Janusz Kubot: winę biorę na swoje barki

W minorowych nastrojach piłkarze Chrobrego wyszli w poniedziałek rano na trening. Choć od meczu w Świdnicy minęły już 24 godziny, to klęska z Polonią cały czas ciąży na drużynie. I trochę pociąży, bo jeszcze we wtorek zespół czeka pomeczowe analiza. Po niej, szybko trzeba zapomnieć o przeszłości, wziąć się w garść, bo już w środę kolejny mecz. Tym razem z Orłem Międzyrzecz.
– Żadne usprawiedliwienia nas nie tłumaczą. Całą winę za porażkę biorę na swoje barki – powiedział dzień po spotkaniu w Świdnicy trener Janusz Kubot.

O ile za klęskę samą w sobie pretensji mieć nie można, bo sport ma swoje prawa, to za styl już zdecydowanie tak. Od takich zawodników mamy prawo oczekiwać dużo więcej.
– Prawda jest taka, że zagraliśmy słabo i żadne usprawiedliwienia nas nie tłumaczą. Biorę to na siebie. W pierwszej połowie nie graliśmy dobrze, ale mimo tego stwarzaliśmy sytuacje bramkowe. Sam Łukasz Ochmański miał trzy. My, nie dość że straciliśmy bramkę, to wypadł nam napędzający grę Mateusz Machaj. To był kluczowy moment, bo za niego wszedł Paweł Woźniak i grał fatalnie. W drugiej połowie przestał kryć, zrobiła się luka, a dodatkowo bardzo się odkryliśmy, grając nawet czwórką napastników. Wtedy Polonia dochodziła do głosu. Mam do siebie pretensje o te zmiany, choć dwie były wymuszone. Chciałem wpuścić Artura Węskę, który bardzo fajnie prezentował się w rezerwach, ale Adam Filbier zgłosił chęć zmiany i należało zmienić plany. Proszę tego nie odbierać jako formę usprawiedliwienia. Takiego dla nas nie ma. Przegraliśmy i trzeba się uderzyć w pierś. Przy tym zagrać w środę i sobotę tak mocno, by zmazać plamę ze Świdnicy. Cały czas wierzę, że stać nas na bardzo dobrą piłkę, bo taką pokazywaliśmy w meczach z innymi trzecioligowcami przed sezonem, w Nowej Soli czy Żarach. Zawodnicy bardzo chcą, widać jak są zaangażowani, tylko źle rozwiązują zadania taktyczne. Dawno nam się nie zdarzyło, abyśmy tak słabo zagrali pod względem taktycznym. To, co zawsze było naszą silną stroną, w Świdnicy całkowicie zawiodło. O to mogę mieć pewne pretensje do chłopaków, ale, jak wspomniałem, nie winię ich za porażkę. Całą winę biorę na siebie – podsumował Janusz Kubot.

Jak opowiada szkoleniowiec, po takim meczu droga powrotna do Głogowa to czas bez wzajemnych pokrzykiwań na siebie. Do teraz tak jest. Raczej spuszczone głowy i wymowna cisza. Bardzo wymowna.
– Panuje zupełna cisza. Nikt nie dyskutuje. Porażkę trzeba przeżyć. U mnie taka wymowna cisza trwa całą noc i naprawdę, bardzo mocno przeżywam klęski. Nasuwa mi się wiele tematów, których nie mogę poruszyć, ale przy drużynie muszę. Okazją będzie wtorkowa analiza spotkania z Polonią – kontynuuje J. Kubot.

Mecz z Polonią został okupiony kilkoma urazami. Kilku zawodników w poniedziałek nie trenowało tak, jak pozostali.
– Najbardziej ucierpiał Mateusz Machaj. Dziś miał tylko rozbieganie. Jeszcze nie wiemy czy wejdzie w normalny trening. Ogólnie po tym meczu bardzo jesteśmy poobijani. Paweł Woźniak wszedł i od razu został skarcony. Adam Filbier nie mógł dokończyć meczu. W końcówce kulał też Michał Michalec, ale musiał dograć te ostatnie minuty, bo limit zmian został już wyczerpany – dodał głogowski szkoleniowiec.