Zasłużona porażka

Kibiców Chrobrego w Jastrzębiu 28 z flagą „CHROBRY GŁOGÓW”. 1 auto (5 osób) z powodu awarii przedwcześnie kończy podróż. Dotarliśmy na ok 25 minutę spotkania. Doping z naszej strony sporadyczny, ale jak na taką liczbę – dobry.

GKS-u w młynie do 150, a do dopingu momentami włączał się cały stadion.
Po raz kolejny nie popisują się nasi piłkarze, przegrywając z jastrzębskim GKS-em 1-2. Śmiało można rzec, że jest to najniższy wymiar kary dla pomarańczowo-czarnych.
„W sumie to goście powinni wracać do Głogowa przez Częstochowę i tam pomodlić się w klastorze jasnogórskim że nie zaliczyli w Jastrzębiu swojej najwyższej III-ligowej porażki.”
Cytat pochodzący z witryny rywala jest najlepszym podsumowaniem formy, jaką podczas sobotniego spotkania prezentowali zawodnicy Chrobrego. I odsłona meczu to wręcz miażdżąca przewaga GKS-u, co udokumentowali zdobyciem dwóch bramek. Autorem obu, kolejno w 10 i 27 minucie, był Buchała. Chrobry był cieniem samego siebie, bo nie oddanie ani jednego strzału w światło bramki gospodarzy jest niewątpliwie nie lada wyczynem. Kolejne 45 minut to trochę lepsza gra w wykonaniu naszych. Poprzez „trochę” rozumieć należy umiejętność uciszenia miejscowej publiki – Rośmiarek potrzebował zaledwie kilkudziesięciu sekund od momentu gwizdku rozpoczynającego II połowę, by z najbliższej odległości skierować piłkę między słupki jastrzębskiej bramki. Kontaktowy gol z reguły powinien dodać skrzydeł, poderwać do ataku, ale nie w naszych szeregach takie „cuda”. Był to ich jedyny przebłysk w ciągu całego spotkania. Już kilka minut później futbolówkę na 11 metrze ustawiał autor poprzednich bramek, jednak Golba zdołał obronić jego strzał. W innych sytuacjach ratuje nas m.in. wewnętrzna strona słupka. Ogólnie pech przez duże „P” jastrzębskich graczy – zamiast wygrać mecz różnicą 4, 5 bramek, fundują swoim kibicom nerwy do ostatniej minuty. Niewykorzystane sytuacje jednak nie zawsze się mszczą… Chrobry starał się do końca, jednak z ich akcji, a momentami nawet pseudoakcji, większego pożytku nie było.
Pytanie tylko – czy to rywal był aż tak dobry, czy my tak słabi? Odpowiedź poznamy pewnie w najbliższym pojedynku z Dozametem.