Wypowiedzi po meczu z Dozametem.

Oglądając mecz zza liści drzew, płotów widoczność tego, co dzieje się na boisku jest mocno ograniczona. Dopiero dość dokładna relacja w TVP 3 odsłoniła co nieco – jakże dziwną i co warto zaznaczyć, nagłą nieporadność naszych piłkarzy, śmieszne próby walki o każdy metr boiska. Nie piszemy tutaj o ogóle, lecz o pojedynczych piłkarzach, którzy w Głogowie przypisali sobie miano „gwiazd”, a którzy jeśli wierzyć zapewnieniom prezesa, pożegnają się z klubem zaraz po zakończeniu sezonu.

Wypowiedzi za: www.glogow.info.pl
Trener, Romuald Kujawa: „Wygrał zespół, który chciał wygrać ten mecz. Ja natomiast nie wiem czemu dzisiaj tak słabo zagraliśmy, szczególnie jeśli chodzi o I połowę, gdzie pozwoliliśmy sobie na wbicie aż trzech bramek. Mobilizowałem zawodników do tego, aby w dzisiejszym spotkaniu wzięli rewanż za wysoką porażkę w Nowej Soli. Przestrzegałem przed tym, że to nie będzie łatwy mecz, no ale cóż – nie potrafimy wygrywać spotkań z zespołami, które są teoretycznie słabsze od nas. Moi zawodnicy lepiej sprężają się na zespoły z górnej części tabeli. Wszyscy obrońcy i pomocnicy zaspali przy bramkach, głownie padających z lewej strony.”
Zapytany o nieobecność Henia Cackowskiego: „Cackowski pojechał na pogrzeb, także jego obecność jest usprawiedliwiona.”

Osoba, która swoim katastrofalnym błędem rozpoczęła cały cyrk, Zbigniew Smółka: „Kilka lat chyba nie grałem takiego meczu. Po prostu, trzy razy mi kopnęli i wszystko wpadło – jakieś fatum czy ręka Boga, bo co innego na wytłumaczenie… Dla mnie, czy to jest Dozamet, Bytom czy TOR – to jest III liga. Nie wiem czemu cały tydzień zawodnicy chodzili zdenerwowani, nie wiem po co ta presja, bo przyjeżdża Nowa Sól. Kto to w ogóle jest?! Wszystkie zespoły są równe i ze wszystkimi trzeba grać. Nie wiem o co tutaj chodzi, za krótko tutaj jestem, ale sie dowiem!”

Nasi piłkarze nie raz przegrywali mecz. Kiedy widzieliśmy, że robią to z honorem, otrzymywali od nas brawa i słowa wsparcia. Niestety, sobotnim spotkaniem niektórzy z nich wykazali się brakiem szacunku do nas, do ludzi przychodzących na mecz niezależnie od pogody, sytuacji (zamknięty stadion), do ludzi jeźdżących za swoją drużyną (często po kilkaste kilometrów), nie patrząc na koszta tych wyjazdów.
Niektórzy z tych pseudograjków odejdą – zapewnia prezes Pawlak. My wierzymy w jego zapewnienia, ale licząc na odejście na tzw. „zbity pysk”.
Żądamy także rozgrzebania pewnej sprawy. Czy coś wyjdzie na wierzch? Znając polskie realia, pewnie nie, ale siedząc bezczynnie z założonymi rękoma dalej będzie jak jest…