Podsumowanie rundy

Przedłużona runda jesienna za nami. Jak na złość, w jubileusz 60-lecia MZKS-u oglądaliśmy jedną z najkoszmarniejszych piłkarskich jesieni w wykonaniu zawodników tego klubu. Przed nami dłuższy rozbrat z futbolem i pozostaje tylko życzyć sobie lepszego jutra. Tym jutrem są najbliższe tygodnie i miesiące, w których może się wiele wydarzyć. Naprawdę wiele.

BRAMKA:

Tutaj nie ma wielkiej filozofii. Od dawien dawna między słupkami głogowskiej bramki rządzi Sławomir Cuper. „Rządzi” w pełnym znaczeniu tego słowa. Fakt, że zdarzają mu się głupie „kiksy”, ale czym one są w porównaniu z niezliczoną rzeszą interwencji, które nie tyle, co uchroniły nas od jeszcze większego pogromu w rundzie jesiennej, a sprawiają, że chociaż dla nich warto oglądać piłkarskie widowiska z udziałem drużyny Chrobrego. Porównanie go do wina, które „im starsze, tym lepsze” jest jak najbardziej na miejscu. 36-letniemu zawodnikowi, który praktycznie całe swoje piłkarskie życie związał z MZKS-em, należy się ogromy szacunek. Szkoda jedynie, że jego kariera dobiega końca, i co raz częściej słychać głosy o szukaniu następcy na jego miejsce. Miał, czy może ma nim zostać Michał Długosz. My jednak mamy poważne wątpliwości, co do tego wyboru. W bieżących rozgrywkach ligowych 2-krotnie pojawił się na boisku i niczym nie zaskoczył, a wręcz przeciwnie – był jednym z tych, którzy najbardziej zawalili w kompromitującym meczu z Walką. Tę samą ilość występów zaliczył młody, uważany przez wielu za perspektywicznego gracza – Świtała. Wypożyczony do Chrobrego z OKS-u Olesno golkiper sprawiał bardzo dobre wrażenie w spotkaniach z Polonią na wyjeździe i Gawinem w Głogowie. Przykłada się na treningach, widać, że mu zależy. Za wielu okazji do pokazana się nie dostał i, naszym zdaniem, nad tym można tylko ubolewać.

OBRONA:

Pod względem straconych bramek zajmujemy trzecie miejsce, ale od końca. Za nami tylko Zagłębie i TOR, co, z całym szacunkiem, ale o czymś świadczy. Na pewno nie przysparza to chwały naszej defensywie. Defensywie, która, należy dodać, popełniła mnóstwo błędów. Głównie tych pojedynczych, ale tak się składa, że w znacznej mierze to właśnie one decydowały o końcowych wynikach. Przykładów nie trzeba daleko szukać. W spotkaniu z Gawinem, Herbuś dał się wyprzedzić zawodnikowi rywala, a to otworzyło drogę do jedynej tego dnia bramki. Identycznie mają się sprawy w przypadku potyczki z Walką i dwóch celnych trafień, które wynikały ze… stania i patrzenia się jak futbolówka przechodzi całe pole karne wszerz oraz, w przypadku drugiej sytuacji, z zostawienia w tyłach naszych obrońców. W Katowicach decydujący gol to całkowite nie upilnowanie stojącego kilka metrów przed linią bramkową piłkarza GieKSy. Podobnych wpadek można mnożyć, i dobrze, że nie wszystkie okazały się tymi karcącymi. Przypomnijmy, że wg. byłego trenera, Romulada Kujawy, to właśnie ta formacja, którą sam zresztą „wyrzeźbił”, miała być najsilniejszą spośród pozostałych. Miała, a od dłuższego czasu nie jest. To nie przeszkadza Błauciakowi wykonywać konkretnej robotę w polu karnym przeciwnika, przede wszystkim właśnie tam. Na uwagę zasługuje również Smolin. Grzechem byłoby nie wymienić tutaj Remka – zawsze ambitnego, walczącego aż do bólu, przeżywającego każde niepowodzenie czy istotne błędy (mecz z Lechią), nie wstydzącego się manifestować swojej radości po sukcesie (mecz z Dozametem), jak trzeba, warknie na kolegów (mecz ze Skalnikiem), a to idealny zadatek na pełnienie funkcji kapitana w zespole. Takich zawodników nie można nie docenić, takich szanujemy i takich życzymy sobie jak najwięcej.

