Zdziesiątkowani

Kolejka 25 – 12.05.2007

3:2
Lechia Zielona Góra 3:2 (3:1) Chrobry Głogów

1:0 Rośmiarek 9′
2:0 Rośmiarek 26′
3:0 Drozdowicz 31′
3:1 Szuszkiewicz 45′
3:2 Milkowski 79′ (k)

Chrobry: Cuper – Papuszka, Herbuś, Sybis ( 46′ Niedźwiedź), Nitkiewicz – Kwiatkowski ( 66′ Węglarz), Trznadel, Rola ( 46′ Pieniążek), Soboń – Milkowski, Szuszkiewicz

Żółte kartki (Chrobry): Herbuś x2, Papuszka x2

Czerwone kartki: Kiliński (Lechia – za faul, 64′), Papuszka (Chrobry – za drugą żółtą, 77′), Herbuś (Chrobry – za drugą żółtą, 90′), Soboń (Chrobry – za faul, 90′)

Sędzia: Szymon Lizak (Poznań)

Widzów: 300 (gości 112)

Kolejka 25 – 12.05.2007

3:2

Lechia Zielona Góra 3:2 (3:1) Chrobry Głogów

1:0 Rośmiarek 9′
2:0 Rośmiarek 26′
3:0 Drozdowicz 31′
3:1 Szuszkiewicz 45′
3:2 Milkowski 79′ (k)

Chrobry: Cuper – Papuszka, Herbuś, Sybis ( 46′ Niedźwiedź), Nitkiewicz – Kwiatkowski ( 66′ Węglarz), Trznadel, Rola ( 46′ Pieniążek), Soboń – Milkowski, Szuszkiewicz

Żółte kartki (Chrobry): Herbuś x2, Papuszka x2

Czerwone kartki: Kiliński (Lechia – za faul, 64′), Papuszka (Chrobry – za drugą żółtą, 77′), Herbuś (Chrobry – za drugą żółtą, 90′), Soboń (Chrobry – za faul, 90′)

Sędzia: Szymon Lizak (Poznań)

Widzów: 300 (gości 112)

W Zielonej Górze pojawiło się dokładnie 112 kibiców Chrobrego. Choć liczba nie powala na kolana, to jednak na przestrzeni ostatnich kilku lat jest to nasz najliczniejszy wyjazd do „Winnego Grodu”. O ile doping z początkiem spotkania mógł się podobać, o tyle każda kolejna minuta to tendencja zniżkowa w tej kwestii, co w znaczniej mierze było podyktowane postawą naszych piłkarzy na boisku. Postawą, jakiej kompletnie się nie spodziewaliśmy.

Dla Chrobrego był to pojedynek może nie na śmierć i życie, ale na pewno o coś więcej, aniżeli tylko trzy punkty, dla Lechii – niekoniecznie. Stąd byliśmy przekonani, że „pomarańczowo-czarni” przystąpią do meczu na tyle zmotywowani, iż na boisku oglądać będziemy walkę o każdy metr boiska przez pełne 90 minut, co ostatecznie zaprocentuje. Rzeczywistość okazała się brutalna… Zamiast sprowadzić na ziemię Zieloną Górą, sami tego doświadczyliśmy. Niestety, ale otwarcie trzeba przyznać, że głogowianie w pełni na to zasłużyli.

