Pod górkę w Iłowej

Trochę wymęczone, ale jak najbardziej zasłużone zwycięstwo odnieśli piłkarze Chrobrego Głogów. Podopieczni Janusza Kubota w Iłowej mieli zdecydowanie pod górkę, bo gospodarze bronili się i długimi momentami grali na czas, a dodatkowo z końcem pierwszej części plac gry musiał opuścić Paweł Woźniak. Tak naprawdę nie wiemy za co, nie wie też sam zawodnik, bo w tym przypadku zdolnościami aktorskimi popisał się domniemany poszkodowany. Sędziowie mylili się jednak w obie strony, choć akurat tą decyzję rozwścieczyli najbardziej. Na szczęście głogowianie wyszli z opresji, a bohaterem został Krystian Kowalski.

Spotkanie rozpoczęło się pomyślnie dla Chrobrego, bo już w 7. minucie wrzutkę Łukasza Filipiaka tuż sprzed linii końcowej skutecznie zamknął poprzez uderzenie głową Krystian Kowalski. Jednak lekko ponad kwadrans później raz jeszcze okazało się, że nie mamy szczęścia do zawodników w przeszłości związanych z MZKS-em. Do remisu doprowadził głogowianin Łukasz Szuszkiewicz, jeszcze do niedawna gracz pierwszej ekipy Chrobrego u Tomasza Trznadla. Pomarańczowo-czarni wyraźnie przeważali, ale nie potrafili zdecydowanie zagrozić bramce rywali. I jakby było mało tego, że ciężko im sforsować szyki obronne gospodarzy, to z końcem tej części gry stracili Pawła Woźniaka. Wychowanek głogowskiego klubu w walce o piłkę starł się z Marcinem Świrlikiem tak, że ten błyskawicznie padł na murawę, a wyrazem bólu miał być donośny krzyk. Jego aktorstwo było tak widoczne, że naprawdę dziwimy się sędziemu liniowemu, bo ten główny zasięgał opinii właśnie u niego. Paweł Woźniak jeszcze długo nie mógł pogodzić się z decyzją arbitrów, rzucał swoimi argumentami, przekonywał, starał się szukać sprawiedliwości nawet u samego poszkodowanego, ale odwrotu od decyzji być nie mogło. Sam faulowany po chwili wrócił do gry. Cwaniactwo co prawda to także element futbolu, ale są pewne granice.

Czerwień podziałała na głogowian chyba jeszcze bardziej mobilizująco, bo ich przewaga stała się jeszcze wyraźniejsza. Wciąż jednak nie byli w stanie stworzyć większego zagrożenia w polu karnym miejscowych. Dodatkowo utrudniała im to postawa gospodarzy, których remisowy rezultat zdawał się zadowalać, bo długimi momentami przetrzymywali piłkę, podając ją do siebie wszerz boiska. Próbowali Arkadiusz Sojka, Mateusz Hałambiec, Krystian Kowalski, Łukasz Filipiak, jednak najbliżej szczęścia był Piotr Błauciak, któremu niewiele zabrakło, by głową skierować w światło bramki dośrodkowaną z narożnika boiska futbolówkę. Sztuka ta udała się tylko w 68. minucie. Po wyegzekwowaniu stałego fragmentu gry błąd popełnił goalkeeper Vitrosiliconu, wybijając piłkę tuż przed siebie, co skrzętnie wykorzystał Kowalski, ustalając wynik pojedynku i tym samym stając się jego bohaterem. W tym momencie spieszyć zaczęło się iłowianom, i choć potrafili ruszyć z groźniejszą kontrą, to podopieczni Janusza Kubota i tak dość spokojnie dowieźli trzy punkty do samego końca.

Dzięki wygranej Chrobry traci do liderującego Górnika Wałbrzych już tylko 5 punktów. Przy 11 pozostałych do końca sezonu spotkaniach wałbrzyszanie wreszcie czują coraz głośniejszy oddech na swoich plecach.

W Iłowej stawiamy się w 121 osób, w tym 17-osobowa delegacja z Żagania, co, jak na wyjazd poparty znikomą tylko mobilizacją jest przyzwoitym wynikiem. Na stadion wchodzimy swoim własnym wejściem. Jako że sama eskapada była utrzymana w dość folklorowym stylu, to przełożyło się to na doping, który tego nie na pewno nie był naszą mocną stroną. Troszeczkę obrywa się autorowi bramki dla Vitro, Łukaszowi Szuszkiewiczowi, za to brawa zbiera Marek Jabłoński, który – przypomnijmy – przebywa w Iłowej na wypożyczeniu z Chrobrego.