POMOC:

Doświadczony Cackowski z równie ogranym Soboniem – to miał być duet, na którego pojawienie się na boisku zacieraliśmy ręce. Wierzyliśmy, że będzie on jednym z mocniejszych w lidze i, szczerze, mieliśmy ku temu podstawy. Ostatecznie trochę zawiedli, szczególnie ten drugi. Maciek Soboń w jednym z wywiadów zaznaczył nawet, że zakotwiczenie w III-ligowym Chrobrym traktuje jedynie jako przystanek do powrotu w wyższą piłkarsko sferę. Ciężko o opinię, że mógł zwrócić na siebie uwagę potencjalnych II-ligowców, mimo kilku asyst. Być może nękany przez kontuzje nie potrafił zaprezentować pełni swoich umiejętności, być może cały czas ciąży na nim długi rozbrat z futbolem. Co do „Cacka” – poniżej pewnego poziomu nigdy nie schodzi, ale na pewno jego gra nie była tym, czego byśmy sobie, i nie tylko my, życzyli. Cóż, zdarza się. A poza tym, Heniek jest jednym z tych zawodników, któremu można wybaczyć wszystko. Swoje już przecież zrobił i co do tego nie powinno być jakichkolwiek obiekcji. Ściągnięci przez Kujawę Rola czy Milkowski – młodość miała podziałać pozytywnie na nasz zespół, ale, jak to już w naszym wypadku bywa – wszystko na opak. Reasumując – doświadczenie w tej formacji wzięło górę, choć wysoko poprzeczki nie powiesiło…

ATAK:

Druciak – wreszcie! Po fatalnej wiośnie sezonu 05/06 w wykonaniu naszych napastników w końcu coś „zatrybiło”. Z drugiej strony to „coś”, czyli 8 bramek napadu Chrobrego (Druciak, Szuszkiewicz, Węglarz), to jednak nie to, czym możemy się szczycić, nie wspominając już o straszeniu golkiperów rywali. Jeszcze jakiś czas temu narzekaliśmy, że głogowianie wręcz rażą nieskutecznością. Mnóstwo sytuacji, mało celnych trafień. Teraz, niestety, było inaczej. Nasi piłkarze nie potrafią stwarzać dogodnych okazji. Rajdy bokami często kończyły się centrami wołającymi o pomstę do nieba, akcje prowadzone środkiem boiska były łatwo rozpracowywane przez przeciwnika, zanim te zdążyły przekroczyć linię pola karnego. Schematyczność, brak elementu zaskoczenia nie mogły ułatwić pracy napastnikom Chrobrego. Inna sprawa, że najbardziej wysunięta formacja nie jest naszą silną bronią, bo być nią nie miała. Z tego faktu zdawaliśmy sobie sprawę od samego początku. Przyjście Wojtczaka niczego nie zmieniło. Naszym skromnym zdaniem ściąganie zawodnika z tak odległego miejsca jest kompletnym bezsensem. Ówczesny szkoleniowiec uważał inaczej, a działacze jeszcze wcześniej deklarowali, że nie zamierzają wchodzić z butami w ruchy czynione przez trenera. Takim oto sposobem otrzymaliśmy zawodnika, który grą ustosunkował się do większości drużyny a jedyną bramkę, jaką zdobył to „nastrzelenie” gracza ekipy przeciwnej, który poprzez niefortunną interwencję wpakował piłkę do siatki. Pozostaje pytanie czy piłkarze z Głogowa rzeczywiście są tymi gorszymi? Czy cierpimy na jakiś deficyt pod tym względem? Czy musi być tak, że tutejsi zawodnicy, którym daje się minimalne szanse na pokazanie się na rodzimym podwórku, raz po raz szukają zatrudnienia w klubach innym miast? Rozsądna polityka, nie ma co…

NAJLEPSZY MECZ:

Wielkiego wyboru nie było. Chrobry Głogów – Lechia Zielona Góra, zakończony zwycięstwem „pomarańczowo-czarnych” 3:2. Sytuacja zmieniająca się jak w kalejdoskopie, można rzec – od zera do bohatera. Błędy Smolina, które kończyły się wskazaniem na „wapno” i ich częściowe zadośćuczynienie bramką do szatni na 2:2. Błąd Cupera, który podał piłkę strzelającemu gola niechcianemu w Głogowie… Rośmiarkowi i jego naprawienie – pełną gębą – przy obronie rzutu karnego i dobitki. Prawdziwym majstersztykiem było uratowanie, wydawać by się mogło, że beznadziejnej sytuacji, w momencie, gdy na tablicy świetlnej widniał wynik 3:2, a od końcowego gwizdka arbitra dzieliły nas minuty. Do dziś dnia, wspominając ten pojedynek, zadajemy sobie pytanie – jak ten człowiek to zrobił?! Wcześniej wyjątkowej urody gol Druciaka. Wszystko wypracowane przez niesamowite zaangażowanie głogowskich piłkarzy. Było wszystko to, co w futbolu potrzebne, by miano o najpiękniejszej dyscyplinie spośród pozostałych trwało przy nim wiecznie. Życzmy sobie więcej spektaklów przepełnionych dramaturgią, która kończy się dla nas bajkowym happy endem.

