Ulgowo, ale z sukcesem

Piłkarze Chrobrego wywalczyli awans do półfinału okręgowego Pucharu Polski. W nim zmierzą się ze zwycięzcą pary Zamet Przemków/Zagłębie II Lubin.
Do tej pory napłynął tylko wynik z Paszowic, gdzie Rataj uległ Miedzi II Legnica 2:3. Mecze półfinałowe zaplanowano na środę 6 maja.
Do centralnych rozgrywek droga jednak jeszcze daleka, bowiem to nie tylko dwa spotkania okręgu legnickiego, ale i czerwcowe mecze ze drużynami z okręgów: jeleniogórskiego, wałbrzyskiego i wrocławskiego.

Oba zespoły nie wystąpiły w najsilniejszych składach, ale to akurat nie powinno dziwić. Puchar Polski na tym szczeblu jest traktowany bardzo ulgowo, czasami nawet prześmiewczo. Mecz z liderem III ligi nie mógł wywołać większych emocji. I nie wywołał, co było widać po świecących pustkami trybunach.

Głogowianie załatwili sprawę w zasadzie w dwie minuty. Po upływie dwóch kwadransów Bartosz Sybis dograł do Grzegorza Kopernickiego, a ten z ostrego kąta posłał płasko bitą piłkę w kierunku bramki. Ta odbiła się jeszcze od słupka, a zaraz potem od Artura Reszczyńskiego z Górnika i zatrzepotała w siatce. Kilkadziesiąt sekund później biegnący środkiem boiska Mateusz Niedźwiedź wykorzystał bierność rywali i zdecydował się na strzał z ok. 25 metrów. Mocno uderzona futbolówka wpadła tuż obok słupka i nie dała szans na obronę ukraińskiemu golkiperowi Nazarowi Penkovetsowi. Podwyższyć mógł jeszcze Grzegorz Kopernicki, ale po zostawieniu obrońcy w tyle, w sytuacji sam na sam uderzył chyba za spokojnie, bo gała przeszła tuż obok słupka.

Druga część zaczęła się po myśli gości. W 51. minucie Pawła Łużnego minął Wojciech Jurak i zdobył kontaktowego gola. To z kolei przełożyło się na większy zapał do gry po stronie polkowiczan, ale nie potrafili poprzeć tego golami. Nawet w końcówce wielkiej dramaturgii nie było, bowiem Chrobry kontrolował sytuację na boisku. Miał nawet okazje na powiększenie swojego dorobku bramkowego, lecz Grzegorz Kopernicki raczej nie miał swojego dnia. Dwukrotnie uderzał z dogodnej pozycji, ale dwukrotnie niecelnie. Bliski szczęścia był też Łukasz Filipiak.
Nie znaczy to, że polkowiczanie nie istnieli pod bramką pomarańczowo-czarnych. Kilka razy w przeciągu tych 90 minut robiło się nerwowo, ale na posterunku stał Paweł Łużny.