GL: Na lampy w Głogowie trzeba poczekać

Jak informuje Gazeta Lubuska, w najbliższym czasie nie ma szans na montaż sztucznego oświetlenia na stadionie głównym przy Wita Stwosza. O możliwości pozyskania jupiterów było głośno kilkanaście miesięcy temu, gdy Zagłębie Lubin, przed budową nowego obiektu, ogłosiło przetarg na lampy, które służyły lubińskiej drużynie od 2002 roku.

– Stadion przebudowano, zrobiono oświetlenie na drugiej i trzeciej płycie, a na najważniejszym boisku nie. Dlaczego? – pyta Czytelnik. Jak tłumaczą szefowie obiektów, z powodu braku pieniędzy.

– Mamy przecież XXI wiek, miasto o solidnym rzekomo budżecie – zauważa głogowianin. – Klub z wieloma kibicami, europejskie aspiracje różnych radnych, a nikt nie potrafił zadbać o standard oglądania meczu wieczorową porą.
Zwłaszcza, że oświetlone są druga i trzecia płyta stadionu. – Jako staremu kibicowi trudno mi przyjąć do wiadomości ten absurd, bo główne boisko nie ma jupiterów – twierdzi.

Głogowianin zastanawia się czy jest szansa, żeby lampy pojawiły się na głównej płycie boiska.

Jak tłumaczy szef Głogowskich Obiektów Sportowych Piotr Kłak, były przymiarki do zainstalowania oświetlenia. Szczególnie, ze swoje lampy demontowało Zagłębie Lubin i chciało je odsprzedać. – Liczyliśmy, że dostaniemy je za symboliczna kwotę – mówi prezes. – Ale Zagłębie zażądało ogromnych pieniędzy.

Remont głogowskiego stadionu kosztował ponad 7 mln zł. A za lampy na pierwszej płycie trzeba by zapłacić 3 mln zł. – I to używane, nowe to koszt około 4 mln zł – zauważa P. Kłak.

Na razie więc szans na oświetlenie pierwszej płyty nie ma. Choć wszystko jest przygotowane. Położone są kable, które można wykorzystać do instalacji.
Skoro nie ma pieniędzy na oświetlenie głównego boiska, to po co oświetlano te, na których tylko się ćwiczy? – To zupełnie inna sprawa. Na bocznych płytach mamy oświetlenie treningowe – wyjaśnia. – W stosunku do niego nie ma aż takich wymagań. Z kolei oświetlenie meczowe musi spełniać wygórowane parametry. Stąd takie ceny.

Jak przekonuje, światło na boiskach bocznych bardzo się przydaje, bo do późna trenują na nich różne ekipy. – Nie wydawaliśmy specjalnie na nie pieniędzy, bo było wliczone w modernizację całego stadionu – tłumaczy prezes.
A światło na pierwszej płycie może kiedyś będzie. Jak miasto znajdzie na ten cel kilka zbędnych milionów. Szczególnie, że póki co grać tam ma trzecioligowa drużyna i to średnio raz na dwa tygodnie.

źródło: Gazeta Lubuska