Polar Wrocław – Chrobry Głogów 2-1

… czyli coraz bliżej IV ligi.
Na stadionie (jeśli w ten sposób można to nazwać) wicelidera naszej grupy melduje się 50-ciu kibiców pomarańczowo-czarnych, w tym jedna dziewczyna i 5-ciu przyjaciół z KKS-u Kalisz.
Sam mecz bardzo zaskoczył, lecz są dwie strony medalu. Chrobry zagrał naprawdę dobre spotkanie, najlepsze w przeciągu kilku ostatnich, ale co z tego, skoro wracamy bez zdobyczy punktowej?!

Nasi piłkarze walczyli, stwarzali sobie dogodne sytuacje, długimi momentami mając przewagę w posiadaniu piłki i właśnie dlatego cała ta sytuacja robi się nie tylko śmieszna, co żałosna.
Zadecydowały w sumie 2 minuty, kiedy to kolejno w 64. i 65. minucie piłkę z bramki wyjmować musiał Smółka. Co prawda 180 sekund później Żmuda strzela kontaktową bramkę, dając nam wcale nie odrobinę nadziei, lecz na niej też cała zabawa się kończy. Można by teraz siaść i rozprawiać jak to nasze grajki nie potrafią dośrodkować piłki w pole karne, jak to bramkarz nie radzi sobie w przedpolu, ale to i tak 3 punktów nam nie da, punktów przecież jakże potrzebnych!
Po meczu trochę im się zebrało za ostatnie kilka meczy, co każdy zrozumieć powinien. Jedyny Smółka potrafił przed nami przyznać się do błędu, przepraszając nas miłym gestem. Reszta zawodników podążała prosto do szatni…
Dobrze chociaż, że ogólnie cały wyjazd był bardzo, bardzo wesoły, co zresztą jest już normą . Głogów witamy donośnymi okrzykami na dworcu PKP.