Pierwszy krok zrobiony

Kolejka 24 – 05.05.2007

1:0
Chrobry Głogów 1:0 (1:0) Szczakowianka J.

1:0 Hejnowski 15′ (samobójcza)

Chrobry: Cuper – Plewko ( 46′ Milkowski), Herbuś, Zygier, Puchalski – Kwiatkowski ( 82′ Pieniążek), Nitkiewicz, Rola ( 71′ Węglarz), Trznadel ( 46′ Soboń) – Druciak, Szuszkiewicz

Żółte kartki (Chrobry): Nitkiewicz

Czerwone kartki:

Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork)

Widzów: 400 (gości 0 – zakaz)

Kolejka 24 – 05.05.2007

1:0

Chrobry Głogów 1:0 (1:0) Szczakowianka J.

1:0 Hejnowski 15′ (samobójcza)

Chrobry: Cuper – Plewko ( 46′ Milkowski), Herbuś, Zygier, Puchalski – Kwiatkowski ( 82′ Pieniążek), Nitkiewicz, Rola ( 71′ Węglarz), Trznadel ( 46′ Soboń) – Druciak, Szuszkiewicz

Żółte kartki (Chrobry): Nitkiewicz

Czerwone kartki:

Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork)

Widzów: 400 (gości 0 – zakaz)

Kibice, którzy w sobotnie popołudnie zdecydowali się odwiedzić stadion przy Wita Stwosza obejrzeli dwie różne połowy. Pierwszą, w której dziwi zero bramek po stronie gości, a jeszcze bardziej wprawia w osłupienie gol dojący prowadzenie głogowianom oraz drugą, która bezapelacyjnie toczyła się pod dyktando Chrobrego i wtedy już tylko zaskakiwała ogromnych rozmiarów nieskuteczność gospodarzy.

Zaledwie kilkadziesiąt sekund po pierwszym gwizdku sędziego mogła, a w zasadzie powinna paść bramka ustawiająca przebieg całego spotkania. Zawodnik gości miał przed sobą tylko Cupera i zdecydował się na uderzenie z linii pola karnego – te co prawda zmyliło naszego golkipera, ale piłka przeszła obok słupka. To było ostrzeżenie, którego „pomarańczowo-czarni” raczej nie wzięli sobie na serio. Bynajmniej wskazywały na to ich poczynania na boisku. Przez długi, bardzo długo okres czasu nie byli nawet w stanie przedostać się na połowę należącą do przyjezdnych, o polu karnym nie wspominając. W takich okolicznościach sytuacja z 15. minuty meczu musi dziwić, co najmniej dziwić. Rzut rożny egzekwowali głogowianie, a dobrze wrzuconą futbolówkę do siatki skierował gracz Szczakowianki, Hejnowski. Uderzył na tyle precyzyjnie, że stojący między słupkami kolega z zespołu nie miał nic do powiedzenia. W tym przypadku sprawdziło się stare porzekadło o tym, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Błyskawicznie próbowali odpowiedzieć przyjezdni, jednak płaski i mocny strzał po raz kolejny przeszedł obok słupka nie z tej strony, co trzeba. W 22. minucie zawodnicy Chrobrego po raz pierwszy poważnie i co najważniejsze – sami – stworzyli groźną sytuację. Nitkiewicz wbiegł w pole karne, lecz tam już przekombinował i ostatecznie piłka została wybita na rzut rożny. W 35. minucie kolejna doskonała wręcz okazja dla Szczakowianki. Dośrodkowanie z prawej strony pewnie zmierzało w kierunku niepilnowanego piłkarza z Jaworzna, któremu wystarczyło dostawić nogę. Tę co prawda wysunął, ale piłka jak zaczarowana przechodzi obok słupka. Kolejne minuty to mocno chaotyczna gra z obu stron. Sporo strat, często tych zdecydowanie głupich, niedokładność, niedokładność i jeszcze raz niedokładność. Tak było do gwizdka kończącego pierwszą część zawodów. Część, której przebieg nie pozwalał patrzeć z optymizmem w kolejne 45 minut w wykonaniu Chrobrego, a która w żadnym wypadku nie powinna zakończyć się korzystnym dla gospodarzy rezultatem.

