Jak co środę – Głos Kibola [odc. 20]

Kolejna środa i kolejny felieton z cyklu „Głos Kibola”. Tym razem razem przeczytacie nieco o ostatnim meczu Chrobrego w Kluczborku czy zbliżającym się z UKP Zielona Góra. Zapraszamy do lektury!

„Bij Mistrza” – to przesłanie będzie towarzyszyć naszej drużynie prawdopodobnie w każdym meczu. Jesteśmy liderem, jednym z głównych kandydatów do awansu. Niezapłacone premie czy brak wypłacalności klubów w takim meczu przestają odgrywać pierwszorzędną rolę. Dzisiaj zwycięstwo nad Chrobrym podnosi prestiż… Tak, tak, doczekaliśmy się czasów, kiedy piłkarski Chrobry – znaczy – ktoś Silny, Stabilny, Wyjątkowy. Oczywiście, drugą stroną medalu, jest fakt, iż na mecze z „pomarańczowymi” drużyny „sprężają” się 200%. Ale ta malutka niedogodność, warta jest uczucia bycia Najlepszym. Bycia Liderem…
Tak właśnie było w Kluczborku. Gospodarze strasznie zmotywowani, raz po raz zagrażający bramce Chrobrego. W pierwszej połowie tylko niemoc strzelecka miejscowych uchroniła nas przed stratą bramki. W drugich 45 minutach, było troszeczkę lepiej. Chrobry próbował się odgryzać, ale to znów piłkarze MKS-u bliżsi byli zdobycia bramki.
Cóż, jeśli mecz z MKS Kluczbork miał nam odpowiedzieć na pytanie o formę drużyny w jednym z najważniejszych sezonów w historii klubu, to niestety niewiele się dowiedzieliśmy. Trudno było zauważyć na boisku różnice jakie dzielą obydwie drużyny w tabeli. Wręcz przeciwnie, to gospodarze grali bardziej kombinacyjnie i „do przodu”. Chrobry jakby wystraszony. Z drugiej jednak stronny, piłkarze na trudnym terenie potrafili zdobyć punkcik, co także musi być docenione. Jeżeli nie możesz zdobyć trzech punktów, zdobądź jeden – mówi jedno z powiedzeń „polskiej myśli szkoleniowej”. To także cecha tych Najlepszych. W tym dniu w Kluczborku kompletu punktów raczej zdobyć się nie dało. Zdobyliśmy jeden, co w ostatecznym rozrachunku utrzymuje nas na pozycji lidera i… mimo wszystko ogromna satysfakcja – kolejny mecz za nami w drodze do upragnionego awansu! Jeszcze tylko 14 kolejek.

***

Piotrek na Chrobrego jeździ ponad 30 lat. Fanatyk, o jakich dzisiaj naprawdę trudno. Obecny na większości wyjazdów. U siebie zaliczone wszystkie mecze. Człowiek – Legenda.

W Kluczborku na sektorze mówi – „mam tylko jedno marzenie. O jednym, pięknym soczystym strzale dzisiaj marzę”. Stary Kibol, ponad 50 wiosen na karku. Marzenia? Choć jeden soczysty strzał w meczu swojej drużyny! Zobaczcie, do czego doprowadza Miłość do Ukochanej polskiej drużyny, do jakich poświęceń a jednocześnie do jakich skrzywień:) Tu już nie chodzi o bramkę z przewrotki z 20 metrów, Nie cudowny gol po rajdzie napastnika przez pół boiska. Wystarczy jeden „soczysty”, celny strzał w meczu. Niestety, w Kluczborku piłkarze marzenia Piotrka nie spełnili. Na bramkę Kluczborka nie oddali żadnego celnego strzału.

***

Przed nami kolejny pojedynek z serii „liczy się tylko zwycięstwo”. Chciałoby się powiedzieć – z kim wygrywać, jak nie z Zieloną!? Jednak po meczu w Kluczborku, bogatsi jesteśmy o pewne doświadczenia. I wiemy na pewno – łatwo nie będzie! Trudno w to uwierzyć, ale Lechia Zielona Góra miała kiedyś swoich kibiców. Były czasy kiedy oprócz żużlofanów Falubazu, w Zielonej Górze można było spotkać kibica Lechii. Dzisiaj, to brzmi nieprawdopodobnie, ale „Lechici” pojawiali się także w Głogowie. I nie było to wcale aż tak dawno.