W obronie cały czas nie możemy liczyć na kontuzjowanych Smolina, Puchalskiego oraz Zygiera, a jakby tego było mało, za nadmiar żółtych kartek pauzować musieli kolejni gracze z podstawowego składu – Plewko i Druciak. Nic to. Przecież nasi zawodnicy potrafili już udowodnić w rundzie wiosennej, że i w poważnym osłabieniu są zdolni do gry na pełnych obrotach, która jednocześnie przynosi kolejne punkty. Nie tym razem. Gospodarze, którzy ze skompletowaniem swojego pierwszorzędnego składu nie mieli najmniejszych problemów, pokazali, że ich nadzwyczaj dobra postawa w żadnym stopniu nie jest dziełem przypadku. Pokazali tak, że głogowscy kibice nawet nie zdążyli się rozgrzać, a już było w zasadzie po meczu.
Braki w głogowskiej defensywie były widoczne już od pierwszego gwizdka arbitra. Obrońcy Chrobrego kompletnie nie łapali się w akcjach gospodarzy, raz po raz doprowadzając swoją nieporadnością do groźnych, a nawet bardzo groźnych sytuacji. Po jednej z nich Jarymowicz znalazł się przed Cuperem, jednak ten sparował uderzenie rywala na rzut rożny. Ów stały fragment gry okazał się fundamentem, na którym miejscowi „zbudowali” pierwszą bramkę. Po jego wykonaniu piłka trafiła do stojącego na prawej stronie piłkarza Lechii, który popisał się świetnym dośrodkowaniem wprost na głowę Rośmiarka. Rosły napastnik zielonogórzan nie miał większych problemów z umieszczeniem piłki w siatce. „Pomarańczowo-czarni”, którym nie wychodziła nie tylko gra w obronie, ale i bardziej ofensywnych formacjach, zdołali odpowiedzieć jedynie uderzeniem Sobotnia z narożnika pola karnego, które zresztą nie znalazło drogi w światło bramki. W 26. minucie robiący wrażenie swoją grą gospodarze po raz kolejny pokazali, co znaczy dobrze przeprowadzona, a co najważniejsze wykończona, akcja. Maślenik nie napotkał zbyt wielkiego oporu w naszym polu karnym, dzięki czemu futbolówka trafiła wprost pod nogi rozpędzonego „Rośmiara”, który po raz drugi nie dał najmniejszych szans Cuperowi, a który najwidoczniej, na skutek „sympatii”, jaką darzono go w Głogowie, pojedynki z Chrobrym traktuje jak najbardziej prestiżowo. Wcześniej szczęścia próbował Szuszkiewicz, ale uderzona przez niego „gała” zmierzała wprost w ręce stojącego obecnie między słupkami zielonogórskiej, a przed kilkoma laty głogowskiej, bramki Twarowskiego. Nie zdążyliśmy ochłonąć i odpowiedzieć sobie na pytanie „co się dzieje?”, a już było w zasadzie po spektaklu. Dośrodkowanie tym razem z drugiej strony boiska znalazło czyhającego w polu karnym Drozdowicza. Przesadnie nie niepokojony przez nikogo napastnik Lechii od razu wiedział jak się zachować, a mocno uderzona piłka raz jeszcze nie dała szans na skuteczną interwencję bezradnemu Cuperowi. Kilka minut później szarżą w polu karnym przeciwnika próbował coś ugrać Milkowski, minął nawet golkipera miejscowych, ale czując na sobie oddech defensorów z Zielonej Góry przekombinował i ostatecznie jego strzał zablokował jeden z gospodarzy. Głogowianie swoją postawą dawali wyraźny sygnał, że chcą, aby ta połowa skończyła się jak najszybciej, czemu zresztą nie ma się co dziwić, a tu nagle akcja jakby z niczego, która przyniosła gol „do szatni”, gol napawający jako takim optymizmem, wreszcie gol przypominający cudowną metamorfozę Gawina i Rakowa z pamiętnych spotkań, co zmuszało, by przestać wierzyć w rzeczy niemożliwe do wykonania. Wrzuta Trznadla z prawej strony zmierzała wprost do czekającego przy długim słupku Szuszkiewicza, który dosyć lekkim strzałem sprawił, że Twarowski musiał wyciągać piłkę z własnej bramki.

