Jest lepiej, ale to jeszcze nie to

Piłkarze Chrobrego podnieśli się po klęsce w Świdnicy, w. 2 kolejce trzeciej ligi pokonując przed własną publiką Orła Międzyrzecz 2:0. Choć pomarańczowo-czarni stworzyli sporo bardzo klarownych okazji, to samo zwycięstwo nie przyszło łatwo. Zespół zaprezentował się lepiej niż przed kilkoma dniami, ale to jeszcze nie to, na co tak naprawdę go stać. Wychodzi na to, że rzeczywiście potrzeba większej ilości czasu, aby wszystko zagrało.

Pierwszy kwadrans w wykonaniu obu jedenastek był dość chaotyczny i nie przyniósł czegoś godnego odnotowania. Dopiero po jego upływie, w przeciągu raptem kilkudziesięciu sekund, głogowianie dwukrotnie zagrozili bramce strzeżonej przez Marka Zatora. Najpierw przed szansą stanął uderzający z ostrzejszego kąta Artur Węska, ale minimalnie chybił, zaś po chwili mocno z kilkunastu metrów przymierzył Maciej Kononowicz. I w tym przypadku zabrakło niewiele. W 22 minucie Konrad Kaczmarek głową odegrał do wychodzącego na czystą pozycję Węski, lecz wypożyczony z Zagłębia Lubin napastnik trafił tylko w słupek. Niewykorzystane sytuacje mogły się brutalnie zemścić. Kto wie jak potoczyłby się ten mecz, gdyby Paweł Cygan skutecznie zamknął wrzutkę z prawej strony. Znajdując się nieopodal dalszego słupka, był w zasadzie osamotniony. Wystarczyło uderzyć nie nad, a pod poprzeczką i Łukasz Zaremba nie miałby szans. W 30 minucie tylko goalkeepera Orła miał przed sobą Kononowicz, ale w ostatniej chwili tyle samo ofiarnie, co udanie interweniował zawodnik z Międzyrzecza. Dopiero na minutę przed końcem tej części gry piłka znalazła drogę do bramki. Zaczęło się od wymiany podań z lewej strony. Adam Filbier odegrał do Mateusza Herbusia, po czym kapitan MZKS-u niewysoko posłał gałę w pole karne. Idealnie do czyhającego tam Mateusza Machaja, który strzałem z woleja nie pozostawił złudzeń bramkarzowi Orła, ładując piłkę bliżej słupka.

O ile w pierwszej połowie Chrobry nie musiał się podobać, tak po zmianie stron obejrzeliśmy kilka ciekawych akcji w wykonaniu podopiecznych Janusza Kubota, przy których goście gubili się. Już w 49 minucie Zator po raz drugi musiał wyjmować piłkę z własnej bramki, gdy lewą flanką popędził Kaczmarek i po zbiegnięciu do środka strzelił celnie, kierując futbolówkę w długi róg. Jeszcze w 62 minucie Zaremba wypluł przed siebie uderzoną z rzutu wolnego przez Tomasza Ruminkiewicza piłkę (poza tym nr 1 głogowskiej bramki interweniował bardzo pewnie), co szybko wyjaśniła głogowska obrona, tak później do głosu dochodzili już tylko miejscowi. W 63 minucie głogowianie ruszyli z szybką kontrą. Zaczęło się od podania Kaczmarka, a skończyło na Machaju. Ten w sytuacji sam na sam z Zatorem uderzył obok słupka. Z kolei 9 minut później autor pierwszego gola świetnie wypatrzył wchodzącego w boczną część pola karnego Michała Bukrabę, jednak 26-letniemu zawodnikowi zabrakło centymetrów, by podwyższyć na 3:0. Już do końca nie wydarzyło się nic wielkiego. Chrobry pewnie dociągnął pierwszy komplet punktów do ostatniego gwizdka. Pomarańczowo-czarni wygrali jak najbardziej zasłużenie, przy odrobienie szczęścia mogąc to zrobić bardziej efektownie, niemniej jednak goście mieli powody ku temu, by z Głogowa wracać z uniesionymi głowami.