Najniższy wymiar kary

Goście przyjechali do Głogowa zaledwie w dwunastu, bez sześciu podstawowych graczy, z bramkarzem w koszulce… Realu Madryt (!!!) i chyba sami wiedzieli, że tego meczu wygrać nie mogą. Pogromu jednak nie było, lecz spory w tym udział miał znajdujący się w dobrej dyspozycji wspomniany bramkarz Łucznika Mateusz Kobylarz, który parokrotnie wyciągał zespół z opresji. 3:0 to najniższy wymiar kary dla lubuskich rywali.

Początkowo zawodnikom Chrobrego nie wiodło się zbyt dobrze. Przez długi okres czasu próby skonstruowania akcji, które poważnie mogłoby zagrozić rywalom, pełzły na niczym, a jak już udało się oddać jakiś strzał, to sporo brakowało mu do ideału. Mało tego, to goście byli bliscy objęcia prowadzenia. Kiks Łukasza Zaremby, który najwidoczniej pośliznął się na murawie, o mały włos nie zakończył się tragedią. Na szczęścia jednak głogowski goalkeeper w porę naprawił swój błąd, broniąc strzał Damiana Odachowskiego. Wtedy z trybun poleciało donośne pytanie: „co Wy robicie?”. W 25. i 35 minucie bliski szczęścia był Konrad Węglarz. Najpierw, po dośrodkowaniu Konrada Kaczmarka, uderzał głową, z kolei później sprytnie wyrolował w polu karnym dwóch naciskających go obrońców, dzięki czemu udało mu się przymierzyć w światło bramki. W obu przypadkach górą był jednak Mateusz Kobylarz. Nie minęło 60 sekund od tej drugiej sytuacji, a futbolówka wreszcie zatrzepotała w siatce. Autorem pierwszej, chyba tej najważniejszej, bo przełamującej bramki był Mateusz Niedźwiedź, który głową, z kilku metrów wykończył dokładną wrzutkę od Mariusza Wolbauma. Jeszcze przed przerwą przynajmniej dwukrotnie mogliśmy cieszyć się z goli, bo zza pola karnego mocno uderzali i Mateusz Herbuś, i Kaczmarek. Piłkę po strzałach obu efektownie sparował poza linię końcową goalkeeper Łucznika. Zdecydowanie miał swój dzień.

Kolejne 45 minut to już całkowita dominacja podopiecznych Janusza Kubota. Zdaje się, że na palcach jednej ręki można zliczyć przedarcia się gości w bliskie okolice pola karnego głogowian. Ogromna przewaga pomarańczowo-czarnych szybko została udokumentowana, bo już w osiem minut po wznowieniu gry. Popularny „Węgiel” nie kombinował i z kilkunastu metrów uderzył niemal po ziemi, tuż przy słupku. Szybszy od niego w tej materii mógł być Łukasz Filipiak, tyle że pomocnik Chrobrego źle zebrał się do strzału po podaniu od grasującego na lewej stronie Kaczmarka. W 70. minucie na placu gry pojawił się Michał Bukraba, dając dobrą zmianę. Już po kilku minutach mógł władować na 3:0. Po centrze Wolbauma zamykał całą akcję nabiegając na dalszy słupek. Z raptem paru metrów uderzył mocno, z pierwszej piłki, ale na przeszkodzie stanęła poprzeczka. Zresztą po raz drugi w tym spotkaniu. Wcześniej, ta okazała się zmorą Węglarza. Bukraba zrehabilitował się jednak w 83. minucie. Do pola karnego zbiegł po przekątnej Karol Janik, posyłając futbolówkę wzdłuż bramki, a całość z najbliższej odległości wykończył wspomniany Bukraba. To jego pierwsze trafienie tej wiosny, choć miał już kilka świetnych ku temu okazji. Nic więc dziwnego, że wyraźnie go ucieszyło. Na sześć minut przed końcem Węglarza zmienił Arkadiusz Waszkowiak. Po debiucie na ławce rezerwowych przed dwoma tygodniami, dla tego 19-latka przyszedł czas na oficjalny debiut w trzeciej lidze.