Do dziesięciu razy sztuka

[image=http://chrobry.glogow.pl/gfx/karny.jpg]

Kolejka 10 – 30.09.2006

0:2
Dozamet Nowa Sól 0:2 (0:0) Chrobry Głogów

0:1 Cackowski 57′ (k)
0:2 Ilnicki 66′ (samobójcza)

Chrobry: Cuper – Smolin, Błauciak, Murat, Puchalski, Rola ( 71′ Milkowski), Trznadel, Cackowski ( 89′ Kwiatkowski), Niktkiewicz, Druciak ( 90′ Sybis), Wojtczak ( 81′ Węglarz)

Żółte kartki (Chrobry): Smolin, Druciak, Nitkiewicz 2x

Czerwone kartki: Galusiński (Dozamet – za zagranie ręką, 55′), Nitkiewicz (Chrobry – za drugą żółtą, 85′)

Sędzia: Jarosław Rynkiewicz (Szczecin)

Widzów: 1000 (gości 120)

[image=http://chrobry.glogow.pl/gfx/karny.jpg]

Kolejka 10 – 30.09.2006

0:2

Dozamet Nowa Sól 0:2 (0:0) Chrobry Głogów

0:1 Cackowski 57′ (k)
0:2 Ilnicki 66′ (samobójcza)

Chrobry: Cuper – Smolin, Błauciak, Murat, Puchalski, Rola ( 71′ Milkowski), Trznadel, Cackowski ( 89′ Kwiatkowski), Niktkiewicz, Druciak ( 90′ Sybis), Wojtczak ( 81′ Węglarz)

Żółte kartki (Chrobry): Smolin, Druciak, Nitkiewicz 2x

Czerwone kartki: Galusiński (Dozamet – za zagranie ręką, 55′), Nitkiewicz (Chrobry – za drugą żółtą, 85′)

Sędzia: Jarosław Rynkiewicz (Szczecin)

Widzów: 1000 (gości 120)

Niedawno trener GKS-u Jastrzębie powiedział o Chrobrym, że widząc go na boisku, nie potrafi zrozumieć, dlaczego ten zajmuje tak przerażająco niskie miejsce w tabeli. Nie był to jedyny człowiek, który pozytywnie wypowiadał się na temat gry „pomarańczowo-czarnych”. Ich wolę walki, ambicję widział chyba każdy z nas. Widzieli, czuli ją u siebie nawzajem sami zawodnicy, a to sprawiło, że ból wynikający z braku zwycięstwa był jeszcze większy. Dramatyczna passa głogowian została przerwana 30 września w Nowej Soli. Wreszcie! Czy będzie to data, wynik, który pociągnie za sobą kolejne równie radosne rezultaty? Na prognozę zdecydowanie za wcześnie, jednak nikt nie powinien mieć wątpliwości, że kompletu „oczek” potrzebowaliśmy tak bardzo, jak już dawno nie miało to miejsca.

Zaczęło się tak, jak na III ligę przystało. Nudy, nudy i raz jeszcze nudy – w pełnym znaczeniu tych słów. Sporo gry w środkowej strefie boiska. Obie „jedenastki” sprawiały wrażenie wzajemnie się badających, co zaowocowało nieśmiałą postawą w obrębie pola karnego. Znaczna część piłek, uderzonych z zamiarem pokonania Cupera z jednej, jak i Twarowskiego z drugiej strony, mijała światło bramki, najdelikatniej ujmując. Przyjmijmy, że po prostu „trochę” im zabrakło. To oczywiście nie stało się regułą I części spotkania, co w 9 minucie udowodnił Wojtczak, którego „główka” po dośrodkowaniu z rzutu rożnego minęła słupek, czy w 24 minucie wbiegający w pole karne Cackowski, który groźnie posłał płasko bitą futbolówkę na długi słupek. Ta minęła bramkarza i miejscowych defensorów, zabrakło jednak postawienia „kropki nad i”, czym w tym wypadku byłaby dostawiona przez Druciaka noga. Jeśli rzecz tyczy się gospodarzy sobotniego pojedynku – warto odnotować trzy groźne uderzenia z dystansu. Po jednym piłka oglądała z góry poprzeczkę, po drugim z boku słupek, po trzecim… ręce Sławka – w 17 minucie zawodnik Dozametu strzelił z półobrotu zza pola karnego tak, że mogło to zaskoczyć wszystkich z golkiperem włącznie, jednak przytomność Cupera tego dnia po raz kolejny była na wagę złota. Z czasem poczynania głogowian zaczęły się co raz bardziej kleić – dobre, szybkie wymiany piłek, przy których przeciwnik się gubił. Pewność w jej prowadzeniu kończyła się zazwyczaj w okolicach 20 metra, ale co się odwlecze…

