Mirosław Nowakowski: Chrobry to wzór do naśladowania

Po meczu Chrobrego z Tęczą, w którym głogowianie rozgromili lubuskiego rywala aż 6:0, trener gości Mirosław Nowakowski bardzo pozytywnie wypowiadał się o tym, co zastał na boisku w wykonaniu Chrobrego. – My spotkaliśmy się z większością zespołów, spośród grona dolnośląskiego nie graliśmy jedynie z Oławą, więc powiem tak: to, co w sobotę pokazał Chrobry jest najwyższym III-ligowym poziomem, jaki miałem okazję obserwować – mówił.
Z drugiej strony szkoleniowiec MZKS-u zwrócił uwagę na poważny problem, z jakim od początku sezonu boryka się głogowska ekipa. W obliczu kilku kontuzji, ławka rezerwowych jest bardzo krótka, co najbardziej było widoczne dwa tygodnie wcześniej przy okazji meczu z Pogonią Świebodzin, na której awaryjnie zasiadł Marek Gródecki z rezerw i kilku juniorów. – To, co się teraz dzieje jest oczywiście bardzo ważne, ale najważniejszy będzie okres między rundami: nasza praca, ale także działaczy – podkreślił Janusz Kubot.

Janusz Kubot, trener Chrobrego: Z trenerem Tęczy rozmawiałem wcześniej, mówiąc że miał pecha trafiając akurat na taki moment, w którym bardzo chcieliśmy zamazać plamę za porażkę w Strzelcach Krajeńskich. Chociaż przyznam, że z Łucznikiem źle nie graliśmy, tylko nieskutecznie, nie umiejąc wykorzystać stworzonych sytuacji. W spotkaniu z Tęczą tej determinacji nie zabrakło, takie tempo utrzymywaliśmy przez długi okres czasu, dlatego ciężko grać przeciwko nam, gdy w końcu załapiemy odpowiedni rytm. Cieszę się, że bramki zdobywają nawet ci młodzi chłopcy, którzy wchodzą z ławki, bo dzięki temu lepiej im się gra. Ale to nie zasłania problemu, jaki stanowi wąska ławka rezerwowych. Nas jest bardzo mało, stąd mocna prośba do działaczy, aby wzięli to pod uwagę. Runda jesienna za chwilę się kończy, a wiosną musimy mieć szerszą ławkę, większe możliwości. Przykładowo, w Strzelcach Krajeńskich nie mieliśmy żadnego napastnika, żadnego pola manewru jeśli chodzi o zmianę sposobu gry. Bardzo fajnie byłoby, gdyby jesień udało zakończyć się na pozycji lidera, ale ja, jak i władze klubu, trzeźwo na to patrzymy. Przeżyliśmy tyle rzeczy w tak krótkim odcinku czasu w kwestii organizacji drużyny, mentalności tych piłkarzy i roboty, jaką trzeba było przy tym wykonać, że to nie jest tak, że strzeli się palcami i ten zespół będzie grać, funkcjonować. Najważniejsze, aby nie stracić kontaktu z pierwszą w lidze drużyną. To, co się teraz dzieje jest oczywiście bardzo ważne, ale najważniejszy będzie okres między rundami: nasza praca, ale także działaczy. To, jak bardzo będzie im zależało na awansie i czy będziemy mieć większe możliwości poszerzenia kadry. Nie mówię o dużej ilości nowych piłkarzy. Przynajmniej jednego dwóch, ale takich znaczących, którzy dadzą temu zespołowi lepszą jakość.

Mirosław Nowakowski, trener Tęczy: Spotkały się dwie drużyny. Jedna zamykająca ligową tabelę, drugą z wielkimi aspiracjami na awans do II ligi i te różnice były aż nadto widoczne na boisku. Równorzędną piłkę z gospodarzami graliśmy przez pierwsze 15 minut. Stworzyliśmy jedną bardzo klarowną okazję, z której należało strzelić bramkę. Ta jednak nie padła, a w szatni uprzedzałem chłopaków, że w tym meczu nie będziemy mieć wiele okazji do zdobycia gola. To się potwierdziło. A my nie strzelamy bramki, która dawałby nam prowadzenie, troszkę zmieniła obraz gry. Chrobry jest zespołem, co do którego II-ligowe aspiracje są jak najbardziej uzasadnione. Jeżeli chodzi o organizację gry, sposób prowadzenia, wyszkolenie techniczne i poukładanie tematów taktycznych, w tej lidze jest wzorem do naśladowania. My spotkaliśmy się z większością zespołów, spośród grona dolnośląskiego nie graliśmy jedynie z Oławą, więc powiem tak: to, co w sobotę pokazał Chrobry jest najwyższym III-ligowym poziomem, jaki miałem okazję obserwować. 6:0 to może rzeczywiście trochę za wysoko. Nie mogę jednak zapanować nad zespołem w tym aspekcie, że gdy ten przegrywa na poziomie jedno, dwubramkowej różnicy, to nie radzi sobie z tą sytuacją. Powielają się wówczas błędy. Na siłę chcemy otworzyć grę, zdobyć bramkę kontaktową, co kończy się tym, że sami tracimy kolejną.

Mateusz Niedźwiedź, piłkarz Chrobrego: Miły prezent na urodziny? Na pewno. W sytuacji, w której zdobyłem gola, pomogli koledzy. Stałe fragmenty ćwiczymy na treningach. Trener każe mocno bić w światło bramki te rzuty wolne. Chłopaki zrobili tu dobrą robotę, zasłaniając przy tym bramkarza. W meczu z Tęczą nie zależało mi tyle na zdobyciu gola, co pokazaniu się z dobrej strony, bo winiłem sobie za ostatnią klęskę. Zagrałem wtedy bardzo słabe spotkanie i chciałem udowodnić trenerowi, drużynie, ale także samemu sobie, że to był tylko wypadek przy pracy.

Radosław Rakociński, piłkarz Tęczy: Zabrakło nam trochę doświadczenia, cwaniactwa przy wykańczaniu akcji. Może pojawiło się zbyt wiele nerwowości. Do 20. minuty wyglądało to z naszej strony całkiem nieźle. Przez ten okres realizowaliśmy wszystko założenia taktyczne. Mieliśmy jedną klarowną sytuację i kto wie jak potoczyłby się ten mecz, gdybyśmy to jako pierwsi trafili do bramki. Gola zdobył jednak Chrobrego, po czym rozwiązał się worek z bramkami, i skończyło się, jak skończyło.