Pierwszy mój kontakt z kibicami Lechii Zielona Góra, to początek lat ’90. Jako młokos, wraz ze starszymi chłopakami udajemy się na dworzec „przywitać” kibiców gości. Na głogowskim dworcu pojawia się kilku kibiców z Zielonej Góry. Sami, bez „obstawy”. Ubrani jednak po „kibicowsku” – kurtka flayers na „pomarańczowej stronie”, szalik, mała flaga na plecach. Na Chrobrym w tamtym czasie istniała już niezła „banda”. Zapomnieli chyba o tym młodzi kibice z Zielonej Góry, którzy tak odważnie do Głogowa przyjechali. Łupy wojenne były bardzo cenne. Flayersy także traktowano jako zdobycz. Tak więc, kibice Lechii oprócz barw klubowych pozbyli się swoich „pomarańczowych” kurtek.

Jeszcze w 96 roku Lechici potrafili zorganizować doping na własnym stadionie. Podczas „derbów” z Chrobrym zawsze dochodziło do wspólnych ganianek po stadionie. Starcia przed meczem towarzyszyły każdemu spotkaniu. Wprawdzie nigdy fani Zielonej nie odgrywali znaczącej roli, ale swoją obecność zawsze jakoś próbowali zaznaczyć. Jednak sezon 95/96 był ostatnim kiedy mieliśmy jakiekolwiek kontakty z piłkarskimi Kibicami Zielonej Góry. Od tamtego momentu na kibicowskiej mapie Zielonej Góry pozostał tylko żużlowy Falubaz.

Maj 97’ – Lechia Z.G. – Chrobry – Przed meczem „spotkanie” na mieście z kibicami Falubazu. W ruch idą kosze na śmieci, wyposażenie pobliskiego baru. Następnie całe towarzystwo przenosi się na płytę boiska. Na meczu ok.200 osób z Głogowa.

1998 – ustawiamy się na wracający Falubaz z Leszna. Ganianki na głogowskim peronie.

Maj 99’ – starcie z kibicami Falubazu przy dworcu PKS w Głogowie jadącymi autokarami na swój mecz do Rawicza. Zdobywamy dwie duże flagi.
Sierpień 99’ – wracamy ze Słubic. W Zielonej w nasz pociąg kamieniami atakuje Falubaz. Po kilkunastu sekundach „kamionka” przerwana. Efekt – 11 wybitych szyb w naszym „składzie”.

Wrzesień 99’ – znów na Lechii pojawia się Falubaz. W naszym sektorze pojawiają się zdobyczne flagi Falubazu. Tym razem zero reakcji ze strony żużlofanów. Chrobrego w Zielonej pond 140 osób…

ciąg dalszy oczywiście nastąpił

Tak było prawie 15 lat temu. Kawał historii „derbowych” pojedynków z Falubazem.

***

W szeregach głogowskich struktur Platformy Obywatelskiej popłoch i konsternacja. Zgodnie z linią partii zamienili kilkanaście miesięcy temu uczucie Miłości ze Schetyny Grzegorza na Jacka Protasiewicza. Wydawało się, że kraina mlekiem i miodem płynąca będzie teraz trwać bezkońca. Za „sprzedanie” dotychczasowego „guru” Schetynę otrzymali nasi miejscowi działacze PO dobrze płatne stanowiska. Nagle znalazło się miejsce dla radnego Dudkowiaka w radzie nadzorczej Zagłębia Lubin. W tym samym czasie funkcję Dyrektora w Wydziale Paliw Płynnych Pol-Miedzi otrzymuje kolejny radny PO Karol Szczepaniak. Aż tu nagle szok! Nowy wybawca, pracodawca wielu prominentnych działaczy PO – w tym także tych z Głogowa – biega pijany na lotnisku we Frankfurcie, wyzywa celnika od „Hitlera” i „nazisty” krzycząc przy tym „Heil Hitler”. Schetyna zaciera ręce, a działacze PO którzy za posadki zdradzili swojego byłego szefa zaczynają trząść portkami. Problemy Tuskowych obchodzą mnie średnio. Niech się wyżynają nawzajem. Ale wiem jedno. To polityka – nie ma więc miejsca na litość! I pewnie w tym przypadku litości nie będzie. Dudkowiak i spółka powinni o tym wiedzieć doskonale. Na ich miejscu zacząłbym się powolutku pakować!