Kolejne 45 minut to już majstersztyk w wykonaniu „pomarańczowo-czarnych”. Przewaga Chrobrego osiągnęła taką skalę, że stojący między słupkami Twarowski nie mógł pozwolić sobie na jakiekolwiek, choćby chwilowe wybicie z rytmu, a stworzenie czegoś na wagę bramki wisiało w powietrzu. W 55 minucie w zasadzie wyręczył nas Galusiński, który zmierzającą do siatki „gałę” zatrzymał ręką, co spotkało się ze stanowczą reakcją arbitra głównego i usunięciem z boiska. Dwie minuty później do ustawionej na 11 metrze piłki podszedł „Cacek”, a on nie zwykł partaczyć takich okazji. Celne trafienie dodało jeszcze większego animuszu naszym zawodnikom, którym wykorzystywanie stopniowego odsłaniania się nowosolan nie sprawiało większych problemów. W 66 minucie Wojtczak wreszcie dał nam powody, by powiedzieć o nim coś pozytywnego, a trenerowi Drożdżowi podziękował za konsekwentne wystawianie go w kolejnych potyczkach. Z prawej strony odważnie ruszył na bramkę miejscowych i uderzył wzdłuż niej na tyle mocno i celnie, że Ilnicki nie miał zbyt dużego pola do popisu, kierując ją nieszczęśliwie do własnej siatki. To oczywiście nie koniec, ale „skuteczność” i „Chrobry” nie są słowami idącymi w parze. Ładny strzał zza pola karnego wyłapał golkiper, kolejny minimalnie minął poprzeczkę, a uderzoną głową futbolówka słupek. Gospodarze otrząsnęli się dopiero w końcowych elementach i trzeba przyznać, że zrobili to z pełną wiarą w to, że jeszcze można tutaj coś ugrać. Zaczęło się od faulu Nitkiewicza w okolicach narożnika pola karnego, za co ukarany został drugim żółtym, a w konsekwencji czerwonym kartonikiem. Podkręconą z rzutu wolnego piłkę na róg sparował Cuper, który po chwili musiał się wykazać jeszcze wobec uderzenia z dystansu – niezbyt mocnego, fakt, ale nie należy zapominać o gąszczu piłkarzy w obrębie strzeżonej przez niego bramki, co sprawy ułatwiać nie ułatwiało. Prawdziwy popisał swoich umiejętności dał broniąc strzał z kolejnego rzutu wolnego wykonywanego przez jednego z graczy Dozametu. Parada w powietrzu – pierwsza klasa. Są mecze, które aż zmuszają do wydania opinii na jego temat: „niczym wino – im starszy, tym lepszy…”. Sobotni pojedynek zdecydowanie do nich należy. Brawo!

Trzy punkty cieszą niezmiernie. W zasadzie to mało powiedziane, bowiem praktycznie zapomnieliśmy co to znaczy smak zwycięstwa. Przypomnieć sobie o tym – doprawdy, bezcenne… Z drugiej strony patrząc, nie należy się zbytnio tym chełpić. Z całym szacunkiem, ale tryumf nad zespołem Dozametu nie jest wielką sztuką, a już na pewno nie taką, jak w przypadku jednej z potyczek 10. kolejki, w której GKS Katowice poległ na własnym terenie, uwaga, Skalnikowi Gracze! Istotniejszy od samego pokonania nowosolan jest fakt, że chłopaki wreszcie się przełamali. Jak bardzo było to potrzebne ukazuje po meczowa reakcja naszych zawodników, którzy całą grupą podbiegli do zajmowanego przez nas sektora, przez kilka minut ciesząc się z końcowego rezultatu. Chóralnych śpiewów nie było końca, nawet w samej szatni. W sposób szczególny cieszył się Remek Smolin, a za to, że nie ukrywał emocji, zebrał gromkie brawa. Ów zawodnik, poprzez jednego z sympatyków Chrobrego, w imieniu swoim i całej drużyny, przekazał nam gorące podziękowania za doping, za to, co zrobili dla niego i reszty składu. My tylko dodamy, że właśnie takich piłkarzy brakuje polskiemu futbolowi – przede wszystkim tak bardzo zaangażowanych w to, co się robi. Oby tak dalej Ramek!

W Nowej Soli pojawiło się 120 fanów i fanek Chrobrego. Sektor KK gospodarzy do imponujących nie należał, ale za to pozostała część wypełnionych trybun prezentowała się nader ładnie. Tego aspektu możemy nowosolanom troszeczkę pozazdrościć, bowiem widok pustego obiektu przy Wita Stwosza stał się ostatnimi czasy normą. Z obu stron doping w przełożeniu na liczbę osób bez rewelacji. Obie ekipy troszeczkę ultrasują, bawiąc się przy tym pirotechniką, co zaowocowało kilkominutowym wstrzymaniem meczu.

Fuler, Tiger