szczęście nikomu nic się nie stało. Ci, co zawsze zwalają winę na nas, media łykają jak młode pelikany. Trzy dni mijają i wreszcie ten Lubin, ale to środa i już nie to samo. Mimo wszystko, mimo tym razem braku większego ciśnienia, na rezerwy Zagłębia (ale nie na Dialog Arenę) jedziemy w 234 osoby. Przyzwoita oprawa, bardzo dobry doping, świetna zabawa i atmosfera. Później tradycyjnie, jak co roku, Zielona Góra. Nie możemy się od niej odpędzić, ale jak do tej pory jeździliśmy na Lechię I, tak teraz przyszło udać się na jej rezerwy połączone z jakimś Bebetonem Nowogród Bobrzański. Nosz k*** mać… Dojeżdżamy i ani myślimy wejść do klatki. Mały sprint po tym nudnym obiekcie, po czym wracamy na swoje miejsce. W międzyczasie tych, co zawsze trochę się dwoi i troi. W ostateczności „wskazują” nam drogę do wyznaczonego sektora.
Do Ząbkowic nie jedziemy, bo Orzeł wysyła do naszego klubu pismo, że na stadionie trwa remont. Jak się okazuje w dniu meczu, nic takiego nie ma miejsca. Ani jednej wbitej łopaty. Zapytani o to działacze ząbkowickiego klubu twierdzą, że prace dobiegły końca dzień wcześniej… Bez komentarza. Sprawę opisuje nawet jedna z dolnośląskich gazet sportowych. Następnie Polkowice w 181 osób, Oleśnica w środę w sile 62 i mocne uderzenie na zakończenie. W zasadzie to coś z niczego. Do Żar na Promień udajmy się 107-osobową grupą. W trakcie meczu obustronny doping, oprawy z pirotechniką. Po końcowym gwizdku ma miejsce przybijanie „piątek” najpierw z naszymi zawodnikami, a później z fanami Promienia. W skrócie eskapadę można przedstawić tak: w obstawie jakiejś tam drogówki podjeżdżamy pod stadion, doping, zabawa w ganianego i wyjazd w obstawie dziesięciu kabaryn z Żar.
Na meczach u nas gości oczywiście brak. Kibicowsko ciut lepiej niż jesienią. Doping niemal na każdym meczu, choć czasami bardzo mizerny. W nazwijmy to młynie pośród zwykłych sympatyków różnie, czasami 50, 60, czasami 80, innym razem ponad 100 osób. Parę skromnych opraw.
Ponadto jesteśmy obecni na kilku meczach repry. Najliczniej w owianej złą sławą 😉 Bratysławie (28). Szczególnie zapamiętali nas pasażerowie jednego z tramwajów. Miło czy nie… cóż, ważne że zapamiętali ;-). A i na meczu potańczono w rytmie kankana :-).

Do zobaczenia w nowym sezonie!

Z CYKLU:

==> najliczniejsze

==> najbardziej historyczne

==> najbardziej dramatyczne 🙂

==> naj…?