***

Gdy kilkanaście lat temu na ulicach polskich miast pojawiły się pierwsze „gejowskie” parady nie przeszło mi przez myśl, że już niebawem dopuścimy do debaty na temat zasadności adopcji dzieci przez pary homoseksualne, a w polskim parlamencie pojawią się osobnicy, którzy nie wiadomo czy są kobietami czy mężczyznami. Jeszcze kilka lat temu trudno było sobie wyobrazić tak silne lobby związków partnerskich i związana z nią propaganda kłamstwa wypierająca pojęcie Normalnej Rodziny! O zgrozo – przy społecznym przyzwoleniu i akceptacji! Na zachodzie małżeństwa dwóch facetów i adopcja przez nich dzieci staje się normą. Obsceniczne organizowanie parad „tęczowych” w każdym większym mieście, dopominanie się coraz większych przywilejów przez mniejszości seksualne i wszechobecne hasło „POSTĘP, POSTĘP, POSTĘP”! Ale to tylko początek. Świat idzie dalej. Chce być bardziej „nowoczesny”. Już nie wystarcza im walka z Rodziną i Kościołem. Nadchodzi Cywilizacja Śmierci.

Parlament belgijski uchwalił przepisy, pozwalające na uśmiercanie nieuleczalnie chorych dzieci! To pierwszy kraj w którym prawo „zabijania” nie jest ograniczone barierą wieku. Rząd belgijski wyszedł z prostego założenia – po co leczyć – taniej zabijać! Te barbarzyństwo oczywiście dociera do Polski. Nasze społeczeństwo także chce być „postępowe”! Kilka tygodni temu we wrocławskim szpitalu przeznaczone do „legalnej” aborcji dziecko z zespołem Downa urodziło się żywe. To brzmi jak koszmarny sen. Chciano „legalnie” zabić dziecko dlatego tylko, że miało urodzić się z zespołem Downa. Aborcja nie doszła do skutku, gdyż dziecko ważyło 700 gram, o 200 gram więcej niż pozwalają przepisy o „zabijaniu”! Czym to się różni od eksperymentów robionych przez Niemców w Oświęcimiu? Hitlerowcy na rampie ustawiali patyczek. Przechodziły po nim Dzieci. Jeżeli dziecko strąciło patyk głową – przeżyło, jeżeli było centymetr pod nim – komora gazowa. We Wrocławiu tą granicą było 200 gram! Czy uwierzycie, że wskazaniem do aborcji może być dzisiaj rozszczep podniebienia? Czy ludzie z tą wadą „urody” zdają sobie sprawę, że w „naszych nowoczesnych czasach” przeznaczeni by byli do utylizacji?!

***

28 lipca 1941 roku, przybyła do oświęcimskiego obozu koncentracyjnego specjalna komisja lekarska, która wybrała spośród więźniów – głównie przebywających w szpitalu 575 inwalidów, przewlekle chorych i osoby w starszym wieku. Wywieziono ich do zakładu dla umysłowo chorych w Saksonii i zabito tlenkiem węgla. Nowoczesna i Piękna Europa ma się więc od kogo uczyć!

