Bez fajerwerków…

Kolejka 22 – 21.04.2007

0:0
Chrobry Głogów 0:0 Rozwój Katowice

Chrobry: Cuper – Plewko, Puchalski, Herbuś, Zygier, Trznadel ( 85′ Soboń), Nitkiewicz, Milkowski, Rola ( 46′ Kwiatkowski), Szuszkiewicz, Druciak ( 75′ Węglarz)

Żółte kartki (Chrobry): Trznadel, Herbuś, Kwiatkowski

Czerwone kartki:

Sędzia: Michał Leśniewski (Poznań)

Widzów: 550 (gości 0 – zakaz)

Kolejka 22 – 21.04.2007

0:0

Chrobry Głogów 0:0 Rozwój Katowice

Chrobry: Cuper – Plewko, Puchalski, Herbuś, Zygier, Trznadel ( 85′ Soboń), Nitkiewicz, Milkowski, Rola ( 46′ Kwiatkowski), Szuszkiewicz, Druciak ( 75′ Węglarz)

Żółte kartki (Chrobry): Trznadel, Herbuś, Kwiatkowski

Czerwone kartki:

Sędzia: Michał Leśniewski (Poznań)

Widzów: 550 (gości 0 – zakaz)

Dla obu stron sobotnie spotkanie było takim, w którym nic nie wychodziło. Przez całe 90 minut wiało nudą i w zasadzie w ogóle nie zanosiło się na to, aby któraś z ekip wpakowała piłkę do siatki. Remis z jednej strony cieszy, z drugiej niekoniecznie… Cieszy, bo przecież nie graliśmy z drużyną do bicia, a sami jeszcze wcale nie tak dawno temu za taką uchodziliśmy. Cieszy, bowiem większość ligowych rywali zagrała „dla nas”, dzięki czemu nawet ten skromny punkcik przybliżył nas do pierwszej „dziesiątki”. Żałować należy jednak, że to „oczko” nie zostało pomnożone przez 3. Gdyby tak właśnie się stało, do Jastrzębia na arcytrudny mecz z GKS-em udawalibyśmy się w luksusowej wręcz sytuacji. Ale nic to, walczymy dalej.

Początek spotkania już bardziej senny być nie mógł. Najlepszym tego dowodem jest fakt, że dopiero pod koniec drugiego kwadransu… padł pierwszy strzał zmierzający w światło bramki. I to jaki! Nieco anemiczne uderzenie zza pola karnego zawodnika gości bez najmniejszych problemów obronił Cuper. W odpowiedzi kilka minut później „pomarańczowo-czarni”, którzy przeprowadzili zdecydowanie groźniejszą i składną akcję. Dośrodkowanie Herbusia w pole karne zmierzało wprost do Nitkiewicza, ten od razu podał piłkę do ustawionego niedaleko linii bramkowej Druciaka, jednak strzał ostatniego, mogący zaskoczyć golkipera przyjezdnych, ponad poprzeczką. Po kolejnej chwili stały fragment gry, a że odległość od bramki wynosiła ponad 30 metrów, do ustawionej futbolówki podszedł oczywiście Zygier. Przymierzył w swoim stylu, czyli mocno, bramkarz Rozwoju, Kolonko, z trudem, ale jednak obronił „petardę”, robiącego ostatnio za napastnika, głogowskiego obrońcy. W końcowych elementach tej części gry w podobnej, albo i nawet identycznej sytuacji, co golkiper przyjezdnych, znalazł się Cuper, który sparował na rzut rożny równie potężny strzał piłkarza z Katowic, również ze stałego fragmentu wykonywanego z ponad 30 metrów.

Druga odsłona spotkania niewiele zmieniła jeśli chodzi o obraz gry. W zasadzie to nie zmieniła nic. W 49. minucie w dogodnej okazji znalazł się Nitkiewicz, przed którym był tylko bramkarz oraz zawodnik Rozwoju. Mocny strzał został jednak zablokowany przez defensora gości, a głogowianie musieli szukać szczęścia dośrodkowując z rzutu rożnego. Gdyby nie inny z obrońców katowiczan, który zatrzymał kolejne silne uderzenie gracza Chrobrego z pola karnego, te w końcu by dopisało. Przyjezdni próbowali egzekwując rzut wolny zza pola karnego. Piłka odbiła się od ustawionego muru głogowskich graczy, myląc tym samym Cupera. Na szczęście minęła słupek strzeżonej przez niego bramki. Nerwowo zrobiło się w samej końcówce. Obie strony raz po raz dążyły do rozstrzygnięcia losów pojedynku na swoją korzyść. Nieporadne ataki głogowian, które w większości przypadków kończyły się w obrębie narożnika boiska, gdzie do starającego się dośrodkować piłkarza Chrobrego momentalnie podbiegała dwójka katowiczan. Z drugiej strony kontrataki, z których także niewiele wynikało. Raz, że rywale nastawili się raczej na grę defensywną, dwa, że głogowscy obrońcy całkiem śmiało sobie poczynali. W ostatnich minutach u znacznej części z nich ewidentnie opadły siły, co w połączeniu z głupimi stratami sprokurowało niezwykle groźną sytuację pod naszą bramkę i aż dziw bierze, że niewykorzystaną. Na samego Cupera popędziło dwóch zawodników Rozwoju, bez zastanowienia na „powitanie” wybiegł im nasz golkiper, który zdecydowanym wejściem, już poza polem karnym, zażegnał niebezpieczeństwo. Wedle jednej ze stron interweniował ręką, nam z takiej, a nie innej perspektywy ciężko było ocenić tę sytuację.

Podsumowując całe 90 minut – był to przede wszystkim mecz walki. Walki, która cechowała obie strony sobotniego spektaklu. Zdecydowanie większą przewagę w posiadaniu piłki mieli nasi piłkarze. Najlepiej obrazuje to 2. część meczu, podczas której katowiczanie długimi momentami nie potrafili przedrzeć się na zajmowaną przez Chrobrego połowę boiska. Co z tego, skoro nic a nic z niej nie wynikało? Akcje rzadko kiedy przenosiły się na pole karne gości, czemu zapobiegała przede wszystkim gęsta defensywa graczy Rozwoju. Ci nastawili się na kontrataki i mimo wszystko stworzyli sobie kilka dobrych okazji. W naszych szeregach czasami brakowało rzeczy podstawowych. Niektórzy chyba zbyt często zapominają, że liczy się przede wszystkim to, co mają na piersi, a nie z tyłu koszulki… Inną sprawą jest fakt, że są mecze, w których po prostu nic nie wychodzi. Ten do takich należał. Widzieliśmy to choćby podczas dośrodkowań ze stałych fragmentów gry, nie wspominając o próbach skonstruowaniu jakiś klarownych akcji. Trudno. Może rzeczywiście apetyt wzrósł w miarę jedzenia i za dużo od razu byśmy chcieli? Mamy kolejny punkt dopisany do swojego konta, systematycznie posuwamy się do przodu, więc cieszmy się przede wszystkim z tego. Za tydzień Jastrzębie i kto wie co tam się wydarzy…
Jeszcze słówko na temat Rozwoju – teraz już wiemy, że nie z przypadku głosy o doskonałej wręcz defensywie, która wyróżnia się najmniejszą ilością straconych bramek.

Zdjęcia, na których w oddali widać zamontowane wieże reflektorowe, mające służyć oświetlaniu płyt nr 2 i 3 (kliknij, aby powiększyć):