Mateusz Machaj: dopiąłem swego

– Gra w trzeciej lidze to nie był akt desperacji, tylko świadomy ruch. Nie żałuję, że tak się wtedy stało. Nie było to łatwe, ale ciężko przez ten rok pracowałem i dopiąłem swego – mówi Mateusz Machaj, od niedawna piłkarz występującej w ekstraklasie Lechii Gdańsk, który, mimo natłoku zajęć, znalazł chwilę na krótką pogawędkę.

Codzienne życie piłkarza Lechii jest tak bardzo zawalone zajęciami, że więcej wolnego czasu ma dopiero późnym wieczorem?
Akurat jesteśmy na obozie w Opalenicy, dlatego jest taki natłok zajęć, przez co mogę wydawać się nieuchwytny. Od samego rana jesteśmy na nogach, dwa treningi, zajęcia z psychologiem, odprawy i tylko krótkie przerwy na posiłki.

Sporo posypało się gratulacji odkąd podpisałeś kontrakt z Lechią?
Oj tak. Pisali i dzwonili znajomi z Głogowa i nie tylko, ale przede wszystkim rodzina. Robili to zresztą wcześniej. Jedni przekonywali, że to dobry ruch, inny z kolei zachęcali, bym jeszcze został w Głogowie. Więcej było tych pierwszych, a ja myślę podobnie: Gdańsk to dobry kierunek.

Po sezonie miałeś wiele innych ofert. Dlaczego tylko Lechia?
Lechia przedstawiła najbardziej konkretną ofertę. Poza tym tutaj mam realne szanse zaistnienia w ekstraklasie, co było moim celem. Nie pierwsza liga, tylko właśnie ekstraklasa. Jestem po kilku rozmowach z trenerem, który przekonywał, że na testach wypadłem nieźle i jeśli tylko utrzymam dyspozycję, to będę mu potrzebny

Nie rozważałeś opcji zatrzymania się na dłużej w Głogowie?
To nie tak. Pozostanie w Głogowie cały czas wchodziło w grę. Długo nad tym wszystkim myślałem. Obiecywałem chłopakom, że jeśli nie otrzymam przekonującej oferty z ekstraklasy, to nadal będę im pomagał.

Od początku przekonywałeś, że trafiając do trzecioligowego wtedy Chrobrego, nie robisz kroku wstecz, choć część twierdziła inaczej. Wyszło na Twoje…
Gra w trzeciej lidze to nie był akt desperacji, tylko świadomy ruch. Nie żałuję, że tak się wtedy stało. Nie było to łatwe, ale ciężko przez ten rok pracowałem i dopiąłem swego.

Opcja na cztery lata była Twoim warunkiem czy pomysłem Lechii?
Osobiście chciałem podpisać umowę na krótszy okres czasu, ale nawet mojemu menadżerowi nie udało się na tym postawić. Nie mogę jednak narzekać. Otrzymałem dobre warunki i jestem z nich zadowolony.

W pomocy masz za partnerów bardziej doświadczonych piłkarzy, m.in. Łukasza Surmę. Jak się układa współpraca z nowymi kolegami?
Jest naprawdę super, czym może trochę jestem zaskoczony. Otrzymałem ciepłe przyjęcie, a bardziej doświadczeni koledzy służą pomocą. Przy jakimś gorszym zagraniu nie podnoszą głosu, tylko spokojnie podpowiadają, co zrobić inaczej. To pomaga.

A jakim trenerem jest Tomasz Kafarski?
To młody, bardzo w porządku szkoleniowiec. Choć spędziliśmy ze sobą krótki okres czasu, to już teraz widać, że każdemu daje pole do manewrów, służąc pomocą. Nie jest to typ osoby, przy którym ta o słabszej psychice miałaby cięższą przeprawę.

Nie boisz się, że po takim przeskoku skończy się podobnie, jak w Lechu Poznań, czyli brakiem regularnych występów w ekstraklasie?
Mam nadzieję, że nie, ale zdaję sobie sprawę z tego, że może wyjść różnie. Jednak kto nie ryzykuje, ten nie ma. Ja po raz kolejny je podjąłem i nadal będę tak samo mocno pracował, jak w Chrobrym. To jest różnica klas, ale zaangażowanie pozostanie bez zmian.

Teraz będzie Ci chyba najtrudniej utrzymywać kontakt z bliskimi z Głogowa?
To prawda, bo tak daleko od siebie jeszcze nie mieszkaliśmy, ale ja nie zrywam żadnych kontaktów. Pozostaje telefon, a jak dobrze pójdzie, to do Głogowa będę przyjeżdżał raz na miesiąc, może co dwa tygodnie.

Będziesz jeszcze śledził losy Chrobrego?
Obowiązkowo. Ja się nie odcinam od przeszłości. Chrobrego będę naprawdę dobrze wspominał i szczerze życzę mu powodzenia. Kto wie, może jeszcze kiedyś będę mógł pomóc Chrobremu.

Czego Ci teraz życzyć?
Przede wszystkim zdrowia. Ono jest najważniejsze. Do piłki nie brakuje mi charakteru, więc jeśli ono będzie, to na pewno nie opuszczę i o całą resztę mocno powalczę.