NAJGORSZY MECZ:

Z wiadomych względów wybór o wiele trudniejszy. Braliśmy pod uwagę komiczny mecz z Rakowem w Głogowie, tyle, że w przypadku akurat tego spotkania przez większą część czasu „pomarańczowo-czarni” byli stroną dominującą, co zresztą tym bardziej dziwi, no ale już zostawmy ten przykry temat. Chrobry – Walka Zabrze i konkretne lanie od zabrzan. I połowa nie zapowiadała takiego przebiegu sytuacji, koszmarnie nudna, ale zakończona bramką dla głogowian. II 45 minut najlepiej przemilczeć. Walka po raz pierwszy, Walka po raz drugi, Walka po raz trzeci, Walka po raz czwarty… I kończące pytanie, co to do cholery miało być?

NAJŚMIESZNIEJSZY „MECZ”:

Ten rozpoczął się już przed sezonem i dotyczy samych słów. Najpierw wypowiedzi naszych piłkarzy o tym, że stać nas na II ligę i powinniśmy się włączyć do walki o nią. Wszystko ładnie, pięknie i nagle na wszystko odburknął prezes Pawlak – ”Nie stać nas na II ligę i w tym sezonie na pewno nie zasilimy jej szeregów”. Wydawać by się mogło, że od osoby pełniącej taką funkcję powinno się oczekiwać bardziej rozsądnych wypowiedzi. Po jakimś czasie chyba zrozumiał popełnioną przez siebie gafę i nieco sprostował – ”Ja przecież nie karzę zawodnikom nie grać i nie wygrywać”. Zrobiło się jeszcze śmieszniej, a całkowicie już wtedy, gdy sami piłkarzy poprzez swoją „grę” zaprzeczyli swoim wcześniejszym wypowiedziom o domniemanej II lidze. Każdy ma prawo do obrony, więc czemu nie mieli by nie skorzystać z tego przywileju. Postawę na boisku oficjalnie wytłumaczyli m.in. brakiem odżywek. No więc jeden z sympatyków postanowił wydać trochę grosza na comiesięczny zakup tego i owego. Jak postanowił, tak też zrobił. Piłkarze jak grali w kulki, tak też grają dalej.

>> ZOBACZ STATYSTYKI PIŁKARZY

>> ZOBACZ STATYSTYKI MECZOWE

>> ZOBACZ PODSUMOWANIE KIBICÓW

Na dzień dzisiejszy sytuacja jest taka, że lecimy do IV ligi. Sporo zależy od II-ligowców z Opola oraz Górnego i Dolnego Śląska. Tak się składa, że jest ich tam dużo. Dla nas – o wiele za dużo, bo aż 9 na 18 zespołów. O ile o formę Ruchu Chorzów, Zagłębia Sosnowiec i Polonii Bytom jesteśmy spokojni, o tyle ze sporym niepokojem spoglądamy w kierunku innych. Odra Opole i Miedź Legnica to obecnie zespoły strefy spadkowej, a jeśli tak pozostanie do końca, to znaczy tylko tyle, iż naszą grupę żegnają 4 ostatnie kluby. A mamy przecież jeszcze baraże… Tam Podbeskidzie Bielsko Biała, Śląsk Wrocław, czający się w okolicach tej strefy Piast oraz nie mający wcale wyśmienitej sytuacji Górnik Polkowice. Uff, ile tego… A więc może okazać się tak, że nawet uplasowanie się na 10. pozycji w III-ligowej tabeli będzie oznaczało… spadek! To oczywiście tylko czyste spekulacje, ale z drugiej strony nie można nie brać ich pod uwagę. Tym bardziej, że do tej niepewnej 10. lokaty tracimy 8 „oczek”. To jest dużo, a nawet bardzo. Przed nami jeszcze 13 kolejek, fakt – to też nie mało – ale sami widzimy z jak skomplikowaną sytuacją mamy do czynienia. A sama się przecież nie pogmatwała… Liga ponownie ruszy dopiero za kilka miesięcy, ale już teraz wiemy, że wiosenne mecze będą niesamowicie ważne i niezwykle trudne. Będzie to prawdziwa gra na śmierć i życie.

Zapraszamy do dyskusji, własnych podsumowań…