Winni kibice…

Poniżej prezentujemy jeden z artykułów z Gazety Lubuskiej, który tyczy się obraźliwych epitetów pod adresem dwóch działaczy Szkółki Piłkarskiej, jaki znajduje się na murze jednego z przejść podziemnych w naszym mieście. Pan Dyba, o którym m.in. mowa, ma swoją teorię na ten temat.


Od kilku tygodni w przejściu podziemnym pod ul. Brama Brzostowska można przeczytać obraźliwe napisy pod adresem dwóch znanych głogowian. – Nie wiem, co mam zrobić – rozkłada ręce Robert Dyba.
„Dyba i Woźniak to ch…” – ktoś napisał dużymi, czarnymi literami na ścianie przejścia. Na innej, koło schodów, nieco mniejszymi literami, jest napisane, że obaj panowie to… „cioty”. Tak jest już od dawna. Napisy same nie znikną. Kto je wreszcie usunie?

R. Dyba i Dariusz Woźniak to działacze Szkółki Piłkarskiej w Głogowie. Szkolą zdolną młodzież, uczą ją grać w piłkę nożną. Mają osiągnięcia, bo wychowali kilku młodych reprezentantów Polski, a ich zespoły młodzieżowe zajmują czołowe miejsca w mistrzostwach Polski.

Chociaż dysponują niewielkimi pieniędzmi, niewspółmiernie mniejszymi od Chrobrego Głogów, mają… większe osiągnięcia w swojej klasie. Kto obu panów za to nie lubi? – Pewnie to kibice lub część młodych zawodników Chrobrego – przypuszcza R. Dyba. – Właściwie to część kibiców, ich niewielka grupa, którzy uważają nas za wrogów i konkurentów. Widzimy też inne przejawy ich niechęci: Ktoś na przykład non stop dewastuje naszą gablotę klubową w hali widowiskowo-sportowej.

Czy nie przeszkadzają im obraźliwe napisy, które czytają tysiące głogowian przechodzących pod ul. Brama Brzostowska? – Co możemy zrobić? – rozkładają ręce.

– Przecież nie pójdę tam i sam nie zamaluję tych napisów – mówi R. Dyba. – Oni je wymalują w innym miejscu. A w urzędzie czy innej instytucji, która zajmuje się porządkami w przejściu, głupio mi prosić.

– Zobaczymy co się da zrobić. Od razu tam wysyłam pracowników, żeby sprawdzili, czy napisy można usunąć – zapowiada kierownik rejonu dróg krajowych Henryk Śnita. Podkreśla, że na malowanie całego przejścia nie ma pieniędzy. Ściany są jednak pokryte specjalną substancją, można je myć. Ale środek chemiczny, pod którego wpływem puszczają napisy, też sporo kosztuje.

– A poza tym nie wszystko daje się zmyć – dodaje. Wspomina, jak kiedyś na drodze koło Przemkowa ktoś napisał białą farbą: kocham cię. Zakochany umieścił swoje wyznanie kilka razy, co kilkaset metrów. Drogowcy musieli je zamalować czarną farbą, ale samochody ją rozjeździły i napisy znów było widać. Zniknęły dopiero wtedy, gdy położono nową nawierzchnię.

– Przejście podziemne pod ul. Brama Brzostowska przed wakacjami było myte, ściany były czyściutkie. Ale mamy takie społeczeństwo, jakie mamy: znów są popisane – mówi H. Śnita.

źródło: Gazeta Lubuska



Nasz komentarz:
Po pierwsze – oczywiście przyznajemy, że nie jest przyjemnym uczuciem widzieć tego typu obelgi pod własnym adresem w miejscu, dzięki któremu dostrzegają je także inni. Nie przesadzalibyśmy jednak z powagą tego przecież jakże powszechnego problemu polskich ulic. Dostrzegamy także inny aspekt, ale o tym może nie tutaj. Po drugie – wydaje nam się, że słowo „kibice” akurat w tym wypadku dość dobrze interpretujemy. Po trzecie – niech pan Dyba dalej się w ten sposób domyśla, a tych wrogów na pewno będzie miał sporo. Czasami warto uprzednio ugryźć się w język, bo wydawanie negatywnych osądów przychodzi ostatnio co poniektórym zbyt łatwo. Część osób wypuści to drugim uchem, inni natomiast niekoniecznie. Jest nam przykro, że pozytywny rozgłos, jaki starają się robić wokół siebie fani Chrobrego, w znacznym stopniu jest niwelowany przez tego typu zdania twierdzące. Zdania bez jakiegokolwiek pokrycia. W tym miejscu chcielibyśmy przywołać choćby wyjazd do Legnicy sprzed ponad roku. Wyjątkową atmosferę tworzyła wówczas refleksja po śmierci Karola Wojtyły. Na krótko po tym spotkaliśmy się z pogłoskami, jakoby grupa kibiców Chrobrego rzucała w fanów gospodarzy… ławkami. Naprawdę, szkoda słów.