W drugiej części coś drgnęło w pomarańczowo-czarnych szeregach, ale bez większego szału. Ci nie mieli nic do stracenia i powinniśmy oglądać ciągły szturm z prawdziwego zdarzenia na bramkę Twarowskiego, z kolei Lechia, w pełni usatysfakcjonowana rezultatem, mogła już tylko się bronić i rzeczywiście bardziej nastawiała się na wyprowadzanie kontrataków. Ostatecznie wychodziło tak, że przyjezdni przez większy okres czasu nie powodowali jakiegokolwiek stresu wśród rywali, a miejscowi mieli sytuacje ku temu, by jeszcze bardziej dobić głogowian. Tak było chociażby w 60. minucie, kiedy to strzelec ostatniej bramki dla Lechii mocno uderzył z okolic linii pola karnego, lecz piłka trafiła w poprzeczkę. 4 minuty później kolejny powód, by cały czas wierzyć w pomyślny dla nas finisz. Czerwoną kartką, za bezmyślny faul bez piłki, ukarany został Kiliński. I chociaż gracze Chrobrego ostatecznie zdeklasowali pod tym względem miejscowych, o czym zaraz, to jednak ich zachowanie było podyktowane zażegnaniem w ten sposób groźnych akcji gospodarzy. Co chciał osiągnąć zawodnik Lechii – doprawdy, zagadka. Mimo przewagi jednego piłkarza, „pomarańczowo-czarni” w niczym tego nie potwierdzali. A Lechia swoje… Pełna kontrola poczynań na murawie, defensywa nie do przejścia i ofensywa, która ani myślała dać odpocząć Cuperowi. Po jednej z akcji gracz zielonogórzan fatalnie przestrzela z ostrego kąta. W 77. minucie stan osobowy w obu jedenastkach został wyrównany, kiedy to Papuszka dorobił się drugiej żółtej, a w konsekwencji czerwonej, kartki. Co dziwi, dopiero wtedy Chrobry w końcu wstrzelił się w bramkę przeciwnika. Stało się to na skutek faulu obrońcy Lechii w polu karnym, co skrzętnie wychwycił sędzia główny, a podyktowaną „jedenastkę” bardzo pewnie na bramkę zamienił Milkowski. Do końca pozostawało 10 minut nadziei. Nadziei, na której ostatecznie musieliśmy poprzestać. Głogowianie w zdecydowanej mierze nastawili się ofensywne zapędy pod bramkę rywala, z których wynikało niewiele, a które z drugiej strony prokurowały groźne kontry w wykonaniu miejscowych. Przynajmniej trzy z nich spokojnie mogły zakończyć się umieszczeniem piłki w siatce, jednak za każdym razem klasę pokazywał Cuper, broniąc je w sytuacjach „sam na sam”. Trwał już doliczony czas gry, kiedy… No właśnie. Trudno o tym pisać, bo tak perfidnie niewykorzystana okazja w takim momencie z jednej strony powoduje, że ciśnienie skacze do góry, z drugiej pozostawia ogromny smutek i żal. W pole karne wbiegł Milkowski, w swoim stylu zakręcił zielonogórskimi defensorami, dzięki czemu znalazł się „oko w oko” z Twarowskim. Mógł zrobić co mu się tylko rzewnie podobało – przymierzyć technicznie w lewy róg, prawy i wówczas z całą pewnością moglibyśmy cieszyć się z remisu, a kto wie, jak potoczyła by się sytuacja dalej, bowiem sam mecz potrwał o kilka minut dłużej. Strzelił mocno wprost w golkipera. Jęk zawodu to mało powiedziane. Pojedynek dopełniła wcześniejsza, niecelna, ale jakże piękna przewrotka Pieniążka i dwie kolejne czerwone kartki dla głogowian. Najpierw drugie „żółtko” zarobił Herbuś, a po chwili Soboń, który… rękoma zatrzymał wychodzącego na czystą pozycję Drozdowicza, przez co jeszcze ważniejszy, kolejny mecz z rezerwami Zagłębia zagramy składem, przynajmniej teoretycznie wołającym o pomstę do nieba. Dobrze chociaż, że ta nie zawsze idzie w parze z praktyką.

Reasumując – zdecydowanie najsłabsze zawody w wykonaniu piłkarzy Chrobrego podczas rundy wiosennej, przypłacone zasłużoną porażką. Była walka i zaangażowanie, ale nie we wszystkich momentach, bowiem w niektórych z nich część graczy MZKS-u sprawiała wrażenie zwykłych statystów widowiska. Brak większego pomysłu na grę, przede wszystkim w ofensywie, idealnie zobrazował naszą sytuację w najbardziej wysuniętej formacji. Z kolei kompletnie gubiąca się w swoich poczynaniach obrona pokazała, jak dużo znaczy strata podstawowych defensorów. Po prostu, samymi chęciami nie zawsze da się odnieść sukces. Słabsza dyspozycja akurat tego dnia, za mocny rywal, czy zbyt duża presja, która ostatecznie wszystkich przerosła? To już najmniej ważne. Trzeba grać dalej. W zasadzie to nie tak do końca grać… Tu trzeba teraz zapieprzać! Tyle.

Tego samego dnia ślub brał nasz przyjaciel – osoba, której chyba nikomu bliżej przedstawiać nie trzeba, osoba, która przez wiele lat aktywnie działa dla kibiców i dla naszego klubu. Na jednej z ulic miasta Młodej Parze, której z tego miejsca raz jeszcze życzymy wszelkiej pomyślności na nowej drodze życia, zrobiono efektowną bramę weselną. Identyczne życzenia po raz kolejny idą w kierunku innego z naszych przyjaciół, który w związek małżeński wkraczał przed miesiącem, a któremu także towarzyszyła tak budująca oprawa. 100 LAT OBU PAROM!


Fragment dopingu prowadzonego w Zielonej Górze.

autorzy: Rabe / Fuler