Nie wiemy co działo się w szatni w przerwie spotkania, ale niewątpliwie coś dziać się musiało. Czy miał miejsce monolog trenera Mandziejewicza w stronę piłkarzy czy też sami zawodnicy na siebie pokrzykiwali – to najmniej istotne. Najważniejszy jest fakt, że po przerwie widzieliśmy zdecydowanie inną drużynę. Walczącą o piłkę na każdym metrze boiska, biegającą i usilnie starającą się zapewnić sobie zwycięstwo jeszcze na długo przed ostatecznym gwizdkiem arbitra. Ofensywne nastawienie nie tyle cieszyło, co zaskakiwało. Wszak biorąc pod uwagę kilka wcześniejszych potyczek ligowych drugie 45 minut to była przeważnie gra mająca na celu przede wszystkim nie stracenie bramki. Była… W 52. minucie na strzał zza pola karnego zdecydował się Milkowski, jednak piłka minęła słupek bramki strzeżonej przez Budkę. Niecałe 10 minut później powinno być praktycznie po meczu. Wbiegający w pole karne „Milka” mógł uderzyć na bramkę rywala, ale zachował się po koleżeńsku. W lepszej sytuacji do oddania strzału dostrzegł Rolę, do którego momentalnie dograł, myląc tym samym zarówno golkipera jak i defensorów „Szczaksy”, jednak pomocnik MZKS-u, mając przed sobą… raptem 2 metry do pustej bramki, wślizgiem posłał „gałę” wysoko ponad poprzeczką. W 71. minucie wreszcie do głosu doszli przyjezdni. Zawodnik gości uderzył z ostrego kąta co prawda mocno, ale wprost w Cupera. Na szczęście to był jednocześnie koniec swobody dla Szczakowianki. Chwilę później rzut wolny w obrębie narożnika pola karnego egzekwował, tym razem nie Zygier, a Soboń. Kolega z obrony tego uderzenia zapewne by się nie powstydził. Uderzenia, z którym wcale nie małe kłopoty miał Budka, jednak ostatecznie zdołał wybić piłkę na rzut rożny. Wydawać by się mogło, że końcówka pojedynku powinna należeć do szukających wyrównującej bramki graczy z Jaworzna. Nic z tego. Ci w tej części gry mieli bardzo mało do powiedzenia. Tak mało, że większość konstruowanych przez nich akcji kończyła się na metry przed naszym polem karnym. Tempa nie zwalniali za to „pomarańczowo-czarni”. Na 3 minuty przed końcem w stronę golkipera Szczakowianki popędził Szuszkiewcz. Popędził, aż się w końcu zapędził. Dosyć chaotyczny drybling zakończył się wybiciem futbolówki przez bramkarza „Szczaksy”. Już w doliczonym czasie gry idealnie prostopadłym podaniem uruchomiony został Pieniążek. Momentalnie ruszył na bramkę rywala, zdecydował się na silny strzał z narożnika pola karnego, lecz świetną interwencją popisał się Budka, piąstkując poza linię końcową. Kolejne sekundy przyniosły mocne uderzenie z główki Druciaka, które minęło poprzeczkę i upragniony gwizdek kończący cały mecz.

Chrobry wygrał zasłużenie. Fakt, że pierwsza część spotkania należała do przyjezdnych, a dopiero druga dla nas, ale nasi piłkarze stworzyli zdecydowanie więcej dogodnych sytuacji podbramkowych. Sytuacji jednak niewykorzystanych, co jest bolączką głogowian od początku rundy wiosennej. Do tego momentami sporo niepotrzebnych strat, niedokładności i egoizmu wśród piłkarzy Chrobrego. Nie było za to chwili, w której można by odmówić „pomarańczowo-czarnym” woli walki i ambicji (przykład choćby nagradzanego brawami Pieniążka, którego postawa, chęć gry musiała się podobać). Po raz kolejny… To cieszy. Ideał to nie był, fakt, ale być nie musiał. Najważniejsza jest inkasacja kompletu punktów. Punktów, których nie przyznaje się przecież za walory artystyczne. Bramka samobójcza? A co z tego? Tę potraktujmy jako zadośćuczynienie za pojedynek w Jastrzębiu. Nigdy nie spadnie, nasz Chrobry nigdy nie spadnie!