W strugach deszczu

Piąte zwycięstwo z rzędu odnieśli piłkarze Chrobrego Głogów, którzy tym samym, po początkowym falstarcie, bardzo szybko powrócili na właściwe tory, mając już czteropunktową przewagę nad wiceliderem. Sobotni mecz z Motobi Kąty Wrocławskie toczył się w bardzo trudnych warunkach. Jak na złość, na chwilę przed spotkaniem słoneczną aurę na dłuższą chwilę zmieniła prawdziwa ulewa. Mimo tego, że piłka na nasiąkniętym boisku potrafiła spłatać figla, zdecydowanie lepiej operowali nią głogowianie, jak najbardziej zasłużenie pokonując gości 1:0. Mało tego, pierwsze, bardzo mokre 45 minut to chyba najlepsza połówka w wykonaniu pomarańczowo-czarnych od początku sezonu. Wreszcie to wszystko zaczyna wyglądać.

Kilkanaście minut silnych opadów wystarczyło, by na boisku utworzyły się rozległe kałuże. Wielokrotnie piłka zatrzymywała się w wodzie, a walczący o nią piłkarze ślizgali się po murawie. To spotkanie pod względem aury można przyrównać do czerwcowej rywalizacji z Ilanką Rzepin. W tak trudnych warunkach zdecydowanie lepiej odnaleźli się głogowianie. Ci zaczęli bardzo mocno, ani na moment nie odpuszczając rywalom. Futbolówka raz po razie znajdowała się w obrębie pola karnego Motobi, ale jako że piłka nie zmierzała w sposób płynny po murawie, ciężko było dociągnąć akcję do samego końca. W 22 minucie, po wrzutce Mateusza Machaja z rzutu wolnego, główkował Michał Michalec, jednak na posterunku był Karol Chwastyk. Minutę później Łukasz Ochmański wypatrzył wychodzącego na czystą pozycję Machaja, więc błyskawicznie mu odegrał, jednak rajd młodego pomocnika Chrobrego w ostatniej chwili został przerwany przez rywala. Goście znaleźli się w całkowitym cieniu pomarańczowo-czarnych. Próbowali więc tylko z kontry. Groźniej pod naszą bramką zrobiło się w 28 minucie, gdy najszybciej ruszył do przodu Damian Szczepaniak. Górą był jednak Łukasz Zaremba. 120 sekund później z prowadzenia cieszyli się gospodarze. Zaczęło się od prawej strony. Błąd popełnił Chwastyk, który zbyt pochopnie wyszedł poza pole karne. Uprzedził go Karol Fryzowicz i posłał gałę bliżej bramki. Tę podbił jeszcze gracz Motobi, ale na tyle niefortunnie, że opadała na głowę Mateusza Herbusia. Kapitan Chrobrego z najbliższej odległości postawił przysłowiową kropkę nad i. Goalkeeper z Kątów Wrocławskich zrehabilitował się chwilę później, gdy wybronił uderzenie osamotnionego w polu karnym Kaczmarka. W tej części przyjezdni jeszcze tylko raz pogrozili Zarembie. W 34 minucie na strzał z dystansu zdecydował się Adam Samiec. Interwencja głogowskiego nr 1 była tyle samo efektowna, co skuteczna.

Druga odsłona nie była już tak okazała w dążeniu do zdobycia gola przez pomarańczowo-czarnych. Więcej uwagi poświęcono obronie i chyba słusznie, bo Motobi ani razu poważnie nie doszło do głosu. Nadrabiał Chrobry, ale z kolei w jego przypadku brakowało i szczęścia, i precyzji. W 50 minucie prawą stroną popędził Fryzowicz. Zbiegł do pola karnego, lecz jego strzał, jeszcze po rykoszecie, padł łupem Chwastyka. W 64 tą samą stroną sytuację zainicjował Kaczmarek, odegrał na środek do Fryzowicza, który co prawda po drodze uwolnił się z opieki rywala, to jednak nie trafił w światło bramki. Recepty na goalkeepera Motobi nie znaleźli też szukający szczęścia poprzez uderzenie z ostrzejszego kąta Machaj i Kaczmarek. W swoim stylu, z dystansu przymierzył Hałambiec, ale i tym razem Chwastyk uratował sytuację wybiciem poza linię końcową. Precyzji brakowało też Arturowi Węsce (ponad bramką) i ponownie Fryzowiczowi (strzał w bramkarza). Za to szczęście przydałoby się Mateuszowi Niedźwiedziowi, który już w doliczonym czasie gry niemal skopiował swój wyczyn ze Świebodzina. Dwa razy trafić ten sposób to byłoby już za dużo, więc Chwastyk sparował uderzoną z woleja futbolówkę w bok.