Pan Janusz Niemiec ( syn Antoniego Żubryda, legendarnego żołnierza NSZ) mieszka w małej wsi pod Kożuchowem. W tym roku pierwszy raz w historii postanowił zorganizować Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych właśnie w Kożuchowie. Jak mówi, wszystko było dopięte na ostatni guzik do momentu spotkania z miejscowym dyrektorem muzeum, który okazał się… emerytowanym oficerem Ludowego Wojska Polskiego. Temat organizacji dnia „Wyklętych” w Kożuchowie upadł. Na jednej z sesji rady miasta Zielonej Góry poddano pod głosowanie uchwałę o nadanie nazwy skwerku na którym miał stanąć pomnik Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Głosowano nazwę im. Majora Adama Lazarowicza, zastępcę prezesa IV Zarządu Głównego Zrzeszenia WiN. Wówczas głos zabrał jeden z radnych SLD, który całą uchwałę nazwał hańbiącą miasto Zielona Góra, a Lazarewicza nazwał zdrajcą któremu należała się kulka w łeb.

Te dwa przypadki opowiedziane mi przez Pana Janusza Niemca, to obraz rzeczywistości z którą mamy do czynienia każdego dnia. Komuniści, którzy jeszcze kilka lat temu cichutko siedzieli w swoich „norach” dzisiaj czują się coraz bardziej pewnie. Chronieni przez medialny establishment zaczynają wracać do korzeni – wcale się swojej przeszłości nie wstydząc. Wręcz przeciwnie – coraz częściej wystawiają piersi do orderów. Widoczni w mediach, na spotkaniach z lokalnymi działaczami, zawsze gotowi podyskutować na bankietach! A musimy sobie zdawać sprawę z tego, że ci towarzysze nie pracują fizycznie. Nie są zwykłymi robotnikami, ciężko pracującymi na swój chleb. Każdy z nich ma ciepła, dobrze płatna posadkę, piastują wysokie stanowiska. Są prezesami, dyrektorami! Oczywiście, dzisiaj nazywają się inaczej. PZPR zamienili na Socjaldemokrację, później SLD. Teraz dołożyli Twój Ruch Palikota. Ale w środku to stara, „dobra” komuna. System, który uśmiercił miliony, a z którego towarzysze są bardzo dumni i którego tak naprawdę NIGDY się nie wyrzekli.

***

Takie przykłady jak ten z Kożuchowa czy Zielonej Góry moglibyśmy przytaczać w każdym mieście. W Głogowie kilka tygodni temu zmarł Jan Kasprzak prezes głogowskiego PCK. Głogowskie media pisząc na temat „wspaniałomyślnych charytatywnych” akcji Jana Kasprzaka zapomniały wspomnieć o jego przeszłości. Był szefem głogowskiej Służby Bezpieczeństwa. Prześladowca wszystkich działaczy podziemia niepodległościowego na terenie naszego miasta. Był odpowiedzialny za rewizje oraz aresztowania głogowskich działaczy „solidarności”. Głogowscy ludzie prawdziwej Solidarności, z którymi miałem okazję rozmawiać opowiadali mi jak na własnej skórze odczuli „charytatywną” działalność SB-eka Kasprzaka. Oni do dnia dzisiejszego samotnie walczą o prawdę i pamięć a ich prześladowcy uznawani są za bohaterów. Oczywiście Jan Kasprzak, nie był ostatnim SB-ekiem jaki ostał się na naszym terenie. Jest ich całe mnóstwo. Przecież na krótko przed swym upadkiem PZPR – liczyło blisko 2,5 mln ludzi! A duża jej część to prominentni działacze SB, UB, ZOMO, , którzy „wykazali” się aktywnością w Polsce Ludowej, dla których nie mogło zabraknąć ważnych stanowisk w Polsce zbudowanej na zasadach „okrągłego stołu”. To była kolejna targowica w historii naszego kraju. SB-ek Jan Kasprzak był jej dobitnym dowodem.

***

Czytam kilka dni temu w Internecie „Putin udowodnił że jest dobrym przywódcą Rosji”. No cóż, Stalin i Hitler też przecież wspaniałymi dobrodziejami swoich krajów byli. Jeden uratował swoich rodaków przez napływem faszyzmu, drugi swego czasu swój kraj od nędzy i bezrobocia wyprowadził. A to, że przy okazji są odpowiedzialni za wymordowanie kilkunastu milionów Polaków… eee tam, kto by się takimi szczegółami przejmował! Przykro to pisać, ale „użytecznych idiotów” ci u nas nigdy nie brakowało!

Z Kibicowskim Pozdrowieniem B.